Categories: Ciekawostki

Nie mam nic przeciwko temu, żeby odwiedzali mnie wnuki, ale kiedy są tutaj, zjadają mi w ciągu kilku dni całe miesięczne zapasy z lodówki, a dzieci mi nie pomagają

„Nie mam nic przeciwko temu, żeby odwiedzali mnie wnuki, ale kiedy są tutaj, zjadają mi w ciągu kilku dni całe miesięczne zapasy z lodówki, a dzieci mi nie pomagają” — te słowa leżały mi w ustach od kilku tygodni, zanim w końcu odważyłam się je wypowiedzieć.

Bo przecież kocham moje wnuki. Zawsze się cieszę, kiedy dzwonią i mówią: „Babciu, przyjeżdżamy!” Ale potem… lodówka pustoszeje jak po burzy, a ja czuję się jak gospodyni w sklepie wielkopowierzchniowym, która musi roboczo odbudowywać stan zapasów co kilka dni.

To zaczęło się od niewinnych wizyt: sobota u mnie, niedziela obiad. Raz zostawili swój talerz nieumyty — uznałam to za drobnostkę.

Potem druga wizyta — trzy czekoladki zjadane w drodze z podwórka do domu — też nie problem. Ale za trzecim razem, kiedy otworzyłam lodówkę w piątkowy poranek i zobaczyłam, że prawie wszystkie moje zapasy zniknęły, poczułam, jak coś pęka we mnie.

— Babciu, czego szukasz? — zawołała najmłodsza wnuczka, kiedy weszłam do kuchni.

Screen IStockphoto

— Nic… tylko… może mi pomożecie? Może ułożycie zakupy razem ze mną? — odpowiedziałam, choć w moim głosie było już zmęczenie.

Dzieci spojrzały na siebie i… wróciły do zabawy.

— Ja nie wiem, babciu… my byliśmy zajęci rysowaniem! — zawołał wnuk, jakby to było wyjaśnienie wystarczające na wszystko.

Stałam wtedy w kuchni, patrząc na półki, które wyglądały jak po najazdach. I wtedy poczułam, że to nie chodzi tylko o jedzenie. To było o braku szacunku, o „u nas wolno”, o tym, że moje starania są jak powietrze — zawsze będą, zawsze dostępne, bez pytania.

Wieczorem, kiedy maluchy już spały, usiadłam z synem — jego brat też był w domu — i spróbowałam porozmawiać spokojnie, choć w środku
czułam jak napięcie rośnie:

— Wiesz… naprawdę kocham je — zaczęłam — ale nie mogę ciągle robić zakupów za was wszystkich. W ciągu kilku dni zjadacie mi jedzenie, a potem patrzycie, jakby nic się nie stało.

Syn spojrzał na mnie ciężko.

— Babciu, one są dziećmi… nie myśl tak dramatycznie. Przecież robię zakupy, jak trzeba.

— Ale to ja robię je częściej — odpowiedziałam — i to ja odbudowuję lodówkę po każdej waszej wizycie…

W jego oczach pojawiło się lekkie zirytowanie.

— No dobrze — powiedział — ale one się bawią, a nie… podle kawę piją. Daj spokój.

Poczułam, jak fala frustracji cały czas narasta we mnie. Bo to nie była tylko zabawa czy kilka czekoladek. To był brak współpracy,
brak wdzięczności, brak zaangażowania, który czułam, kiedy dzieci chodziły po kuchni jak po swoim małym imperium.

Następnego dnia przyszłam do salonu z gorącą kawą, a synowa siedziała z telefonem.

— Cześć… — zaczęłam ostrożnie. — Chciałam porozmawiać o tym, jak wnuki zachowują się u mnie w domu.

— O co chodzi? — odpowiedziała bez emocji.

— Lodówka… — zaczęłam — zjadają mi zapasy w ciągu jednego weekendu. I nikt mi nie pomaga sprzątać po sobie ani układać zakupów.

Synowa spojrzała na mnie jak na osobę z innej planety.

— Przecież to tylko jedzenie — odpowiedziała — dzieci chcą jeść. Nie dramatyzuj.

Wtedy poczułam, że muszę być szczerze — nie złością, ale prawdą.

— Nie chodzi mi tylko o jedzenie. Chodzi mi o to, że czuję się jak wasza „wydajna lodówka”, a nie jak babcia, która cieszy się z obecności wnuków. Chciałabym, żeby kiedy tu są, czuli się częścią współpracy, a nie tylko… konsumpcji.

Jej odpowiedź przyszła od razu, chłodna i defensywna:

— Przecież one są dziećmi. Nie muszą sprzątać. Ty masz to zrobić.

W tamtej chwili poczułam jakby ktoś zabrał mi powietrze. Nie dlatego, że miałam złe intencje — po prostu odkryłam, że ja chcę być
traktowana z szacunkiem, jak równy członek rodziny, a nie gospodyni „do pracy”.

Kilka dni później wybrałam się na spacer z wnukami — próbowałam pokazać im park, ptaki, jakieś drobne zabawy na świeżym powietrzu.

Wtedy najmłodsza, ta najcichsza, nagle zatrzymała się i spojrzała na mnie poważnie.

— Babciu, dlaczego jesteś smutna? — zapytała.

Spojrzałam na jej poważną buzię i poczułam, jak coś we mnie mięknie.

— Bo chciałabym, żebyśmy wszyscy się tu świetnie bawili — odpowiedziałam — ale też, żebyśmy pamiętali, że dom to nie tylko jedzenie i zabawa. To też praca i szacunek do siebie nawzajem.

Wtedy mała objęła mnie ramieniem i powiedziała:

— Ja ci mogę pomagać przy lodówce! Tylko powiedz co robić.

To było jak światło w tunelu. Wtedy zrozumiałam: nie chodziło o to, że moje wnuki były złe czy niewdzięczne — one po prostu nigdy nie zobaczyły, jak wygląda współpraca każdego dnia. I dopóki im tego nie pokażę, nie będą wiedziały, że można robić coś razem.

Wieczorem cała rodzina usiadła przy stole — i pierwszy raz usłyszałam, jak syn mówi do dzieci: „Pamiętajcie, że dom to praca wszystkich, nie tylko babci”.

Ten moment był dla mnie jak zwycięstwo bez hałasu. Nie krzyków, nie łez — tylko jedna uczciwa rozmowa i małe porozumienie.

Bo czasem nie chodzi o to, żeby robić wszystko sama, tylko o to, żeby pokazać innym, że miłość to nie tylko jedzenie, które dajesz, ale też współpraca, która łączy.

Moja synowa nic nie robi, tylko siedzi przy telefonie. Dzisiaj przyszłam i zobaczyłam, że nawet kolacja nie jest gotowa, a kiedy zwróciłam jej uwagę, usłyszałam: „Proszę sobie tam rządzić, a ja sama się zorientuję, co mam tutaj robić”

Moja synowa oświadczyła, że w wieku 45 lat chce urodzić trzecie dziecko. Powiedziałam synowi, że mam już dość, bo wychowałam już dwoje wnucząt

Zauważyłam, że teściowa często manipuluje moim mężem, aby nie czuć się winna, kiedy zwracam jej uwagę. Ciągle poprawia wszystko po mnie, a nawet przerabia jedzenie, bo twierdzi, że jest niesmaczne

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Moja synowa oświadczyła, że w wieku 45 lat chce urodzić trzecie dziecko. Powiedziałam synowi, że mam już dość, bo wychowałam już dwoje wnucząt

„W wieku 45 lat chcę urodzić trzecie dziecko” — usłyszałam te słowa i poczułam, jakby…

17 godzin ago