Nie wierzyłam, że miłość zapuka do moich drzwi w wieku 65 lat, ale Wiktor zdołał mnie podbić

Nie wierzyłam, że miłość zapuka do moich drzwi w wieku 65 lat. Miałam zwyczajne życie, zwyczajną emeryturę, trochę bólu w kolanach i szafę pełną wspomnień.

Mój mąż zmarł dziesięć lat temu, dzieci dawno się rozjechały – syn do Niemiec, córka do Krakowa.

Oczywiście dzwonią, pomagają, ale samotność to coś, czego nie da się zagłuszyć pieniędzmi ani nowymi zasłonami w salonie.

Siedzi cicho obok, kiedy pijesz herbatę. Kładzie się pod kocem, kiedy zasypiasz. I chodzi za tobą jak cień.

W moim podjeździe pojawił się nowy sąsiad — Wiktor. Przyjazny, z siwizną we włosach, z uśmiechem, który rzadko widuje się w naszym wieku.

freepik.com

Na początku po prostu się witaliśmy. Potem spotkaliśmy się w sklepie. A potem — przy herbacie na ławce przy podjeździe.

Śmiałam się jak dziewczynka, kiedy powiedział, że mam „najbardziej żywe oczy w tym szarym mieście”. Myślałam, że żartuje. Ale on nie żartował.

Bałam się. Bardzo. W moim wieku serce jest już zmęczone i nie chce się go ponownie otwierać na oścież.

Byłam pewna, że miłość jest tylko dla młodych, gorących, tych, którzy mają przed sobą „całe życie”. A ja? Mam ciśnienie, bóle stawów, harmonogram wizyt w aptekach i koc, który dzieliłam tylko z kotem.

Ale Wiktor nalegał. Nie słowami — czynami. Przynosił mi jabłka z targu. Wymieniał żarówkę w kuchni. Podwoził mnie do przychodni. I pewnego razu powiedział:

— Anna, ty żyjesz. Nadal jesteś kobietą. Nie ukrywaj się przed tym. Pozwól sobie żyć nie tylko wspomnieniami.

Płakałam tej nocy. Długo. Bo nikt od dawna nie mówił mi, że nadal jestem kobietą. Nie „emerytką”, nie „babcią”, nie „mamą” — tylko kobietą, która może się podobać, śmiać się, żyć, a nawet… kochać.

Jesteśmy razem już pół roku. On przygotowuje mi omlet, ja — mu barszcz. Nie myślimy o ślubie. Po prostu jest nam dobrze. Trzymamy się za ręce, kiedy idziemy do apteki, i razem śmiejemy się z politycznych talk-show. Nie jestem już samotna. Znów żyję.

I wiecie co? Miłość nie pyta, ile masz lat. Przychodzi wtedy, gdy serce jest w końcu gotowe.

Gdyby ktoś mi powiedział, że w wieku 65 lat znów poczuję motyle w brzuchu, nie uwierzyłabym.

Ale teraz wiem na pewno: kobieta nie przestaje być kobietą, gdy kończy 60 lub 70 lat. Przestaje nią być tylko wtedy, gdy sama w to uwierzy.

Rozumiem, że syn z poprzedniego małżeństwa jest dla Igora ważniejszy niż ja: „A czego chciałaś, wiedziałaś, na co się decydujesz”

Syn przyjechał, aby zabrać starą matkę do domu spokojnej starości: „Synku, może pojadę do ciebie, będę ci pomagać i będę blisko wnuków”

To moje drugie małżeństwo i chcę wrócić do pierwszej żony. Mam tam córkę, która potrzebuje ojca