screen Youtube
Mogłam się jeszcze tego spodziewać po teściowej, ona zawsze staje po stronie syna, choć mogła mnie wesprzeć z kobiecej solidarności.
Zawsze chcieliśmy z mężem mieć dziecko, ale były pewne problemy, więc przez pięć lat nie mogłam zajść w ciążę. Kiedy w końcu to się stało, nasze szczęście nie znało granic. Mąż nosił mnie na rękach i obiecywał niebo w diamentach.
Ciąża była problematyczna i często spędzałam czas w szpitalu, aby utrzymać dziecko przy życiu. To było bardzo trudne psychicznie. Mąż starał się mnie wspierać, odwiedzał mnie, często dzwonił i pisał. Z jego pomocą o wiele łatwiej było to znieść.
Jego zachowanie było dla mnie wyznacznikiem — był dla mnie wsparciem i otuchą w trudnej sytuacji. Byłam pewna swojego małżeństwa i męża. Ale moje zaufanie trwało tylko podczas ciąży, a potem sprawy nie potoczyły się tak dobrze.
Poród był trudny, a u dziecka od razu zdiagnozowano wiele problemów. Rozpoczęła się długa walka o zdrowie mojego syna. Neurolog powiedział, że przypadki są skomplikowane, ale jeśli nie będą leczone, wszystko da się naprawić.
Tylko w tym celu trzeba stale poddawać się zabiegom, nauczyć się wykonywać kilka ćwiczeń i masaży, dawać mnóstwo zaleceń i skierowań do innych specjalistów.
Zaczęłam biegać z dzieckiem do lekarzy, zainspirowana perspektywą przywrócenia wszystkiego do normy. Mąż mi nie pomagał, pracował. Ale w domu też nie widziałam z jego strony żadnego wsparcia. Mam ugotować obiad? Nie, nie chciał. Wszystko w domu musiałam robić sama, mimo że ciągle jeździłam z dzieckiem do szpitali.
Mój syn dorastał z problemami, źle spał, źle jadł, a ja musiałam poświęcać mu całą swoją uwagę. A w międzyczasie musiałam sprzątać dom, robić zakupy spożywcze i gotować. Mój mąż się na to nie zgadzał.
Nietrudno zrozumieć, że ja zajmuję się dzieckiem, rozumiem, że on pracuje w swojej pracy, ale nie siedzi tam cały dzień.
Moja matka i teściowa również dolały oliwy do ognia, zawstydzając mnie za bycie „leniwą”. Każda z nich uważała za swój obowiązek opowiedzieć mi, jak udało im się zająć dzieckiem, posprzątać, przywitać z mężem, pójść na targ, zrobić pierwszy i drugi kompot. I to wszystko bez pralek, dostaw, robotów odkurzających i pieluch.
Nikt nie chciał słuchać moich tłumaczeń, że opieka nad dzieckiem zajmuje mi znacznie więcej czasu ze względu na jego specyfikę. Moja mama machnęła ręką, mówiąc, że mamy normalne dziecko, nie ma co wymyślać. Jest trochę niespokojna, ale wszystkie dzieci takie są.
Ale wiem, że to nieprawda. Owszem, w ciągu roku usunęliśmy część diagnoz, zrobiło się dużo lepiej, ale wciąż jest nad czym pracować, żeby mój syn nie miał problemów w przyszłości. To nie jest takie oczywiste, ale też ważne
Relacje z moim mężem stopniowo się ochładzały. Zaczął wracać do domu później, spędzać weekendy z przyjaciółmi, mówiąc, że jest zmęczony i musi się zrelaksować. A potem, klasycznie, zaczęłam podejrzewać, że ma inną kobietę. Potwierdziła to korespondencja znaleziona w jego telefonie.
Sam mąż nie zaprzeczał, spokojnie mówiąc, że czasem pozwala sobie na relaks. Nie widzi w tym nic złego. Zapytał, kiedy ostatni raz romansowaliśmy.
Więc ja też jestem winna! Ale za co? Za to, że od roku nie mieszkam sama, bo cały swój czas i energię poświęcam synowi, który tak bardzo tego potrzebował?
Spakowałam się i pojechałam z dzieckiem do mamy. Pozwoliła mi wrócić do domu, ale nie wspierała mnie, mówiąc, że mój mąż ma rację, to moja wina. Że nasze dziecko jest takie wyjątkowe, że ciągle biegam po lekarzach.
Ona jest normalna, a oni tylko próbują wyciągnąć ode mnie pieniądze. Mój mąż znosił mnie przez dwa lata — kiedy byłam w ciąży, a potem kiedy biegałam w kółko po szpitalach. Nie jest człowiekiem z żelaza.
A moja mama uważała, że to moja wina. Po tym telefon od teściowej z podobnymi oskarżeniami nie wydawał się już niczym niezwykłym.
Mój mąż sam raz zadzwonił, ale nie jestem jeszcze gotowa, żeby z nim porozmawiać. Nie wiem, co robić — czy powinnam wrócić i udawać, że nic się nie stało, czy złożyć pozew o rozwód i dalej mieszkać razem z synem?
Kocham mojego męża, co sprawia, że jest to jeszcze bardziej bolesne. Ale co, jeśli moja matka i teściowa mają rację — to moja wina, że wszystko potoczyło się w ten sposób?
Mój teść chce, żebym pomógł zbudować dom na wsi dla naszej rodziny. Ale ja nie chcę z nimi mieszkać
W historii polskiej telewizji są nazwiska, które nie krzyczą o uwagę, a mimo to pozostają…
Są takie momenty w życiu, które wyglądają jak ryzyko, a z czasem okazują się początkiem…
W świecie polskiego kina nazwisko Bogusława Lindy od lat budzi jednoznaczne skojarzenia: charyzma, siła i…
Ich historia nie zaczęła się jak scenariusz romantycznego filmu. Nie było wielkich deklaracji, spektakularnych randek…
Piosenkarka o niezwykłym talencie i sile woli przeszła nie tylko przez powszechną miłość, ale także…
Ich współpraca zaczęła się w czasach, gdy polska scena muzyczna dopiero nabierała rozpędu, a nowe…