Screen IStockphoto
Ale z czasem te słowa zaczęły się powtarzać zbyt często, zbyt głośno i zbyt boleśnie.
Pracuję zdalnie, siedzę przy komputerze po kilka godzin dziennie, a on uparcie twierdzi, że skoro jestem w domu, to „powinnam wszystko zdążyć”.
— Przecież ty cały czas jesteś w domu — powiedział pewnego wieczoru, rozglądając się po kuchni. — Dlaczego nie ma jeszcze obiadu?
Podniosłam wzrok znad laptopa.
— Bo mam dziś kilka pilnych zadań — odpowiedziałam spokojnie. — Klient zmienił termin, musiałam poprawiać projekt.
— Zawsze jakieś wymówki — westchnął. — Kiedyś kobiety nie potrzebowały komputerów, żeby ogarniać dom.
Zamilkłam. Nie pierwszy raz słyszałam coś podobnego. Według niego praca zdalna to nie praca. To „siedzenie”, „klikanie”, „czekanie”.
Jakby moje obowiązki zawodowe nie istniały tylko dlatego, że nie wychodzę do biura.
Każdy dzień wyglądał podobnie. Rano wstawałam pierwsza, robiłam śniadanie, szykowałam dzieci do szkoły, a potem siadałam do pracy.
W międzyczasie pralka, zmywarka, szybkie sprzątanie, zakupy online. Kiedy on wracał z pracy, widział tylko to, czego nie zdążyłam zrobić.
— Dlaczego podłoga nie jest umyta?
— Czemu znowu makaron na obiad?
— Naprawdę nie mogłaś znaleźć chwili, żeby to ogarnąć?
Pewnego dnia nie wytrzymałam.
— A ty widzisz, ile rzeczy robię w ciągu dnia? — zapytałam, odkładając telefon.
— Widzę, że siedzisz w domu — odpowiedział bez wahania. — Ja pracuję, wracam zmęczony, a ty… ty masz wszystko pod ręką.
— Pod ręką? — powtórzyłam. — Myślisz, że to wszystko robi się samo?
Spojrzał na mnie z irytacją.
— Nie przesadzaj. Każda kobieta pracująca z domu powinna umieć to pogodzić.
Te słowa zabolały bardziej, niż chciałam przyznać. „Powinnaś”. Zawsze „powinnaś”. Jakby moje zmęczenie było mniej ważne, jakby mój
czas należał do wszystkich — tylko nie do mnie.
Zaczęłam czuć się niewidzialna. Niby byłam w domu, a jednocześnie ciągle „za mało obecna”. Nikt nie pytał, czy mam siłę, czy zdążę,
czy potrzebuję pomocy. Zamiast tego słyszałam tylko ocenę.
Pewnego wieczoru, gdy mąż znów skomentował bałagan w salonie, spojrzałam na niego inaczej niż zwykle.
— Usiądź — powiedziałam cicho.
— Po co? — zapytał zdziwiony.
— Chcę, żebyś mnie wysłuchał. Tak naprawdę.
Usiadł niechętnie.
— Pracuję osiem godzin dziennie — zaczęłam. — Czasem więcej. Odpowiadam za projekty, terminy, klientów. W międzyczasie ogarniam dom,
dzieci, zakupy, rachunki. I wiesz co? Ja też jestem zmęczona.
— Ale ty nie wychodzisz z domu — przerwał mi.
— Bo praca zdalna nie polega na wychodzeniu — odpowiedziałam. — Polega na pracy.
Zapadła cisza.
— Chcę, żebyś przestał traktować mnie jak gosposię — dodałam. — Nie jestem twoją mamą. Jestem twoją żoną.
To zdanie zawisło między nami ciężkie i niewygodne.
Mąż wstał, przeszedł kilka kroków po pokoju.
— Nie wiedziałem, że tak to odbierasz — powiedział w końcu.
— Bo nigdy nie pytałeś — odpowiedziałam.
Od tamtej rozmowy nic nie zmieniło się od razu. Nadal zdarzały się komentarze, westchnienia, niezadowolenie. Ale ja przestałam milczeć. Przestałam brać wszystko na siebie.
Kiedy następnym razem powiedział:
— Skoro jesteś w domu, mogłaś to zrobić,
odpowiedziałam spokojnie:
— A skoro jesteśmy małżeństwem, możesz mi pomóc.
Nie wiem jeszcze, dokąd nas to zaprowadzi. Wiem jedno — praca zdalna nie czyni mnie mniej zmęczoną, mniej wartościową ani mniej
zasługującą na szacunek. Dom to nie tylko ściany i porządek. To ludzie. A ja też w nim mieszkam.
Słowa, które usłyszałam od męża, brzmiały tak, jakby wręczył mi instrukcję do wykonania. Chodziło o…
Z mężem byliśmy małżeństwem przez ponad 30 lat. Zakochałam się w nim jeszcze wtedy, gdy…
Pewnego razu myślałam, że poznałam „tę właściwą” osobę w rodzinie męża — jego siostrę. Na…
Po raz pierwszy i ostatni zabrałam teściową ze sobą na działkę. Do tej pory unikałam…
Przez dziesięć lat opiekowałam się moim wujkiem. Nie dlatego, że musiałam — dlatego, że chciałam.…
Nigdy nie sądziłam, że w pewnym momencie życia będę musiała tłumaczyć się własnemu dziecku z…