Synowa nie chce, żeby wnuki widywały się z babcią, bo nie uważa jej za przykład do naśladowania, a syn milczy

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio trzymałam wnuki za rękę. Wydaje mi się, że minęło kilka lat, choć w rzeczywistości może nieco ponad rok.

Ale kiedy czeka się codziennie, każdy dzień wydaje się wiecznością. Patrzyłam, jak rosną przez ekran.

Zdjęcia, na których się uśmiechają – z ciastkami, w nowych bluzkach, nad morzem. Ale beze mnie. W moim domu nie słychać już dziecięcego śmiechu.

A kiedyś piekłam dla nich naleśniki, szukałam zajączka w krzakach podczas spacerów, chowałam prezenty w ogrodzie…

Moja synowa uznała, że jestem złym przykładem. Według niej jestem „kłótliwa”, „wywieram presję psychiczną” i „psuję dzieciom emocjonalne środowisko”.

Screen youtube

A wszystko dlatego, że pozwoliłam sobie kiedyś powiedzieć: „Za dużo pozwalacie dzieciom”. Tak, powiedziałam to, bo dzieci krzyczały i biły się zabawkami, podczas gdy dorośli przeglądali telefony.

Ale teraz nie zapraszają mnie ani na urodziny, ani na rodzinne obiady, ani na spacery.

Syn… Syn milczy. Mówi: „Nie chcę kłótni w rodzinie”. A ja mu na to: „A ty myślisz, że to nie jest kłótnia, kiedy zrywają więzi między mną a moimi wnukami?”

On spuszcza wzrok i mamrocze coś o „kompromisie”. A co tu można kompromitować? Miłość?

Zostawiam im prezenty pod drzwiami. Kartki. Czasami przynoszę ciastka, tak jak kiedyś. Ale nikt nie otwiera. Czasami mam ochotę po prostu usiąść na schodach i czekać, aż ktoś wyjdzie.

Ale nie robię tego. Bo nie chcę się poniżać. Chociaż wiem, że miłość nie ma dumy. Ale ma granice.

Pewnego razu zobaczyłam wnuka na podwórku. Wybiegł przed siebie, podbiegł do mnie i krzyknął: „Babciu!”, a synowa gwałtownie pociągnęła go za rękę i powiedziała: „Nie teraz, chodźmy”.

Nawet nie spojrzała w moją stronę. Stałam jak przybita. Czułam, jakby wiatr wyciągał ze mnie całe ciepło. W tym momencie zrozumiałam, że dla nich już nie istnieję.

I to nie dlatego, że coś zrobiłam. Ale dlatego, że komuś tak wygodnie.

Nie chcę umierać dla swoich wnuków za życia. Ale nie pozostawiono mi wyboru. Żyję, a oni o mnie nie wiedzą.

Matka postanowiła pomóc swoim dzieciom i pozwoliła im zamieszkać u siebie. Zamiast podziękowań usłyszała: „Lepiej wyjedź na wieś, a my zostaniemy tutaj”

Podsłuchałam rozmowę syna z synową i zaczęłam pakować rzeczy do domu: „Będę się nią jeszcze długo opiekować, bo mam swoje życie”

Mama obraża się, że rozpieszczam żonę kwiatami i restauracjami: „Lepiej by było, gdybyś zrobił remont w moim domu”