Nawet nie myślałam, że zakocham się w wieku 60 lat. Dzieci mnie nie rozumieją i mówią, żebym lepiej zajmowała się wnukami

Zawsze wydawało mi się, że po sześćdziesiątce życie nie przygotowuje już wielkich niespodzianek.

Dzieci dorosły, urodziły się wnuki, zdrowie mniej więcej się trzyma — i wydawałoby się, że pozostało tylko spokojnie dożyć starości, zajmując się ogrodem i świętami rodzinnymi.

Przez lata żyłam w tej pewności. Mój świat miał być przewidywalny, jak stary pled, w którym znasz każdy nitkę. Ale wszystko się zmieniło, kiedy go spotkałam.

Poznaliśmy się przypadkowo — na przystanku. Wracałam z targu, a on ze szpitala. Zagadaliśmy się i nawet nie zauważyłam, kiedy poczułam ciepło w sercu.

„Pewnie zmarzła pani, bo ma pani zimne ręce” — powiedział, podając mi torbę, którą omal nie upuściłam.

Ja tylko skinęłam głową i uśmiechnęłam się. Miał 63 lata, ale w jego oczach świeciła młodość, której dawno nie widziałam u mężów w jego wieku.

Nasze spotkania stały się regularne. Najpierw były to przypadkowe spacery, potem zaprosił mnie na herbatę. Śmiałam się z jego żartów, a on uważnie słuchał moich opowieści o pracy nauczycielki.

Rozmawialiśmy o książkach, które lubiliśmy, filmach, które kiedyś oglądaliśmy, a nawet o wspomnieniach z dzieciństwa. Zauważałam, jak moje serce bije szybciej, gdy widziałam go z daleka.

Pewnego razu, kiedy siedzieliśmy na ławce w parku, powiedział cicho: „Wiesz, nigdy nie sądziłem, że po sześćdziesiątce można spotkać kogoś wyjątkowego. A ty zmieniłaś moje zdanie”.

Chciałam odpowiedzieć, ale słowa utknęły mi w gardle. Po prostu wzięłam go za rękę.

A potem zaczęły się problemy. Dzieci. Moje własne dzieci. Kiedy po raz pierwszy wspomniałam córce o nim, uniosła brwi i powiedziała chłodno: „Mamo, lepiej zajmij się wnukami, zamiast myśleć o romansach”.

Syn również nie poparł mnie: „W twoim wieku trzeba myśleć o zdrowiu, a nie o miłości”. Te słowa zabolały mnie bardziej, niż się spodziewałam.

Nie rozumieli, że nie szukam przygód, znalazłam człowieka, z którym dobrze mi jest. Przez lata miałam rolę „mamy” i „babci”, ale przestałam być po prostu kobietą. On przywrócił mi to uczucie.

Z nim znów się śmiałam, znów marzyłam. Spacerowaliśmy w deszczu, piliśmy herbatę w kuchni do północy, planowaliśmy małe wycieczki.

„Jesteś pewna, że to tego warte?” — zapytała przyjaciółka. Skinęłam głową: „Jestem pewna, że po raz pierwszy od dawna żyję, a nie tylko istnieję”.

Dzieci nadal patrzą na nas krzywo. Być może kiedyś zrozumieją, a może nie. Ale jedno wiem: miłość nie pyta o wiek, przychodzi wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewasz.

I nie zrezygnuję ze swojego szczęścia tylko dlatego, że ktoś uważa, że mam już za późno. Bo dla mnie — jeszcze jest za wcześnie.

Wraz z bratem zdecydowaliśmy, że ojcu będzie lepiej w domu spokojnej starości, ale moja ciotka uważa, że powinniśmy go zabrać do siebie: „Przecież nie macie nikogo oprócz niego”

Przypadkowo usłyszałam rozmowę bliskiej przyjaciółki z moim mężem i zrozumiałam, gdzie spędzał wieczory: „Przyjadę do ciebie wieczorem, po pracy”

Kiedy spotkałam sąsiadkę, zapytała mnie, kiedy jest ślub córki, a ja nawet o nim nie słyszałam: „Wszyscy mówią o wystawnej uroczystości”