Synowa poprosiła mnie, żebym popilnowała wnuka i powiedziała, że idzie załatwić sprawy. A potem zobaczyłam ją pod klatką z jakimś mężczyzną

Zawsze uważałam, że potrafię trzymać język za zębami, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy rodzinne.

Ale nie mogę wyrzucić z głowy tego, co wydarzyło się w zeszły piątek. Wydaje mi się, że gdybym milczała, zdradziłabym zarówno syna, jak i siebie.

Ale jednocześnie boję się zniszczyć cudzą rodzinę — rodzinę mojego syna, w której dorasta mój mały wnuk.

Tego dnia wszystko zaczęło się jak zwykle. O dziewiątej rano zadzwoniła synowa:

— Mamo, jesteś w domu? Mam sprawy do załatwienia, możesz przez kilka godzin popilnować Tadeusza?

Screen freepik

— Oczywiście, przyprowadź go — odpowiedziałam, nie podejrzewając nawet, że te „sprawy” staną się dla mnie ciężarem na sercu.

Przyjechała szybko. Miała na sobie ciemnoniebieskie płaszcz, lekki makijaż, włosy związane w kucyk. Wyglądało to na zwykły dzień.

Wzięłam wnuka na ręce, on słodko przytulił się do mojego ramienia, a ona pośpiesznie powiedziała:

— Nie potrwa to długo, godzina, półtorej, maksymalnie dwie.
I wyszła.

Zjedliśmy z Tadeuszem śniadanie, potem włączyłam mu bajki, a sama poszłam do kuchni zmywać naczynia. Minęło czterdzieści minut i przypomniałam sobie, że trzeba wynieść śmieci.

Wychodzę z domu, idę powoli, patrzę na sąsiednie podwórka. I tu — serce w pięciu. Przy wejściu do naszego domu, nieco z boku, stoi moja synowa. Nie sama.

Obok niej stoi mąż, nie mój syn, i wydaje się, że nie z ich kręgu przyjaciół. Wysoki, w ciemnej kurtce, coś żywo dyskutują, śmieją się. I tu on pochyla się, aby odgarnąć kosmyk włosów z jej twarzy. Ona nie odwraca się.

Zatrzymałam się, jakby wbita w ziemię. Nie wiem, ile czasu tak stałam — może minutę, może pięć. Potem zebrałam myśli i szybko wróciłam do domu.

W głowie krążyły mi te same słowa: „Może się mylę. Może to tylko znajomy. Może to przypadek”. Ale serce ściskało mnie tak, jakby ktoś trzymał je w pięści.

Kiedy synowa wróciła, była spokojna, nawet wesoła. Zabrała Tadeusza, podziękowała:

— Jak zawsze nam pomogłaś!

Nic nie powiedziałam. Ale całą noc krążyło mi w głowie to, co widziałam.

Następnego dnia zadzwoniłam do syna, jakby tak po prostu:

— Jak sprawy w pracy? Czy w domu wszystko w porządku?

On, jak zawsze, odpowiedział:

— Wszystko w porządku, mamo. Maria też przesyła pozdrowienia.

Chciałam powiedzieć: „Synu, jesteś pewien, że wszystko w porządku?”, ale się powstrzymałam. Bo co mu powiem?

Że widziałam Marię z innym mężem przy wejściu do budynku? Że śmiali się i stali zbyt blisko siebie? To może być pomyłka. A jeśli nie? Jeśli to prawda? Czy on to zniesie?

Mam wrażenie, że w takich sytuacjach najtrudniej jest kobietom w moim wieku. Widziałyśmy już zdrady, rozwody, wiemy, jak bolesne jest odkrycie prawdy. Ale rozumiemy też, że milczenie może zniszczyć człowieka nie mniej niż prawda.

Od tamtej pory uważnie obserwuję Marię. Zewnętrznie nie zmieniła się, ale stała się bardziej zdystansowana. Wcześniej często opowiadała o pracy, o przyjaciółkach, dzieliła się planami na weekend. A teraz – krótkie zdania, czasami jakby gdzieś się spieszyła.

Zaczęłam przypominać sobie drobiazgi. Jak kilka razy odmawiała wspólnych obiadów u nas, mówiąc, że ma „sprawy”. Jak syn wracał późno
i mówił, że Maria już śpi. Jak kilka razy zostawiała wnuka u mnie na noc bez szczególnego powodu.

Czy można to wszystko przypisać zmęczeniu, rytmowi życia? Można. Ale można też dostrzec coś innego — to, co zobaczyłam przy wejściu do budynku.

Mam ochotę porozmawiać z nią, bezpośrednio, bez aluzji. Zapytać: „Maria, kim jest ten mąż?”. Ale wiem, że ona powie: „Znajomy, przypadkowo się spotkaliśmy, nic takiego”. I ja zostanę z wątpliwościami, a ona z urazą, że jej nie ufam.

Czasami myślę, że może trzeba powiedzieć wszystko synowi, nawet jeśli to złamie mu serce. Ale wtedy być może stanę się przyczyną rozpadu ich rodziny. A jeśli potem powie: „Mamo, wszystko zniszczyłaś”?

Patrzę na małego Tadeusza i rozumiem, że najbardziej boję się o niego. Jest jeszcze za mały, żeby to zrozumieć, ale dzieci zawsze wyczuwają chłód między rodzicami.

Dlatego milczę. Żyję z tym kamieniem w sercu, próbuję się przekonać, że może naprawdę widziałam coś, czego nie było. Ale w nocy śni mi się ten dziedziniec, to spojrzenie i jak wiatr rozwiewał kosmyk włosów przy jej twarzy, a on — odrzucił go.

Może naprawdę jestem po prostu starą kobietą, która widzi to, czego nie ma. A może jestem jedyną osobą, która zauważyła, że w tej rodzinie coś pęka.

Poszłam na urodziny przyjaciółki i spotkałam tam swoją dawną miłość. Teraz nie wiem, jak powiedzieć o tym dzieciom

Mama chciała nas odwiedzić i zrobiła to bez uprzedzenia. Kiedy weszła, usłyszała rozmowę między mną a mężem: „Ona tu nie pasuje”

Gdy mąż wrócił do domu, zauważyłam ślad szminki na jego koszuli. Tego wieczoru dowiedziałam się, do kogo należał