Ciekawostki

Mieszkamy w bloku, a sąsiad ciągle robi uwagi mojemu dziecku, chociaż oprócz niego na podwórku jest dużo dzieci, a jego wnuki nawet nie nauczyły się się witać. Wydaje mi się, że to dlatego, że żyjemy lepiej niż inni

„Znowu… robił uwagi mojemu dziecku” — powiedziałam to cicho, ale serce mi biło tak mocno, jakby ktoś walił młotem o moje żebra.

Mieszkamy w bloku od pięciu lat, na tym samym piętrze, naprzeciwko mieszkania, w którym mieszka starszy pan o imieniu pan Roman.

Na pierwszy rzut oka nic specjalnego — zwykły sąsiad, który czasem posprząta klatkę, czasem zajrzy, czy ktoś nie zostawił śmieci przed drzwiami.

Ale od jakiegoś czasu zaczął robić uwagi mojemu dziecku. Nie raz, nie dwa, ale wciąż. Ostatnio, kiedy mój syn bawił się piłką na podwórku, pan Roman wyskoczył zza rogu z taką irytacją, jakby dziecko obrzucało mu okna granatami.

— Proszę przestać rzucać tą piłką! — krzyknął, a mój syn stanął jak wryty, z piłką w ręku, nie wiedząc, co odpowiedzieć.

Screen IStockphoto

— Ale panie… tu jest podwórko, tu są dzieci — próbowałam tłumaczyć spokojnie — my tylko się bawimy…

— Niech pan o to zadba, żeby dziecko nie hałasowało! — odpowiedział, podnosząc głos jeszcze bardziej, jakby to ja byłam jedyną osobą w tym bloku, która wychowuje dzieci.

Poczułam, jak krew mi się burzy. Spojrzałam wokół — na inne dzieci biegające, krzyczące, śmiejące się, na ich rodziców, którzy patrzyli z dystansem, ale nikt nie dostał ani jednej uwagi od pana Romana.

A jego wnuki? Nigdy nie widziałam, żeby ich nawet nauczył się przywitać — a przecież mieszkają tuż obok.

— Panie Romanie, proszę… one się tylko bawią, nie robią nic złego — powiedziałam iść bliżej, starając się nie podnieść głosu.

— Bo wy wszyscy chcecie mieć luz! — odburknął. — Żyjecie lepiej niż inni, więc wam wszystko wolno.

To zdanie zabrzmiało jak cios prosto w pierś. „Żyjecie lepiej niż inni” — jakby w tym bloku tylko my mieli wygodne życie, jakby wszystko, czego dokonaliśmy, miało nagle stać się powodem do pogardy.

Zniknął mu nagle zdrowy rozsądek. Mój syn stał obok mnie i patrzył na mnie tak, jakby chciał powiedzieć: mamo, co się dzieje?

Tamtego wieczoru nie mogłam przestać o tym myśleć. Siedziałam przy stole, a słowa pana Romana wracały jedno za drugim, jak echo, którego nie da się zgasić.

Dlaczego jego uwagi były zawsze wymierzone tylko w nas? Dlaczego ignorował wszystkie inne dzieci? I co to w ogóle znaczy, że „żyjemy lepiej niż inni”?

Przecież od lat staramy się być normalnymi ludźmi, pracujemy ciężko, tak samo jak inni, nie mamy tu niczego wyjątkowego — poza tym, że wychowujemy własne dzieci we własnym tempie.

Następnego dnia wyszłam z synem na podwórko. Chciałam pokazać mu, że świat nie składa się tylko z jednej opinii pana Romana.

Poszliśmy tam, gdzie było najwięcej dzieci, zaczęliśmy grać w piłkę i śmiać się. Wtedy podszedł do nas sąsiad z parteru i uśmiechnął się.

— Dobrze się bawicie? — zapytał.

— Tak! — odpowiedział mój syn, promiennie się uśmiechając.

— Nie przejmuj się starszym panem — powiedział mężczyzna cicho. — On tak ma. Czasem ludzie, którzy sami nie mają radości w życiu, nie
potrafią patrzeć na innych bez zawiści.

To było jak lód, który stopniał w moim sercu. Może to nie było o nas, może to o czymś, czego pan Roman nigdy nie powiedział wprost… o jego samotności, o jego własnych stratach.

Wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, pan Roman wyszedł na balkon i spojrzał na nas chłodnym wzrokiem.

— Jeszcze raz ta piłka w moją stronę… — zaczął — i będę zmuszony zgłosić to administracji.

W tym momencie mój syn, który zazwyczaj robił krok do tyłu, stanął obok mnie pewniej i odważniej.

— Panie Romanie — odezwał się — ja nie rzucam piłki w pana okna. — Jesteśmy tu, bo to nasze podwórko i chcemy się bawić.

Usłyszałam, jak moje serce bije, bo to było pierwsze takie zdanie, wypowiedziane przez niego z własnej inicjatywy — nie ukryte za moimi słowami, ale własne, prosto i zdecydowanie.

Pan Roman spojrzał na niego poważnie przez chwilę… i nie wiem, czy to był pierwszy raz, kiedy ktoś postawił mu granicę, czy po prostu przestał widzieć w nas jakąś „elitę”.

Stała między nami cisza, w której każdy milczał, ale coś się zmieniło. Może to był początek zrozumienia?

Nie wiem, jak potoczy się dalej, ale wiem jedno: mój syn nauczył się, że ma prawo mówić o sobie, ma prawo się bawić i ma prawo do swojego miejsca w świecie — nawet jeśli ktoś inny uważa inaczej.

A ja nauczyłam się, że czasem trzeba wyjść z własnej strefy komfortu i pozwolić dziecku mówić własnym głosem, bo to, co trudne na początku, może być najważniejszą lekcją w życiu.

Wczoraj przyjechała do nas teściowa z walizkami w rękach i oświadczyła, że od teraz będzie mieszkać z nami: „W moim mieszkaniu mieszka teraz Julia z dziećmi, a u was i tak jest dużo miejsca”

Moja mama wyszła za mąż po raz drugi i teraz wraz z moim ojczymem oczekują na swoje pierwsze dziecko. Wczoraj podsłuchałam ich rozmowę i nie wiem, co robić: „Wyślij ją do byłego, niech tam zamieszka, w końcu to jego córka”

Moje dzieci uważają, że wraz z mężem mamy obowiązek je utrzymywać, nawet po tym, jak wyszły za mąż: „Mamo, wraz z mężem chcemy samochód, najlepiej nowszy, bo nasi znajomi już taki mają”

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Moja synowa oświadczyła, że w wieku 45 lat chce urodzić trzecie dziecko. Powiedziałam synowi, że mam już dość, bo wychowałam już dwoje wnucząt

„W wieku 45 lat chcę urodzić trzecie dziecko” — usłyszałam te słowa i poczułam, jakby…

20 godzin ago