Mój mąż odziedziczył połowę mieszkania, a druga połowa przypadła mojej teściowej, ale wyremontowaliśmy całe mieszkanie

Musieliśmy myśleć i nie wierzyć w bajki, że ktoś obcy coś dla nas zrobi. Ale moja teściowa nie była obca, przynajmniej dla mojego męża, ale zachowywała się bardzo nieuczciwie.

Pięć lat temu wprowadziliśmy się z mężem do mieszkania, które zostawiła jego babcia. Babcia podzieliła swój spadek między mojego męża i jego matkę. Oznacza to, że połowa mieszkania, do którego się wprowadziliśmy, należała do mojej teściowej.

Rodzice od razu powiedzieli mi, że to dość niebezpieczny pomysł. Nie mam w nim żadnego udziału, a mój mąż jest właścicielem tylko połowy.

Żałuję, że ich wtedy nie posłuchałam. Ale moja teściowa wydawała się wtedy odpowiednią osobą, a mój mąż powiedział, że wszystko jest w porządku. Był jedyną osobą w rodzinie, więc nie mogło być żadnych problemów.

Wyluzowałam. Naprawdę nie chciałam pakować się w kredyt hipoteczny, a tu już mam mieszkanie, w którym wystarczy zrobić remont i tyle, będzie cukiereczek.

screen Youtube

Dużo zainwestowaliśmy w remont. Rozebraliśmy wszystko do gołego betonu, wymieniliśmy hydraulikę, okablowanie, okna, ogólnie wszystko od zera, można powiedzieć.

Teściowa siedziała cicho. Żadnych przypomnień, że miała tam swój udział. Kiedy mówiliśmy „nasze mieszkanie”, nie poprawiała nas, co też jest z nią związane.

Zajęło nam to rok remontów, ulepszeń i kupowania mebli, ale stworzyliśmy nasze wymarzone mieszkanie. Nie myśleliśmy o żadnym innym zakwaterowaniu.

Było to mieszkanie dwupokojowe, więc nawet z dzieckiem nam wystarczało. Drugi pokój zostawiliśmy z perspektywą pokoju dziecięcego.

Nie zaczęliśmy remontu od razu, przez trzy lata mieszkaliśmy w tym, co mieliśmy, oszczędzając pieniądze, bo potrzebowaliśmy dużo inwestycji. Potem rok remontów i tak przez prawie rok żyliśmy sobie spokojnie, aż obudziła się chciwość mojej teściowej.

Pewnego dnia przyszła do nas i powiedziała, że chce sprzedać swój udział w mieszkaniu. Zgodnie z prawem najpierw zaproponowała, że kupi je dla nas. Nie mieliśmy nic przeciwko, dopóki nie usłyszeliśmy ceny.

Udział w dwupokojowym mieszkaniu nie jest oczywiście wart aż tyle. Zażądała pieniędzy za pełnoprawne jednopokojowe mieszkanie z jakimś remontem. Byliśmy z mężem w szoku.

A jego matka tłumaczyła, że przechodzi na emeryturę, ale nie chce tracić dotychczasowego standardu życia, więc chce kupić kawalerkę i ją wynajmować. W tym celu zamierza sprzedać swój udział.

Mężczyzna był oburzony tak wygórowaną ceną, a jego teściowa tylko się roześmiała, mówiąc, że nic nie wiemy o cenach. Wzruszyła ramionami i zapytała, czego oni oczekują, ona bez problemu sprzedałaby swój udział za taką cenę.

Wyjaśniła nam, że jeśli nie kupimy jej udziału, wystawi go na sprzedaż, co oznacza, że będziemy musieli dzielić mieszkanie z obcymi ludźmi i mieszkać w mieszkaniu komunalnym.

Mój mąż próbował obniżyć cenę, biorąc pod uwagę, że mieszkanie było warte znacznie mniej przed remontem, a jego teściowa nie zainwestowała w remont. Zostało to jednak zanegowane stwierdzeniem, że teściowa nie prosiła nas o remont, to była nasza inicjatywa.

Oczywiście, że tak było, robiliśmy to dla siebie, nie myśleliśmy, że tak to wyjdzie. Teściowa ani słowem nie wspomniała, że myśli o sprzedaży swoich udziałów.

Teraz razem z mężem pilnie zbieramy pieniądze na wykupienie udziałów teściowej. Mam nadzieję, że zrozumie, że po tej sztuczce nikt już nie będzie się z nią kontaktował.

Weszliśmy do skromnej, małej kawiarni. Przy sąsiednim stoliku siedzieli starszy mężczyzna i kobieta. Mimowolnie usłyszałam ich rozmowę i poczułam ciepło w sercu

Podszedł do mnie zdezorientowany mąż i powiedział, że choć nie jest emerytem, to chce się spotykać z kobietami, ale mnie nie zostawi

Mąż udawał, że nie słyszy, jak jego żona wraca do domu i celowo głośno rozmawiał przez telefon. Tydzień później wrócił do domu, a jego żona również głośno rozmawiała przez telefon