Screen freepik
Jednak ostatnio łapię się na myśli, że obok nas mieszka jeszcze jedna kobieta – była żona mojego męża. Nie, ona nie dzwoni codziennie, nie ingeruje w nasze życie, nie siedzi przy naszym stole.
Ale on ciągle znajduje dla niej czas, pomoc, wsparcie. I za każdym razem, gdy odważam się zapytać: „Dlaczego ciągle to robisz?”, on tylko cicho odpowiada: „Nie mogę udawać, że jesteśmy obcymi ludźmi”.
Na początku wyglądało to nawet szlachetnie. Ona zachorowała — on zawiózł ją do szpitala, pomógł kupić leki.
Zepsuł się samochód — pojechał i naprawił go, nawet gdy my sami mieliśmy ważne sprawy. Próbowałam sobie wytłumaczyć, że to zwykła ludzkość. Ale z każdym dniem coraz trudniej mi spokojnie przyjmować tę sytuację.
„Nie wydaje ci się, że zbytnio angażujesz się w jej problemy?” — zapytałam kiedyś, gdy po raz kolejny pojechał, aby wymienić jej zamek w drzwiach.
Spojrzał na mnie spokojnie, niemal obco, i powiedział: „Mieszkała ze mną tyle lat. Mamy wspólną przeszłość. Nie mogę odwrócić się, gdy ona jest w potrzebie”.
Milczałam, ale w środku miałam coraz większe poczucie krzywdy. Czy to nie ja jestem teraz jego żoną? Czy to nie ja dzielę z nim życie, codzienne sprawy, radości i troski?
Dlaczego więc każdy jej drobny problem staje się ważniejszy od moich uczuć? „Słuchaj, nie rozumiem, dlaczego nadal czujesz się za nią tak odpowiedzialny.
Rozstaliście się, każdy poszedł swoją drogą. Czy nie czas już odpuścić?”. Milczał przez kilka minut, potem spojrzał mi prosto w oczy i odpowiedział:
„Odpuściłem. Ale wiesz, są ludzie, których nie da się całkowicie wymazać. Ona nie jest obca. Nie kocham jej jako kobiety, ale nie mogę patrzeć, jak tonie, i po prostu stać z boku”. Te słowa bolały. Bo jak mam się czuć?
Jak czuć się główną kobietą w jego życiu, skoro gdzieś w głębi jego serca żyje niewidzialna nić, która ciągnie go do przeszłości? Czy mogę z tym walczyć?
Czy mam prawo wymagać, żeby zapomniał? Ale proszę, zrozum: nie chcę udawać, że jesteśmy obcymi ludźmi. To nie jest zdrada ani dwie miłości. To moja przeszłość, której nie mogę wymazać”. Może widzę zagrożenie tam, gdzie go nie ma?
Może jego człowieczeństwo to nie oznaka ukrytych uczuć, a tylko cecha charakteru, która pewnego dnia może uratować też mnie?
Ale jednocześnie w głębi duszy czuję pewien niepokój: a co, jeśli za tymi dobrymi uczynkami kryje się coś więcej, niż on sam przyznaje?
Nadal nie znam odpowiedzi. Ale za każdym razem, gdy ponownie spieszy z pomocą swojej byłej, łapię się na dwóch różnych uczuciach: dumie z jego dobroci i bolesnej zazdrości, której nie potrafię pokonać.
A najbardziej mam nadzieję, że kiedyś powiedzie nie tylko: „Nie mogę udawać, że jesteśmy obcymi ludźmi”, ale doda: „Ale co jest dla mnie naprawdę ważne, to ty”.
Najstarsza kobieta świata świętuje swoje 116 urodziny. Gdzie jubilatka spędziła swoje urodziny
Kiedy dowiedziałem się, że moja żona ma romans ze swoim szefem, początkowo nie uwierzyłem. Wydawało…
Mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu, liczyliśmy grosze na opłaty za media, razem zbieraliśmy pieniądze na zakupy,…
Ojciec opuścił rodzinę, kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Teraz, kiedy jest stary, chce, żeby zaopiekował…
Długo odkładaliśmy pieniądze, odmawialiśmy sobie wypoczynku, pracowaliśmy na dwa etaty, ale nie przestawaliśmy marzyć o…
Kiedy wraz z mężem kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie na kredyt, mam wrażenie, że to najszczęśliwszy moment…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…