Moja teściowa jest ciekawą osobą i wielokrotnie się o tym przekonałam. Kiedy nie miałam dzieci, nie mogła się ich doczekać, a kiedy urodziłam, mówi, że nie są od jej syna

Nigdy nie należałam do kobiet, które od pierwszego dnia małżeństwa narzekają na teściową. Wręcz przeciwnie – bardzo chciałam, żeby nasze relacje były normalne, spokojne, może nawet ciepłe.

Kiedy wychodziłam za mąż za Marka, wiedziałam, że jego matka jest osobą wymagającą, ale wtedy jeszcze wierzyłam, że z czasem wszystko się ułoży.

Na początku wydawała mi się nawet sympatyczna. Dzwoniła często, pytała, czy u nas wszystko w porządku, interesowała się domem, pracą, planami. Jedno powtarzała jak mantrę:

– „Kiedy wreszcie będę miała wnuki?”

Słyszałam to przy każdej okazji. Przy obiedzie, przez telefon, nawet wtedy, gdy spotykałyśmy się tylko na chwilę.

Screen IStockphoto

– „Czas leci, kochana. Marek też nie jest już najmłodszy” – mówiła z troską wymieszaną z naciskiem.

Problem polegał na tym, że przez długi czas nie mogłam zajść w ciążę. Lekarze uspokajali, mówili, że potrzeba czasu, ale stres robił swoje. A im częściej słyszałam pytania o dzieci, tym bardziej bolało.

– „Dlaczego jeszcze nie jesteś w ciąży?” – zapytała mnie kiedyś wprost.

– „Może coś jest z tobą nie tak?”

Te słowa zapamiętałam bardzo dobrze. Marek próbował ją uciszyć, ale ona tylko machnęła ręką.

– „Ja tylko pytam. Matka ma prawo wiedzieć.”

Kiedy w końcu zaszłam w ciążę, myślałam, że wszystko się zmieni. Że to będzie ten moment, w którym staniemy się sobie bliższe.

Przez pierwsze tygodnie rzeczywiście tak było. Teściowa była zachwycona, kupowała ubranka, opowiadała sąsiadkom, że wreszcie zostanie babcią.

– „Widzisz? Mówiłam, że się doczekam” – powtarzała z dumą.

Urodziłam syna. Zdrowego, spokojnego chłopca. Później przyszła na świat córka. Byłam zmęczona, niewyspana, ale szczęśliwa. Myślałam, że mam wszystko: rodzinę, dzieci, męża, który mnie wspierał.

I wtedy coś się zmieniło.

Najpierw były drobne uwagi.

– „On wcale nie jest podobny do Marka” – powiedziała pewnego dnia, patrząc na syna.

– „Marek jako dziecko wyglądał zupełnie inaczej.”

Zignorowałam to. Uznałam, że każda babcia ma swoje spostrzeżenia. Ale komentarze zaczęły się powtarzać. Przy kolejnych wizytach, przy
obiedzie, przy kawie.

– „Ta dziewczynka ma dziwne oczy.”

– „W naszej rodzinie nikt takich nie miał.”

Czułam, jak coś we mnie pęka, ale milczałam. Nie chciałam konfliktu. Aż do dnia, którego nie zapomnę nigdy.

Byliśmy u niej na niedzielnym obiedzie. Dzieci bawiły się w pokoju obok, Marek wyszedł na chwilę do sklepu. Zostałyśmy same. Teściowa spojrzała na mnie uważnie i powiedziała spokojnym tonem:

– „Powiedz mi prawdę. Czy te dzieci na pewno są mojego syna?”

Zamarłam.

– „Co takiego?” – zapytałam, nie wierząc w to, co słyszę.

– „Ja nie jestem głupia” – ciągnęła dalej. – „Za długo żyję. Widzę, co widzę. One nie są do niego podobne.”

Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy.

– „Jak możesz w ogóle coś takiego mówić?” – wyszeptałam. – „Przez lata naciskałaś, żebym miała dzieci, a teraz je podważasz?”

Wzruszyła ramionami.

– „Ja tylko mówię, co myślę.”

Kiedy Marek wrócił, zobaczył mnie zapłakaną. Wszystko mu powiedziałam. Myślałam, że stanie po mojej stronie bez wahania. I wtedy
usłyszałam coś, co zabolało mnie niemal tak samo mocno jak słowa jego matki.

– „Może mama ma prawo do wątpliwości” – powiedział niepewnie.

To był moment, w którym coś we mnie umarło. Zrozumiałam, że nie chodzi już tylko o teściową. Chodzi o brak zaufania, o brak szacunku, o to, że zamiast mnie i dzieci, wybrał jej słowa.

Tego wieczoru długo nie spałam. Patrzyłam na moje dzieci i myślałam o tym, jak bardzo bym je chroniła przed każdym, kto chciałby je skrzywdzić – nawet słowami.

Następnego dnia powiedziałam Markowi jasno:

– „Albo stawiasz granice swojej matce, albo ja zrobię to sama.”

Od tamtej pory rzadko się widujemy. Nie dlatego, że chcę zemsty. Dlatego, że nauczyłam się jednego: nie każdy, kto domaga się dzieci,
potrafi je naprawdę pokochać.

A ja nie pozwolę, by ktoś – nawet „ciekawa” teściowa – odbierał moim dzieciom poczucie, że są chciane i wystarczające.

Przypadkowo dowiedziałam się, że moja najlepsza przyjaciółka zdradza mojego brata. Kiedy powiedziałam mu prawdę, zrozumiałam, że już nigdy nie będzie tak jak wcześniej

Kiedy mój mąż dowiedział się, że jego mama potrzebuje opieki, poinformował mnie, że to teraz moje zadanie: „Ktoś z rodziny musi się nią opiekować, a ty idealnie nadajesz się do tej roli”

Po 30 latach wspólnego życia usłyszałam od męża, że po raz pierwszy naprawdę się zakochał i to nie we mnie. Ciekawe, jak w takim razie nazwać lata, które spędziliśmy razem