Ciekawostki

Moja synowa nic nie robi, tylko siedzi przy telefonie. Dzisiaj przyszłam i zobaczyłam, że nawet kolacja nie jest gotowa, a kiedy zwróciłam jej uwagę, usłyszałam: „Proszę sobie tam rządzić, a ja sama się zorientuję, co mam tutaj robić”

„Proszę sobie tam rządzić, a ja sama się zorientuję, co mam tutaj robić” — te słowa usłyszałam i poczułam, jakby ktoś nagle odciął mi oddech.

Wracałam z pracy wcześniej, bo mąż miał późną zmianę, a ja chciałam przygotować kolację dla rodziny — jak robiłam to od lat.

Kiedy weszłam do kuchni, zamiast zapachu świeżego jedzenia zobaczyłam moją synową siedzącą na kanapie z telefonem w dłoni, całkowicie pochłoniętą ekranem. Na stole leżały nieugotowane składniki, a zegar na ścianie nieubłaganie mijał kolejne minuty.

— Kochanie, kolacja… — zaczęłam ostrożnie. — Myślałam, że może już coś zaczęłaś przygotowywać?

Synowa nie od razu odezwała się, tylko spojrzała na mnie znad ekranu, jakby to, co powiedziałam, było kompletnym nieporozumieniem.

Screen IStockphoto

— Mamo… — odpowiedziała powoli — nie mam pojęcia, co tu robić. Telefon mi mówi, co robić, on jest moją bazą informacji.

Jej ton był spokojny, ale w jego środku brzmiała obojętność. Spojrzałam na surowe mięso na blacie i na warzywa, które czekały, aż
ktoś je pokroi.

— Ale kolacja… rodzina będzie głodna — powiedziałam, starając się brzmieć mniej oskarżycielsko, a bardziej zapraszająco do
współpracy.

Wtedy usłyszałam te słowa, które do dziś dudnią mi w głowie, jak echo:

— Proszę sobie tam rządzić, a ja sama się zorientuję, co mam tutaj robić.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. Nie dlatego, że nie mogła dziś gotować — każdy ma prawo mieć gorszy dzień — ale dlatego, że w jej głosie nie było ani odrobiny szacunku czy chęci współpracy.

Było tylko: „To nie moja sprawa, sama się zorientuję”. To zabrzmiało jak wyzwanie, nie prośba.

Kiedy poszłam do salonu po serwetki, mój mąż właśnie wracał do domu.

— Co się dzieje? Dlaczego kolacja…? — zaczął, zanim zdążyłam usiąść.

— **Nie rozpoczęła nic — odpowiedziałam cicho. — I usłyszałam coś, co mnie zaskoczyło. »

Mąż spojrzał na synową i westchnął.

— Może ma gorszy dzień? — zaproponował, jakby to miało wszystko wytłumaczyć.
Spojrzałam mu prosto w oczy.

— Gorszy dzień nie trwa od tygodnia, i kolację robi się codziennie — powiedziałam spokojnie, ale stanowczo.

Wieczorem nie mogłam przestać o tym myśleć. Wracałam pamięcią do sytuacji z kuchni, do jej telefonu, do tego, jak łatwo odsunęła się od obowiązków, których przecież nie narzucałam jej z zewnątrz — to były podstawowe rzeczy, które robi każda rodzina.

Myśl o tym, że moja synowa w wieku około trzydziestu lat uważa, że telefon jest ważniejszy niż codzienne życie rodzinne, sprawiała, że czułam się jak wyrzucona poza nawias własnego domu.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z nią szczerze.

— Chciałabym porozmawiać — zaczęłam ostrożnie, kiedy usiadłyśmy z kawą w kuchni. — Wczoraj było… ciężko.

— Nie rozumiem, o co chodzi — odpowiedziała natychmiast, jakby to była poważna obelga. — Ja też mam swoje sprawy, swoje rytuały.

— Tak — powiedziałam — ale tu chodzi o dom, rodzinę, o współudział w życiu codziennym. To nie są rzeczy, które robi się automatycznie, bez zastanowienia.

Jej odpowiedź była jak zasłona:

— Mamo, ja się staram. Po prostu inaczej niż ty.

Moje serce zadrżało. Te słowa były prawdziwe — ale nie do końca szczere. Bo nie chodziło o to, że robi to „inaczej”. Chodziło o to, że nie robi niczego, co dotyczy wspólnego życia, a potem tłumaczy to własnym komfortem.

Kilka dni później znowu zobaczyłam ją siedzącą z telefonem, tym razem przed telewizorem, podczas gdy mieszkający obok goście zaprosili nas na wspólne grillowanie.

Jej milczenie było głośniejsze niż krzyk — jakby jej obecność była tylko fizyczna, a mentalnie była gdzie indziej.

— Weźmy synka i pójdźmy — powiedziałam do mojego męża.

— Ale ona… jest tu przecież — zaczął niezdecydowany.

— Wiem — odpowiedziałam spokojnie — ale czasem obecność fizyczna to za mało, by tworzyć rodzinę.

Wyszliśmy na zewnątrz, do śmiechu dzieci bawiących się w ogrodzie, do zapachu grilla i rozmów, które brzmiały jak melodia wspólnoty.

Mój synek pobiegł do swoich małych przyjaciół, a ja zobaczyłam, jak jego twarz rozświetla się od radości. To był moment, kiedy poczułam, że dom to nie tylko cztery ściany, ale ludzie, którzy w nich żyją — i to, jak żyją ze sobą.

Po powrocie synowa nadal siedziała z telefonem. Tym razem coś we mnie pękło — jeżeli ona kiedykolwiek poczuje, że jest częścią tej rodziny, musi to zacząć od małych kroków.

— Chodź ze mną do kuchni — powiedziałam miękko. — Zróbmy coś razem. Nawet proste rzeczy — jak obranie ziemniaków. Pokaż mi, jak to robisz.

Jej oczy na chwilę się rozszerzyły — jakby usłyszała coś obcego, coś niepasującego do jej świata. Ale po chwili skinęła głową i podniosła się. To był drobny gest, ale jak pierwszy promień słońca po burzy — delikatny, ale pełen obietnicy.

— Nie wiem, jak to się robi — powiedziała cicho.

— Nikt nie wie za pierwszym razem — odpowiedziałam, uśmiechając się, i podałam jej obierak.

I wtedy, pierwszy raz od dawna, poczułam, że zaczynamy tworzyć coś prawdziwego — nie przez telefon, nie przez wygodę, ale przez obecność, wspólne chwile i drobne gesty, o które naprawdę chodzi w życiu rodzinnym.

Moja synowa oświadczyła, że w wieku 45 lat chce urodzić trzecie dziecko. Powiedziałam synowi, że mam już dość, bo wychowałam już dwoje wnucząt

Zauważyłam, że teściowa często manipuluje moim mężem, aby nie czuć się winna, kiedy zwracam jej uwagę. Ciągle poprawia wszystko po mnie, a nawet przerabia jedzenie, bo twierdzi, że jest niesmaczne

Mieszkamy w bloku, a sąsiad ciągle robi uwagi mojemu dziecku, chociaż oprócz niego na podwórku jest dużo dzieci, a jego wnuki nawet nie nauczyły się się witać. Wydaje mi się, że to dlatego, że żyjemy lepiej niż inni

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Moja synowa oświadczyła, że w wieku 45 lat chce urodzić trzecie dziecko. Powiedziałam synowi, że mam już dość, bo wychowałam już dwoje wnucząt

„W wieku 45 lat chcę urodzić trzecie dziecko” — usłyszałam te słowa i poczułam, jakby…

20 godzin ago