Mój mąż przyszedł do mnie wieczorem i powiedział, że zamierza się ze mną rozstać, ponieważ znalazł miłość swojego życia. Nie zasmuciłam się, po prostu poprosiłam, żeby jak najszybciej dał mi wolność

Przyszedł wieczorem. Zawsze przychodził wieczorem, kiedy dzień był już zmęczony, a rozmowy trudniejsze do uniknięcia.

Stał w drzwiach kuchni, jeszcze w płaszczu, jakby bał się zdjąć go zbyt szybko, jakby wiedział, że za chwilę nie będzie już po co.

Spojrzał na mnie uważnie i powiedział spokojnym, niemal uprzejmym głosem: „Musimy porozmawiać”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to zdanie kończy pewien rozdział, a ja nie zapłaczę ani razu.

Usiadł naprzeciwko mnie, oparł dłonie o stół. „Znalazłem miłość swojego życia” – powiedział, jakby mówił o pogodzie albo o nowej pracy kolegi.

Nie było w tym dramatyzmu, nie było skruchy. Była za to ulga. Czułam ją wyraźnie. Patrzył na mnie tak, jakby spodziewał się łez, krzyku, sceny.

Screen IStockphoto

A ja siedziałam cicho, słuchając własnego oddechu, i nagle dotarło do mnie coś dziwnego – nie bolało.

„Chcę się z tobą rozstać” – dodał po chwili, jakby upewniając się, że wszystko powiedział we właściwej kolejności. Przez moment zastanawiałam się, czy powinnam zadać pytanie, od kiedy.

Czy to ktoś z pracy, czy ktoś, kogo znam. Czy mnie zdradzał od miesięcy, czy lat. Ale zamiast tego powiedziałam tylko: „Dobrze. W takim razie proszę, daj mi wolność jak najszybciej”.

Spojrzał na mnie zaskoczony. „Naprawdę nic nie czujesz?” – zapytał. Wzruszyłam ramionami. „Czuję ulgę” – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Byliśmy razem dwadzieścia trzy lata. Dwadzieścia trzy lata wspólnych obiadów, cichych poranków, rozmów o niczym i milczenia, które z czasem stało się normą.

Przez ostatnie lata żyliśmy obok siebie, nie ze sobą. On wracał późno, ja przestawałam czekać. On opowiadał o pracy, ja przestawałam pytać.

Kiedyś myślałam, że to normalne, że tak wygląda dojrzałe małżeństwo. Teraz wiem, że to było tylko przyzwyczajenie.

Kiedy powiedziałam przyjaciółce, że mąż mnie zostawia, zapytała z niedowierzaniem: „I nie płakałaś?”. Odpowiedziałam: „Nie, bo od dawna byłam sama”. To była prawda, choć wypowiedziana na głos zabrzmiała boleśnie. Przez lata starałam się być dobrą żoną.

Wspierającą, wyrozumiałą, cichą. Tą, która nie narzeka, nie wymaga, nie zadaje zbyt wielu pytań. Myślałam, że miłość to cierpliwość.

Że jeśli dam wystarczająco dużo spokoju, on kiedyś wróci do mnie emocjonalnie. Nie wrócił.

Tego wieczoru spakował kilka rzeczy. „Na razie przeniosę się do niej” – powiedział. „Nie chcę robić awantury”.

Uśmiechnęłam się gorzko. „Nigdy jej nie robiłeś” – odpowiedziałam. Zatrzymał się w drzwiach. „Przykro mi” – rzucił. „Nie musi ci być” – powiedziałam.

„To twoje życie”. Zamknął drzwi, a ja usiadłam na kanapie i po raz pierwszy od dawna poczułam ciszę, która mnie nie przytłaczała.

W kolejnych dniach ludzie reagowali różnie. Jedni mówili: „Jak on mógł?”. Inni: „Pewnie znalazł młodszą”. Ktoś zapytał: „A ty co teraz zrobisz?”

Odpowiedź przyszła sama. Po raz pierwszy od lat nie musiałam dostosowywać planów do kogoś innego. Mogłam wstać,
kiedy chciałam.

Zjeść to, na co miałam ochotę. Milczeć bez poczucia winy. Zrozumiałam, że wolność nie zawsze przychodzi z radością, ale czasem z ulgą.

Kilka tygodni później zadzwonił. „Może spotkamy się i spokojnie porozmawiamy” – zaproponował. Spotkaliśmy się w kawiarni. Opowiadał o niej z entuzjazmem.

„Ona mnie rozumie” – mówił. „Przy niej czuję się znowu kimś”. Słuchałam i myślałam o tym, jak często ja mówiłam podobne rzeczy w myślach, nigdy na głos.

„Cieszę się” – powiedziałam w końcu. Spojrzał na mnie uważnie. „Naprawdę?”. Kiwnęłam głową. „Tak. Bo gdybyś został ze mną z litości, oboje byśmy przegrali”.

Kiedy wyszłam z kawiarni, złapałam się na tym, że idę wolniej niż zwykle. Nie spieszyłam się do domu, który nagle stał się tylko mój.

Minęłam sklepy, ludzi, pary trzymające się za ręce. I po raz pierwszy od dawna nie czułam zazdrości. Czułam ciekawość. Co będzie dalej? Kim będę bez roli żony, która przez lata była ważniejsza niż ja sama?

Dziś, kiedy ktoś pyta mnie, czy nie żałuję, odpowiadam szczerze: żałuję tylko jednego – że tak długo bałam się wolności. Mój mąż znalazł miłość swojego życia.

Ja znalazłam siebie. I choć nie było w tym wielkich słów ani dramatycznych scen, to była najważniejsza rozmowa w moim życiu.

Bo kiedy poprosiłam go, żeby jak najszybciej dał mi wolność, po raz pierwszy od lat naprawdę wiedziałam, czego chcę.

Córka obraziła się, że zostawiłam mieszkanie mojemu synowi, ponieważ ma więcej dzieci i zawsze miał trudniej. Nie wiem, ale mój mąż powiedział, że gdyby postąpiłam inaczej, to obraziłby się na mnie syn

Wydawało mi się, że jeśli zostawię synowi mieszkanie, to będzie się mną opiekował, ale myliłam się, bo on nawet nie zamierzał tego robić. Usłyszałam jego rozmowę z synową i wszystko stało się jasne: „Oddajmy ją do domu spokojnej starości, u nas i tak jest mało miejsca”

Mieszkamy z mężem już od 5 lat i nie wiem, jak długo jeszcze to wytrzymam, ponieważ wymaga on, abym przygotowywała wszystko na świeżo, bez podgrzewania, i przynosiła mu kawę, gdy się budzi, a ja nie jestem służącą