Screen IStockphoto
— Ty zawsze wybierasz byle co — mówiła, gdy kupowałam zasłony.
— Nie znasz się na kolorach.
— Gdyby nie ja, wszystko byś miała byle jakie.
Z czasem nauczyłam się nie reagować. Miałam swoją pracę, swoje mieszkanie, swoje życie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Mama często do mnie przychodziła. Miała klucze „na wszelki wypadek”.
— Nigdy nie wiadomo, co się może stać — tłumaczyła. — A ja jestem matką.
Pewnego dnia wyszłam rano do pracy jak zwykle. Zamknęłam drzwi, pocałowałam ją w policzek, bo akurat była u mnie na kawie.
— Nie siedź tak długo w biurze — rzuciła za mną. — Bo znowu nie będziesz miała na nic czasu.
Wróciłam późnym popołudniem. Otworzyłam drzwi i… stanęłam jak wryta.
W przedpokoju pachniało klejem. Ściany były inne. Zupełnie inne.
— Mamo? — zawołałam niepewnie.
Wyszła z kuchni dumna, uśmiechnięta, jakby właśnie zrobiła mi największą przysługę życia.
— No! I co powiesz? — zapytała. — W końcu nie te okropne tapety.
— Co… co się stało z moimi ścianami?
— Wymieniłam — odpowiedziała spokojnie. — Nie mogłam już na to patrzeć.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Mamo, ale ja cię o to nie prosiłam.
— Bo ty nigdy nie wiesz, kiedy trzeba coś zmienić — machnęła ręką. — Zawsze wszystko odkładasz.
Przeszłam do salonu. Moje jasne, delikatne tapety zniknęły. Zamiast nich były ciężkie, ciemne wzory. Zupełnie nie moje.
— One są straszne… — wyszeptałam.
— Straszne? — oburzyła się. — To klasyka! Porządne! A nie te twoje nowoczesne bzdury.
Usiadłam na kanapie i poczułam, jak napływają mi łzy.
— Dlaczego zrobiłaś to beze mnie?
— Bo gdybyś była, to byś się sprzeciwiała — odpowiedziała bez wahania. — A ktoś musi myśleć rozsądnie.
Chwilę później wyciągnęła z torebki kopertę i położyła ją na stole.
— Tu masz rachunek.
— Jaki rachunek?
— Za tapety i robociznę — powiedziała spokojnie. — Przecież to dla ciebie.
Spojrzałam na kwotę i aż zakręciło mi się w głowie.
— Mamo… ja nie mam takich pieniędzy.
— Zawsze jakieś wymówki — westchnęła. — Co byś beze mnie zrobiła?
To zdanie zabolało najbardziej. Znajome. Powtarzane od lat.
— Zrobiłabym po swojemu — odpowiedziałam cicho.
Popatrzyła na mnie z niedowierzaniem.
— Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, ile ja dla ciebie robię?
— Tak — powiedziałam drżącym głosem. — Ale nigdy nie pytasz, czy ja tego chcę.
Zapadła cisza. Pierwsza taka między nami.
— Ja tylko chcę dobrze — rzuciła w końcu.
— Wiem — odpowiedziałam. — Ale to jest moje mieszkanie. I moje życie.
Tego wieczoru długo rozmawiałyśmy. Po raz pierwszy nie cofnęłam się ani o krok. Nie przeprosiłam. Nie obiecałam, że „następnym razem
będzie inaczej”.
Zapłaciłam rachunek. Ale powiedziałam jasno:
— To był ostatni raz, kiedy decydujesz za mnie. Jeśli jeszcze raz użyjesz moich kluczy bez pytania, oddam je.
Była wściekła. Obrażona. Przez kilka dni się nie odzywała.
Dziś nasze relacje są chłodniejsze, ale prawdziwsze. A ja za każdym razem, gdy patrzę na te tapety, przypominam sobie jedno: nawet
matka nie ma prawa urządzać życia dorosłemu dziecku bez jego zgody.
Bo „co byś beze mnie zrobiła” to nie troska. To kontrola. A ja już nie chcę w niej żyć.
Nigdy nie lubiłam rodzinnych spotkań u teściowej. Zawsze było to połączenie obowiązku, niezręczności i cichej…
Poprosiłem żonę tylko o jedno. Jedno, wydawałoby się, zupełnie zwyczajne zadanie. — Odbierz moją mamę…
O mieszkaniu po babci dowiedziałam się nagle. Bez zapowiedzi, bez wielkich słów. Zadzwonił notariusz, potem…
Odliczałam dni do porodu. Pierwsze dziecko. Pierwsza taka radość, ale też strach, którego nie da…
Matka mojego męża uważała, że skoro zostałam jej synową, automatycznie stałam się jej pomocą domową.…
„Odchodzę od ciebie, jesteśmy zbyt różni” — powiedział mi mój mąż, zajadając się sałatką i…