Screen IStockphoto
Albo idź do pracy, żeby nie zajmować się niczym”. Stał w przedpokoju, zapinał kurtkę, a ja trzymałam w ręku mokrą ścierkę, bo właśnie wycierałam stół po śniadaniu. Dzieci jeszcze spały. W domu było cicho, aż za cicho jak na te słowa.
Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć, że to mówi mój mąż. Ten sam, który kilka lat wcześniej obiecywał, że zawsze będziemy drużyną.
Że rodzina jest najważniejsza. Że mama to świętość. Teraz rzucił to zdanie, jakby mnie policzkował, a potem dodał: „Ja jadę na ryby z chłopakami, wrócę wieczorem”. I wyszedł, nie czekając na odpowiedź.
Drzwi się zamknęły, a ja stałam jeszcze chwilę bez ruchu. Ścierka kapała wodą na podłogę, ale nawet tego nie zauważyłam.
W głowie kręciło się jedno pytanie: kiedy to się stało? Kiedy z kobiety, którą kochał, stałam się problemem do rozwiązania?
Jeżdżę do mamy raz w tygodniu. Nie dlatego, że nie mam co robić w domu. Wręcz przeciwnie. Dwoje dzieci, pranie, gotowanie, sprzątanie, szkoła, przedszkole, wieczne „mamo, mamo”.
Ale mama jest sama. Tata zmarł trzy lata temu, a ona od tamtej pory jakby powoli gasła. Gdy przyjeżdżam, robię jej zakupy, sprzątam, gotuję obiad. Siedzimy, pijemy herbatę. Czasem milczymy. Czasem płaczemy.
To są te chwile, które jeszcze trzymają ją przy życiu. I mnie też.
Mój mąż tego nie widzi. Albo nie chce widzieć.
Kiedy wrócił tego dnia z ryb, pachniał dymem i piwem. Był zadowolony. Opowiadał, jak dobrze się bawił, jak „odpoczął od wszystkiego”.
Słuchałam i czułam, jak we mnie narasta coś ciężkiego.
„A ja?” — zapytałam w końcu.
„Co ty?” — zdziwił się.
„Ja nie mam od czego odpocząć?”
Wzruszył ramionami. „Przesadzasz. Sama sobie taki tryb wybrałaś”.
Te słowa bolały bardziej niż tamte poranne. Sama sobie wybrałam? Czy wtedy, kiedy rodziłam dzieci, kiedy rezygnowałam z pracy, bo komuś trzeba było z nimi zostać?
Czy wtedy, kiedy wstawałam w nocy, a on rano szedł wyspany do pracy? Czy wtedy, kiedy jeździłam do mamy, bo on mówił: „To twoja matka, ty się tym zajmij”?
Kilka dni później znów powiedział coś, co utkwiło we mnie jak drzazga. „Może jakbyś poszła do pracy, to byś przestała zawracać sobie głowę głupotami”. Głupotami. Tak nazwał moją mamę. Moje zmęczenie. Moje życie.
Zaczęłam się budzić w nocy. Leżałam obok niego i słuchałam jego spokojnego oddechu. Myślałam o tym, jak bardzo się zmienił. A może to ja się zmieniłam i wreszcie zaczęłam widzieć więcej?
Któregoś dnia, u mamy, pękłam. Siedziałyśmy w kuchni, a ja nagle zaczęłam płakać. Mama patrzyła na mnie długo, a potem powiedziała
cicho: „On cię nie widzi”.
„Jak to?”
„Jak mebel. Jesteś, bo jesteś. Robisz, bo trzeba. Ale ciebie tam nie ma”.
Te słowa były jak kubeł zimnej wody.
Wieczorem spróbowałam jeszcze raz porozmawiać z mężem. Spokojnie. Bez pretensji.
„Czuję się nieważna” — powiedziałam.
„Znowu dramat” — westchnął.
„Nie dramat. Ja naprawdę już nie daję rady”.
„To idź do pracy albo przestań jeździć do tej swojej mamy co tydzień”.
Wtedy coś we mnie umarło. Albo się obudziło. Sama nie wiem.
Następnego dnia nie pojechał na ryby. Pojechał znowu tydzień później. A ja? Ja w tym czasie byłam u mamy. Siedziałyśmy razem, a ona
trzymała mnie za rękę jak wtedy, gdy byłam dzieckiem. I po raz pierwszy od dawna poczułam, że ktoś jest po mojej stronie.
Zrozumiałam, że mój mąż chce mieć wybór. Chce wolności, odpoczynku, przyjemności. A ja mam mieć obowiązki. Dzieci. Dom. I ciszę.
Nie krzyczałam. Nie robiłam scen. Po prostu zaczęłam myśleć o sobie. O tym, kim jestem poza byciem żoną i matką. I nagle dotarło do
mnie, że najgorsze nie są jego słowa. Najgorsze jest to, że przez długi czas w nie wierzyłam.
Dziś nadal jeżdżę do mamy. Nadal zajmuję się dziećmi. Ale już wiem jedno: jeśli ktoś mówi ci, że masz „siedzieć w domu”, to nie
dlatego, że to dla ciebie dobre. Tylko dlatego, że jemu tak wygodniej. A ja nie chcę już być czyjąś wygodą.
I kiedy następnym razem powiedział, że jedzie na ryby, spojrzałam na niego i odpowiedziałam spokojnie: „Dobrze. A ja też mam swoje plany”. Był zaskoczony. A ja po raz pierwszy od dawna poczułam, że oddycham.
Są momenty, które zatrzymują nawet tych, którzy przez całe życie byli w ruchu. Dla Jarosława…
Urodził się w samym środku legendy. Gdy przyszedł na świat, jego ojciec był ikoną muzyki,…
Kiedy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że tworzę nową rodzinę. Że od tej chwili „my”…
Życie Michała Wiśniewskiego od zawsze toczyło się na oczach całej Polski. Scena była jego domem,…
Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka,…
Mama sama zaprosiła nas do siebie na weekend. Zaproponowała też, żebyśmy zostawili u niej wnuki,…