Screen freepik
Oboje pracowaliśmy, byliśmy zmęczeni, ale cieszyliśmy się, że w końcu mamy własne mieszkanie.
Urządziłam nawet mały kącik pod mini gabinet do pracy, a także wyobrażałam sobie, że w jednym z pokoi kiedyś będzie pokój dziecięcy.
Dopiero zaczęliśmy przyzwyczajać się do nowego życia, kiedy pewnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi. Na progu stali rodzice mojego męża z walizkami.
Byłam zdezorientowana. Tak, rzeczywiście kiedyś mówiliśmy, że mogą przyjechać. Ale nikt nie umawiał się na dzisiaj. A tym bardziej – z walizkami.
„Proszę wejść, oczywiście” – odpowiedziałam zdezorientowana.
Położyliśmy ich rzeczy w salonie. Już wtedy pomyślałam, że pewnie zostaną na kilka dni. Ale już podczas kolacji usłyszałam zdanie, które sprawiło, że zamarłam.
„Postanowiliśmy trochę z wami pożyć. Macie dużo miejsca, a nam nie spieszy się nigdzie” – powiedział spokojnie teść, odkrawając kawałek mięsa.
Spojrzałam na męża, oczekując, że wyjaśni, że to żart lub nieporozumienie. Ale on tylko spuścił głowę i uśmiechnął się winnie: „Mamo, tato, no… mogliście nas uprzedzić.
Nie jesteśmy na to gotowi”. „A co tu przygotowywać?” – machnęła ręką teściowa. — Dzieci powinny pomagać rodzicom. A wam przecież nie jest ciasno — mieszkanie jest duże”.
W łazience była kolejka. W salonie telewizor grał na pełną głośność, bo teść lubił oglądać wiadomości. To przecież moi rodzice. Nie ma innego miejsca, a wynajęcie mieszkania jest drogie”.
Dni zamieniły się w tygodnie. Przestałam czuć się gospodynią. Moje plany dotyczące przytulnego domu legły w gruzach, a marzenia o pokoju dziecięcym zniknęły w mgnieniu oka — ponieważ teraz ten pokój stał się sypialnią teściów.
Pewnego wieczoru nie wytrzymałam i powiedziałam teściowej wprost:
„Cieszymy się, że was widzimy, ale nie możemy tak długo mieszkać we czwórkę. Mamy swoje plany, potrzebujemy przestrzeni”.
Spojrzała na mnie chłodno i odpowiedziała: „Och, rozumiem. To znaczy, że jesteśmy dla was obcy. No dobrze. Zostaniemy jeszcze trochę, a potem pojedziemy. Ale zapamiętaj: dzieci, które nie szanują rodziców, nie są szczęśliwe”.
Być może rzeczywiście wyglądam na „egoistkę” w oczach starszego pokolenia. Ale czy to normalne odbierać młodej rodzinie ich przestrzeń, wolność i możliwość budowania przyszłości?
Do dziś zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, mówiąc wszystko wprost. Ale w głębi serca wiem, że gdyby nie to, stracilibyśmy z mężem
nie tylko mieszkanie, ale i spokój rodzinny.
Długo odkładaliśmy pieniądze, odmawialiśmy sobie wypoczynku, pracowaliśmy na dwa etaty, ale nie przestawaliśmy marzyć o…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…
Brat zawsze słuchał mamy, zgadzał się z jej opinią i nigdy nie sprzeciwiał się. Ja…
Oboje zawsze marzyliśmy o spokojnej i ciepłej uroczystości dla najbliższych: rodziny, przyjaciół i być może…
I oto moje marzenie się spełniło: wraz z mężem znaleźliśmy mały, ale przytulny domek za…
Zdejmując buty tak cicho, jak to tylko możliwe, nasłuchiwałam. „Nie martw się, mamo, ona nic…