Tata we wszystkim słucha mamy, choć nie zawsze się z nią zgadza: „Mamo, przecież widzisz, że on nie potrafi bez ciebie nic zdecydować”

Od dzieciństwa przyzwyczaiłam się do tego, jak tata patrzy na mamę. Nie tylko patrzy — uważnie śledzi każde jej słowo, zmianę tonu, spojrzenie, pauzę w oddechu.

Nigdy nie był głośny, zdecydowany ani uparty. Zawsze miał jedną główną zasadę: „Jak mama powie”. I choć czasami próbował powiedzieć coś po swojemu, mama tylko unosiła brwi, a on milkł.

Ale nie był urażony. Raczej jak człowiek, który dawno pogodził się z tym, że nie wszystko w życiu warto wygrywać, aby zachować to, co najważniejsze.

Długo nie mogłam zrozumieć, czy to słabość, czy miłość. W dzieciństwie wydawało mi się, że tata jest jak cień mamy, zawsze za plecami, zawsze gotowy do pomocy, ale nigdy nie kłóci się.

Mama jest silna, ostra, ma cięty język, przyzwyczajona do kontrolowania wszystkiego. Nie pytała, tylko rozkazywała.

Screen youtube

Czasami zbyt ostro, zbyt chłodno. Ale tata nigdy nie sprzeciwiał się. Nawet gdy, jak mi się wydawało, nie zgadzał się.

Pewnego razu zapytałam:

— Tato, dlaczego zawsze jej słuchasz, nawet gdy widać, że nie ma racji?

Uśmiechnął się kącikiem ust i odpowiedział tylko:

— Bo ona jest moją mamą. A ja jestem jej mężem. A mąż musi umieć milczeć, gdy kobieta jest zmęczona.

Wtedy nie rozumiałam. Wydawało mi się, że tak nie można żyć. Że mężczyzna musi mieć głos. Ale teraz, po latach, coraz częściej łapię się na myśli, że jego milczenie nie było porażką, ale mądrością.

Widziałam, jak mama narzeka, kiedy zapomina kupić coś, a on w milczeniu przebiera się i idzie do sklepu po raz drugi. Słyszałam, jak mówiła: „Boże, beze mnie nie potrafi nawet jajek usmażyć”, a on z uśmiechem stawiał czajnik i cicho mówił:

— Mamo, przecież widzisz, że beze ciebie nie mogę nawet do sklepu pójść.

A ona, choć burczała, miała łagodniejsze spojrzenie.

Widziałam, jak nakrywa ją kocem w nocy, kiedy zasypia na kanapie, i jak wcześnie wstaje, żeby zrobić jej kawę, zanim się obudzi.

Widziałam, jak patrzy na nią, kiedy ona tego nie zauważa – z czułością, wdzięcznością i tą samą miłością, która zapewne żyła w nim od
młodości.

Z wiekiem zaczęłam rozumieć, że w tej dziwnej dla mnie, niełatwej równowadze kryje się głęboka cisza, w której kryje się prawdziwa wierność.

Mama – ta, która kieruje, która dźwiga wszystko, która decyduje. Ale on – ten, który ją wspiera, nawet gdy ona sama o tym nie wie. Bo wspieranie niekoniecznie oznacza mówienie. Czasami to po prostu milczenie, bycie blisko i nieodchodzenie.

Długo walczyłam z obrazem mojego ojca, który wydawał mi się zbyt miękki. A potem pewnego dnia, już jako dorosła osoba, znalazłam się w trudnym okresie — praca, rozstanie, bezsenność, nerwy.

I wtedy po raz pierwszy poczułam, jak bardzo pragnę kogoś, kto po cichu przyniesie mi herbatę, nie będzie pouczał, nie będzie się kłócił. Po prostu usiądzie obok. I przypomniałam sobie tatę.

Teraz, kiedy mama znowu narzeka, a on kiwa głową i idzie do apteki, bo ona zapomniała kupić witaminy, myślę: to nie jest słabość. To miłość, która nie opiera się na wielkich słowach, ale na prostych czynach, przez lata, bez patosu. I nie każdy jest do tego zdolny.

Ona zawsze chciała silnego mężczyznę – i miała go. Po prostu nigdy nie pokazywał swojej siły, bo wiedział, że tkwi ona w długiej wytrzymałości, w umiejętności zachowania ciszy, gdy w domu szaleje burza.

I kiedy ktoś żartuje, że „on jest pod jej pantoflem”, nie denerwuję się już. Bo wiem, że tak naprawdę ona od dawna mieszka w jego sercu.

Kiedy próbujemy poprawić relacje z siostrą, mama robi wszystko, żebyśmy nie rozmawiały ze sobą przez kilka miesięcy. Tak wygląda jej wizja szczęśliwej rodziny

Mąż mojej siostry nie chce, żebym często do nich przyjeżdżała, ponieważ mają swoją rodzinę. A ja uważałam, że nie jesteśmy obcymi ludźmi i trzeba się trzymać razem

Brat uważa, że skoro żyjemy dobrze, to powinnam ustąpić mu mieszkanie rodziców. Ale ja się nie zgadzam