Słuchałam, kiwałam głową, nawet starałam się brzmieć uważnie, chociaż w myślach przeglądałam listę spraw do załatwienia: praca, zakupy, kolacja dla rodziny, jutrzejsze spotkanie.
„Przyjadę, mamo, oczywiście przyjadę, tylko trochę później. Mam teraz mnóstwo spraw na głowie” – odpowiedziałam, starając się nie czuć wyrzutów sumienia.
Zamilkła na sekundę, po czym cicho powiedziała: „Dobrze, córko, poczekam”. Ale tego dnia nie wpadłam.
Wydawało się, że wszystko spadło na mnie naraz. Odłożyłam wizytę na jutro, potem na weekend i nawet nie zauważyłam, jak minęło kilka tygodni.
Odbierałam telefony, ale zawsze krótko, w pośpiechu, mówiąc: „Mamo, porozmawiamy później, jestem teraz bardzo zajęta”.
Przy bramie przywitała mnie sąsiadka – kobieta około sześćdziesiątki, która zawsze miała w pobliżu i pomagała mamie w gospodarstwie.
Spojrzała na mnie z takim wyrazem twarzy, że zrobiło mi się zimno w środku.
„Wiesz, córko, mama czekała na ciebie codziennie. Zostawiła nawet dla ciebie list. Powiedziała, że jeśli nie zdąży porozmawiać, mam ci go przekazać”.
„Moja droga córeczko. Jeśli trzymasz ten list, to znaczy, że nie mogłam doczekać się naszej rozmowy. Nie gniewaj się, proszę, wiem, że jesteś bardzo zajęta, że masz swoją rodzinę, swoje troski. Wszystko rozumiem. Ale wiek bierze swoje i tak bardzo chciałam, żebyś częściej miała przy sobie. Nie chciałam zabierać ci czasu, po prostu tęskniłam za tobą. Pamiętaj, córko, że mama zawsze cię kocha, nawet jeśli nie masz czasu. Dbaj o siebie i swoje dzieci. A kiedy będziesz miała chwilę – wspomnij mnie ciepło”.
Łzy zasłaniały mi oczy, litery się rozmywały, a serce ściskało się z bólu i poczucia winy. Zrozumiałam, że przez cały ten czas odkładałam na później to, co było najważniejsze – żywe relacje z osobą, która dała mi życie.
Myślałam, że jeszcze zdążę, że wszystko jest przed nami. Ale życie potrafi stawiać kropki tam, gdzie ich nie planowaliśmy.
Tego wieczoru siedziałam na mamie ławce pod wiśniowym drzewem i czytałam jej list raz po raz. Sąsiadka cicho powiedziała:
„Ona zawsze czekała właśnie na ciebie. Nikt inny nie był jej tak potrzebny”. W tych słowach było wszystko – miłość, ból i niewypowiedziana prostota matczynego serca.
Zrozumiałam jedno: zawsze myślimy, że mama poczeka, że jutro będzie, że jeszcze zdążymy. Ale mamy nie są wieczne.
A naszym największym obowiązkiem nie są drogie prezenty ani piękne słowa, ale po prostu być przy nich, kiedy tego potrzebują.
Zawsze chciałam, żeby mama wspierała mnie, a nie tylko moją siostrę, która żyje w dostatku