Screen IStockphoto
U nas sobota od dawna wygląda tak samo: telefon dzwoni, on zrywa się z łóżka, zakłada spodnie i już po chwili mówi: „Mama przysłała listę”. Kiedyś myślałam, że żartuje. Że to takie jego powiedzonko. Ale nie. To naprawdę była lista. Co tydzień nowa.
Na początku były drobiazgi. „Masło, bo drogie”, „szynka, ale ta dobra”, „chleb, ale nie ten z promocji”. Potem doszły środki czystości, leki, kawa, herbata, słodycze „bo czasem przychodzą sąsiadki”.
Mój mąż brał samochód i wracał po dwóch godzinach z bagażnikiem pełnym siatek. Siatek tak ciężkich, że pomagałam mu je wnosić, choć kręgosłup od dawna dawał mi znać, że to nie jest najlepszy pomysł.
„Przecież ona jest sama” – powtarzał. „Jest na emeryturze, musi jakoś żyć”. Kiwałam głową, bo rozumiałam.
Teściowa rzeczywiście była sama. Emerytura rzeczywiście nie była wysoka. Przez długi czas nawet nie przyszło mi do głowy, że coś tu jest nie w porządku. Do czasu.
Zaczęłam zauważać, że u nas w domu ciągle czegoś brakuje. Że liczę pieniądze przed końcem miesiąca. Że kupuję najtańsze warzywa, a mięso tylko wtedy, gdy jest przecenione.
A jednocześnie co tydzień widziałam, jak mój mąż wkłada do bagażnika produkty, na które ja patrzyłam w sklepie z myślą: „Może następnym razem”.
Pewnego dnia, gdy rozpakowywałam zakupy, zapytałam spokojnie: „A ile mama cię prosiła tym razem?”. Spojrzał na mnie zdziwiony. „Co za
różnica?”
„Zwykła ciekawość” – odpowiedziałam. Wzruszył ramionami. „Jak zwykle. Trochę jedzenia, trochę chemii. Przecież wiesz”.
Wiedziałam. Wiedziałam aż za dobrze. Wiedziałam też, że moja mama, też emerytka, nigdy nie wysyłała mi żadnych list. Dzwoniła rzadko.
Zawsze zaczynała od: „Nie chcę wam przeszkadzać”. Kiedy coś przynosiłam, mówiła: „Zostaw, dzieci, wam się bardziej przyda”. I właśnie to mnie bolało najbardziej.
Któregoś wieczoru nie wytrzymałam. Siedzieliśmy w kuchni, między zlewem a lodówką, dokładnie tak jak w tych rozmowach, które zmieniają wszystko.
Powiedziałam cicho, ale wyraźnie: „Wiesz, że ja też mam mamę?”. Spojrzał na mnie, jakby nie rozumiał pytania. „No i?”
„I ona też jest emerytką” – dodałam. „Też liczy pieniądze. Też czasem nie kupuje sobie czegoś, bo uważa, że to zbędny luksus”.
Zapadła cisza. „Co ty chcesz przez to powiedzieć?” – zapytał w końcu. Wzięłam głęboki oddech. „Chcę powiedzieć, że od lat pomagamy tylko jednej osobie. Że twoja mama ma pełną lodówkę, a moja udaje, że wszystko jest w porządku, bo nie chce być ciężarem”.
Westchnął ciężko. „Nie porównuj” – powiedział. „Moja mama jest inna”. „Tak” – odpowiedziałam. „Twoja mama co tydzień wysyła listę.
Moja nawet nie poprosi o kromkę chleba”. Podniósł głos. „Bo moja się nie wstydzi!”. „A moja ma godność” – odpowiedziałam ostrzej, niż planowałam.
Od tamtej rozmowy coś pękło. Nie było już tak łatwo udawać, że wszystko jest w porządku. Zaczęłam widzieć więcej.
Zauważyłam, że teściowa nie jest taka biedna, jak ją malował mój mąż. Miała nowe firanki, nowy telewizor, zawsze świeże ciasta. „To od sąsiadki” – tłumaczyła. Ale jakoś tych „sąsiadek” było coraz więcej, a listy coraz dłuższe.
Kiedy spróbowałam porozmawiać z nią sama, spojrzała na mnie chłodno. „Ja nikogo do niczego nie zmuszam” – powiedziała. „To mój syn.
Jeśli chce mi pomóc, to jego sprawa”. „Rozumiem” – odpowiedziałam. „Ale my też mamy swoje życie”. Uśmiechnęła się lekko. „Jak się ma dzieci, to się nie liczy” – rzuciła mimochodem.
Wtedy dotarło do mnie, że w tej historii ja zawsze byłam na końcu listy. Bez punktów, bez próśb, bez miejsca. Byłam tą, która rozumie, ustępuje i milczy.
A moja mama? Ona nawet nie była na tej liście. Nie dlatego, że nie potrzebowała pomocy, tylko dlatego, że nie umiała o nią prosić.
Pewnego dnia powiedziałam mężowi coś, co długo nosiłam w sobie: „Albo zaczniemy dzielić pomoc sprawiedliwie, albo przestaniemy pomagać kosztem własnego domu”.
Spojrzał na mnie z wyrzutem. „Stawiasz mnie pod ścianą”. Pokręciłam głową. „Nie. Ja tylko przestałam stać pod nią sama”.
Nie wiem jeszcze, jak to się skończy. Wiem tylko, że pierwszy raz od dawna powiedziałam głośno to, co bolało mnie najbardziej. Że empatia nie może działać tylko w jedną stronę.
Że matka jest matką, ale żona też jest człowiekiem. A cisza, choć wygodna, potrafi kosztować więcej niż najcięższe torby z zakupami.
Są momenty, które zatrzymują nawet tych, którzy przez całe życie byli w ruchu. Dla Jarosława…
Urodził się w samym środku legendy. Gdy przyszedł na świat, jego ojciec był ikoną muzyki,…
Kiedy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że tworzę nową rodzinę. Że od tej chwili „my”…
Życie Michała Wiśniewskiego od zawsze toczyło się na oczach całej Polski. Scena była jego domem,…
Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka,…
Mama sama zaprosiła nas do siebie na weekend. Zaproponowała też, żebyśmy zostawili u niej wnuki,…