Kiedy wzięłam kopertę do ręki, serce zabiło mi z radości — przecież od dawna czekałam na tę chwilę, kiedy wszyscy zbierzemy się razem, usiądziemy przy stole, porozmawiamy, jak kiedyś w dzieciństwie, kiedy był jeszcze małym chłopcem i biegał wokół mnie, patrząc mi w oczy w poszukiwaniu wsparcia.
Ale po otwarciu listu zobaczyłam nie tylko ciepłe słowa, ale także załącznik — listę rzeczy, które chciałby dostać w prezencie.
Wśród tej suchej listy szukałam choćby śladu szczerości — kilku słów o tym, że cieszy się, że mam na oku, że ważna jest moja obecność, a nie to, co trzymam w rękach.
Ale tego tam nie było. Ale te słowa nie brzmiały już jak ciepłe zaproszenie, a jak prośba, żeby przyjechać z pełną torbą.
I wtedy coś we mnie się przełamało. Przypomniałam sobie, jak kiedyś żyliśmy skromnie, jak odmawiałam sobie wszystkiego, żeby miał lepsze ubrania, żeby nie wstydził się wśród rówieśników.
Przypomniałam sobie te noce, kiedy był chory, a ja siedziałam przy jego łóżku, bojąc się nawet zamknąć oczy.
Wtedy dla niego najcenniejsze było to, że jestem przy nim, że trzymam go za rękę.
A teraz… teraz wartość mierzy się pieniędzmi i markami.
Długo chodziłam po pokoju, trzymając ten kartkę w rękach. Chciało mi się płakać, ale łzy nie płynęły. Czułam się jak obca we własnym życiu, jakby między nami wyrosła ściana.
„A może zbyt dramatyzuję?” – pomyślałam. „Może młodzież jest teraz taka, jest im ciężko, mają inne wartości?”
Ale i tak bolało. Przecież urodziny to nie rzeczy, to ludzie, ciepło, bliskość. Dla nich miłość często mierzy się tym, co możemy dać materialnie.
Słuchałam i rozumiałam, że problem leży prawdopodobnie nie tylko w moim synu, ale w całym pokoleniu. Ale to nie sprawiało, że czułam się lepiej. „Mamusiu, kocham cię”, „Mamo, nie gniewaj się, już więcej tego nie zrobię”.
Czytałam te krzywe linijki i płakałam. Bo wtedy dla niego wszystko było inaczej. Dla niego byłam centrum wszechświata, a teraz – tylko portfelem, który może zapewnić „właściwy” prezent.
I wiecie, postanowiłam pójść na jego urodziny. Ale nie z drogim zegarkiem czy kopertą, tylko z czymś, co naprawdę pochodzi z serca.
Upiekę jego ulubiony tort, ten sam, o który prosił co roku w dzieciństwie. Wezmę stare zdjęcia, na których się śmiejemy, na których jesteśmy razem, prawdziwi.
Bo jeśli potrzebuje tylko rzeczy — otrzyma je od innych. A od mnie otrzyma to, czego nikt inny mu nie da — mam miłość, mam ciepło i mam wspomnienia z lat, kiedy mieliśmy naprawdę blisko.
I nawet jeśli teraz tego nie doceni, wierzę, że nadejdzie dzień, kiedy nie będzie pamiętał listy prezentów, ale mamę, która zawsze była przy nim.