Screen IStockphoto
Mówiłam to głośno koleżankom, powtarzałam mężowi, a nawet sobie samej, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ją w naszym progu.
Młoda, ładna, zawsze uśmiechnięta, trochę jakby nieobecna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ten uśmiech będzie mnie drażnił bardziej niż otwarta wrogość.
Na początku wszystko wyglądało normalnie. Młodzi zamieszkali osobno, syn pracował, ona… no właśnie. Ona była w domu. Zawsze w domu.
Kiedy dzwoniłam do syna w południe, słyszałam w tle ciszę, jakby dopiero co wstała. Kiedy przyjeżdżali w weekendy, mówiła, że jest zmęczona. Zawsze zmęczona, choć nigdzie nie pracowała.
Patrzyłam na nią i nie rozumiałam. Ja w jej wieku miałam na głowie dom, dziecko, pracę i jeszcze pomagałam swojej teściowej. Nikt mnie nie pytał, czy mam siłę, czy chcę odpocząć.
Po prostu robiłam to, co trzeba. A ona spała do dziesiątej, potem kawa, telefon, a po południu „wychodzę z koleżankami, bo muszę odpocząć”.
Pierwszy raz coś we mnie pękło, kiedy przyszli do nas w środku tygodnia. Zrobiłam obiad, postawiłam wszystko na stole, a ona nawet nie zaproponowała pomocy. Siedziała, przeglądała coś w telefonie i powiedziała lekkim tonem: „Ale ładnie tu u was, tak przytulnie”.
Jakby była w kawiarni, a nie u ludzi, którzy ją przyjęli jak rodzinę.
Po obiedzie syn poszedł do sklepu, a my zostałyśmy same w kuchni. Spojrzałam na nią i zapytałam niby mimochodem: „A ty czym się teraz zajmujesz?”
Podniosła wzrok znad telefonu i odpowiedziała spokojnie: „Odpoczywam. Teraz jest taki etap w moim życiu”. Etap. To słowo zabrzmiało jak policzek.
Zaczęłam to wszystko dusić w sobie. Nie chciałam robić awantur, nie chciałam być tą złą teściową. Ale z każdym tygodniem było coraz trudniej.
Syn harował, wracał zmęczony, a ona opowiadała o nowych restauracjach, o wyjazdach z koleżankami, o tym, że „trzeba dbać o siebie”.
W końcu nie wytrzymałam. Zadzwoniłam do syna i powiedziałam wprost, może zbyt ostro, może zbyt szczerze: „Nie podoba mi się to, że ona cały czas siedzi w domu, długo śpi i tylko odpoczywa. Ty pracujesz, a ona żyje jak na wakacjach”.
Zapadła cisza. Taka długa, ciężka cisza. A potem usłyszałam jego głos, zimny, obcy: „Mamo, nie wtrącaj się. Mam własną rodzinę”.
Te słowa bolały bardziej, niż chciałam przyznać. W jednej chwili poczułam się, jakby ktoś zamknął przede mną drzwi. Jakby powiedział:
„Tu już nie ma dla ciebie miejsca”. Próbowałam coś jeszcze dodać, wytłumaczyć, że mówię z troski, że się martwię, ale on zakończył
rozmowę.
Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Syn dzwonił rzadziej, przyjeżdżali jeszcze rzadziej. Kiedy już się pojawiali, rozmowy były
powierzchowne, jakby między nami stała niewidzialna ściana. A ona… ona zaczęła patrzeć na mnie inaczej. Z wyższością, z dystansem. Jakby wygrała.
Któregoś dnia spotkałam sąsiadkę, która znała ich oboje. Powiedziała mimochodem: „Wiesz, twoja synowa ostatnio sporo przeszła.
Problemy zdrowotne, depresja. Dobrze, że ma wsparcie”. Zamarłam. Nikt mi nic nie powiedział. Ani syn, ani ona. Ja widziałam tylko
spanie, odpoczynek i kawę z koleżankami. Nie widziałam nocy bez snu, łez, lęku.
Przez kilka dni nie mogłam dojść do siebie. Przewijałam w głowie nasze rozmowy, swoje słowa, ton, którym mówiłam.
Zrozumiałam, że patrzyłam na nią przez pryzmat własnego życia, własnych poświęceń. Myślałam: skoro ja mogłam, to ona też powinna. Nie wzięłam pod uwagę, że świat się zmienił, ludzie są inni, słabsi, bardziej wrażliwi. Albo po prostu bardziej szczerzy wobec siebie.
Zadzwoniłam do syna ponownie. Ręce mi się trzęsły. Powiedziałam: „Jeśli cię uraziłam, przepraszam. Nie wiedziałam”. Odpowiedział krótko: „Teraz już wiesz”. I znów cisza.
Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócimy do tego, co było. Wiem jedno: granica została postawiona wyraźnie. On ma swoją rodzinę, swoje decyzje, swoje życie. A ja muszę nauczyć się być matką dorosłego syna, nie kobietą, która wie lepiej.
Czasem nadal patrzę na inne młode kobiety i myślę: „Za moich czasów…”. Ale coraz częściej urywam tę myśl w połowie. Bo to już nie są
moje czasy. I może największą miłością, jaką mogę teraz okazać, jest nie rada, nie krytyka, tylko milczenie i dystans.
Choć wciąż boli.
Są momenty, które zatrzymują nawet tych, którzy przez całe życie byli w ruchu. Dla Jarosława…
Urodził się w samym środku legendy. Gdy przyszedł na świat, jego ojciec był ikoną muzyki,…
Kiedy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że tworzę nową rodzinę. Że od tej chwili „my”…
Życie Michała Wiśniewskiego od zawsze toczyło się na oczach całej Polski. Scena była jego domem,…
Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka,…
Mama sama zaprosiła nas do siebie na weekend. Zaproponowała też, żebyśmy zostawili u niej wnuki,…