Ciekawostki

Otrzymałam od babci mieszkanie, a mój mąż powiedział o tym swojej matce, która zadzwoniła do mnie. Żądała, żebym pozwoliła jej synowi tam zamieszkać, ponieważ nie ma gdzie się podziać

O mieszkaniu po babci dowiedziałam się nagle. Bez zapowiedzi, bez wielkich słów. Zadzwonił notariusz, potem przyszło oficjalne pismo.

Przez chwilę patrzyłam na nie, nie do końca wierząc, że to dzieje się naprawdę.

Babcia zawsze mówiła:

— Ty jedna do mnie dzwonisz bez powodu. Ty pytasz, jak się czuję, a nie czego potrzebuję.

Nie robiłam tego z myślą o spadku. Po prostu ją kochałam.

Screen IStockphoto

Kiedy powiedziałam o wszystkim mężowi, był zaskoczony.

— Mieszkanie? Całe?

— Tak. Dwupokojowe. W bloku, blisko centrum.

Uśmiechnął się wtedy, przytulił mnie.

— No proszę. Babcia wiedziała, co robi.

Jeszcze wtedy myślałam, że to koniec tej historii.

Myliłam się.

Kilka dni później, w sobotnie popołudnie, zadzwonił telefon. Numer teściowej. Odebrałam bez wahania.

— Słyszałam o mieszkaniu — zaczęła bez wstępów.

— Tak… babcia mi je zapisała — odpowiedziałam ostrożnie.

— No właśnie — westchnęła. — I trzeba to jakoś rozsądnie rozwiązać.

Zamarłam.

— Co pani ma na myśli?

— Mój syn nie ma się gdzie podziać — powiedziała stanowczo. — Ty masz swoje, więc logiczne, że on powinien tam zamieszkać.

Przez chwilę myślałam, że źle usłyszałam.

— Ale… my mieszkamy razem — odpowiedziałam.

— Na razie — poprawiła mnie. — Życie różnie się układa. A mieszkanie po twojej babci nie powinno stać puste.

— Ja nie mówiłam, że będzie stało puste — poczułam, jak serce bije mi szybciej.

— Nie bądź drobiazgowa — machnęła ręką, choć jej nie widziałam. — To przecież rodzina.

Rodzina. To słowo zawsze padało, gdy trzeba było coś oddać, poświęcić, ustąpić.

— Czy rozmawiała pani o tym z synem? — zapytałam.

— Oczywiście — odpowiedziała bez wahania. — On uważa, że to najlepsze rozwiązanie.

Wieczorem zapytałam męża wprost.

— Powiedziałeś mamie o mieszkaniu?

— Tak — odparł spokojnie. — Przecież to nic złego.

— I rozmawialiście o tym, że ty masz tam zamieszkać?

Zawahał się.

— No… padł taki temat.

— Bez mnie?

— Nie dramatyzuj — westchnął. — To tylko propozycja.

— Dla kogo? — zapytałam cicho. — Bo nie dla mnie.

Usiadłam przy stole, czując narastający gniew i bezsilność.

— To mieszkanie po mojej babci — powiedziałam powoli. — Ona zapisała je mnie. Nie tobie. Nie twojej mamie.

— Ale jesteśmy małżeństwem — odpowiedział. — Wszystko jest wspólne.

— Uczucia tak. Decyzje tak. Ale presja i żądania już nie — spojrzałam mu w oczy.

Następnego dnia teściowa zadzwoniła znowu.

— Przemyślałaś? — zapytała chłodno.

— Tak — odpowiedziałam spokojnie. — I nie zgadzam się.

— Jak to?

— To moje mieszkanie. I ja zdecyduję, co z nim zrobię.
Zapadła cisza.

— Widzę, że bardzo szybko zapomniałaś, komu zawdzięczasz męża — powiedziała lodowato.

— A ja widzę, że pani zapomniała, czym jest granica — odpowiedziałam.

Rozłączyła się bez słowa.

Od tamtej rozmowy wiele się zmieniło. Nie było krzyków. Było chłodno. Niewygodnie. Ale po raz pierwszy czułam, że stoję po swojej
stronie.

Bo spadek po babci to nie tylko ściany i metry. To pamięć o kimś, kto widział mnie naprawdę. I nie oddam tej decyzji nikomu, tylko
dlatego, że ktoś głośniej czegoś zażądał.

Rodzina to nie prawo do cudzych rzeczy. Rodzina to szacunek. A bez niego nawet największe mieszkanie staje się ciasne.

Przygotowywałam się do narodzin pierwszego dziecka i zadbałam o wszystko, co niezbędne dla dziecka, ale córka teściowej urodziła nieco wcześniej niż ja, a mąż zawiózł wszystkie rzeczy do niej: „Cóż ci żal, niech jej dziecko trochę to ponosi”

Mama zawsze uważała, że nie mam gustu i nic nie potrafię. Kiedy byłam w pracy, ona wymieniła tapety i wystawiła mi za to rachunek: „Co byś bez mnie zrobiła”

Matka męża wymagała, abym codziennie przychodziła do niej i sprzątała, przy tym nic jej nie odpowiadało: „Gdybym wiedziała, że mam taką leniwą synową, odradziłabym synowi małżeństwo”

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Poprosiłem żonę, żeby odebrała moją mamę z dworca, a ona zamiast tego odesłała ją z powrotem do domu, mówiąc, że jestem w podróży służbowej

Poprosiłem żonę tylko o jedno. Jedno, wydawałoby się, zupełnie zwyczajne zadanie. — Odbierz moją mamę…

36 minut ago

Mama zawsze uważała, że nie mam gustu i nic nie potrafię. Kiedy byłam w pracy, ona wymieniła tapety i wystawiła mi za to rachunek: „Co byś bez mnie zrobiła”

Moja mama zawsze wiedziała lepiej. Lepiej, co powinnam założyć. Lepiej, z kim się spotykać. Lepiej,…

2 godziny ago