Moja babcia najpierw pozwoliła nam mieszkać u siebie, ale potem posłuchała ciotki i kazała nam się pakować: „Nie chcę zostać bez mieszkania”

Nigdy nie myślałam, że tak się stanie. Że wyrzucą mnie nie obcy, ale moi bliscy.

Że kobieta, która w dzieciństwie wycierała mi nos chusteczką i piekła pierogi, pewnego dnia powie:

„Musisz poszukać innego mieszkania. Nie chcę zostać bez mieszkania”.

I zrobi to nie ze złością, ale cicho, trochę z poczuciem winy, ale stanowczo.

Jakby to była kropka, którą od dawna chciała postawić i w końcu się zdecydowała.

Screen youtube

Kiedy zmarła mama, zostałam z córką i mężem praktycznie bez niczego. Mieszkanie służbowe, mało pieniędzy, a na rękach dziecko. Wtedy babcia powiedziała:

„Przeprowadźcie się do mnie, nie będziecie płacić za czynsz, odłożysz trochę, a potem zobaczymy”. Płakałam z ulgi.

Szybko się przeprowadziliśmy, we trójkę. Jeden pokój dla nas, drugi dla babci. Było ciasno, ale przytulnie. Gotowałam, prałam, sprzątałam.

Mąż naprawiał kran, wywoził śmieci, pomagał. Córka uwielbiała prababcię, godzinami coś majsterkowały, rysowały, sadziły kwiaty w doniczkach.

Myślałam, że jesteśmy jedną rodziną. Wierzyłam, że jesteśmy jej potrzebni tak samo, jak ona nam.

Wszystko się zepsuło, kiedy przyjechała ciotka. Starsza córka babci. Moja chrześnia. Osoba, którą widywaliśmy raz na kilka miesięcy.

Weszła do mieszkania jak burza. Spojrzała na półki z książkami dla dzieci, na plecak męża przy łóżku, na nasze rzeczy na balkonie – i powiedziała: „Tak się traci mieszkania. Zanim się obejrzysz, już biegasz po sądach i jest za późno”.

Nie słyszałam tej rozmowy, ale widziałam, jak zmienia się babcia. Jak zaczyna chować dokumenty, milczeć, kiedy rozmawiamy o przyszłości.

Jak wzdycha każdego ranka, patrząc na nas, i mówi: „Chciałabym mieć spokój”. Potem zniknęła dobroć z jej oczu. Pojawił się niepokój.

Kiedy odważyłam się zapytać: „Babciu, coś nie tak?”, długo milczała. A potem powiedziała:

— Córeczko, nie obrażaj się… Ale nie chcę, żeby tak zostało. Nagle coś się stanie — i zostanę bez dachu nad głową.
Nie od razu zrozumiałam. Potem dodała:

— Ciotka powiedziała, że macie zameldowanie. Nie wiem, jak to teraz wszystko działa. Ale boję się.

Stałam w korytarzu i nie rozpoznawałam jej głosu. Strach? Przed kim? Przed nami? Przed tymi, którzy przynosili jej śniadania do łóżka, leczyli przeziębienia, kupowali lekarstwa, słuchali jej opowieści sto razy i nie przerywali?

Przed mężczyzną, który wnosił na czwarte piętro ciężkie torby, przed wnuczką, która rysowała jej kartki z napisem „Kocham cię”?

W ciągu dwóch dni spakowałam rzeczy. Nie pytałam o nic. Ani jej, ani ciotki. Przeprowadziliśmy się do wynajętego pokoju, małego, z obdartymi ścianami, ale z sufitem, który należał do nas. Pierwszej nocy córka zapytała:

— Nie pójdziemy już do babci?

Milczałam. Co można powiedzieć dziecku, które zostało wyrzucone? Które przyniosło jej na urodziny własnoręcznie zrobioną latarkę i prosiło, żeby przeczytać jeszcze jedną bajkę przed snem? Po prostu ją przytuliłam.

Babcia czasami dzwoni. Mówi, że tęskni. Że nic się nie zmieniło, że drzwi są zawsze otwarte. Ale ja nie mogę już tam iść. Bo wiem: jak tylko ciotka znowu przyjedzie, znów staniemy się „zagrożeniem”.

Bo w tym świecie nie liczą się ludzie, tylko dokumenty. Nie wdzięczność, tylko własność. A najstraszniejsze jest nawet nie to, że cię wyrzucą. Ale to, że wyrzucą cię twoi. Ci, którym ufałeś jak sobie.

Często pytają mnie, dlaczego milczę. Dlaczego nie krzyczę, nie walczę. A co mam udowadniać? Że jestem dobra? Że na to zasługuję?

Wiem, kim jestem. I moja córka też. A babci… nie potępiam. Strach robi z ludźmi dziwne rzeczy. Ale to i tak boli. Bo po czymś takim nie da się odzyskać zaufania. Nigdy.

W telefonie męża znalazłam korespondencję z jego kochanką: „Wraz z córką będziemy jeszcze długo czekać na twój rozwód”

Mój brat dostał od rodziców mieszkanie na ślub, a ja telewizor: „Mamo, ja już mam telewizor, ale nie mam mieszkania

Mama nie chce, żeby na weselu byli obecni rodzice narzeczonego, bo nie pasują do naszego kręgu znajomych: „Kochanie, będą tam ważni goście, a twoi rodzice niech siedzą w wiosce”