Ale zamiast wsparcia czuję ciężar, poczucie winy i ciągłe wyrzuty, które z biegiem lat tylko się nasiliły.
Początkowo traktowałam te słowa jako żart, jako emocjonalny wyraz miłości. Ale teraz, kiedy mam własną rodzinę, dwoje dzieci i mnóstwo obowiązków, słowa te brzmią jak żądanie, jak wyrok.
Ale w pewnym momencie jej troska zmieniła się w coś w rodzaju kontroli. Zawsze chciała wiedzieć, z kim się przyjaźnię, dokąd idę, dlaczego tak późno wróciłam.
Próbowałam wyjaśnić, że mam potrzebę przestrzeni, że chcę żyć własnym życiem, ale zamiast tego słyszałam w odpowiedzi: „Jestem twoją matką, musisz się ze mną liczyć — po prostu”.
Kiedy wyszłam za mąż, sytuacja tylko się pogorszyła. Mama nie zaakceptowała mojego męża, ciągle powtarzała, że „nie jest z naszej krwi” i że „zabierze cię ode mnie”.
A kiedy urodziły się dzieci, jej oczekiwania stały się jeszcze większe. Była przekonana, że powinniśmy mieć wspólne mieszkanie, w jej mieszkaniu, abym mogła „”być blisko”.
„Po co ci własna rodzina, skoro masz mnie? Wychowałam cię, a teraz pomóż mi się zestarzeć” – powiedziała mi kiedyś.
Te słowa głęboko zapadły mi w serce. Jak bowiem wyjaśnić matce, że ja też mam prawo do własnego życia, do własnych radości, do równowagi między rodziną, pracą i przestrzenią osobistą?
Boli mnie, gdy widzę, jak mama nie potrafi puścić mnie, jak jej miłość zamienia się w więzienie.
Chcę być blisko, chcę pomagać, dzwonić, przyjeżdżać, ale nie mogę całkowicie rozpłynąć się w jej potrzebach, bo wtedy stracę siebie. Mój mąż i dzieci też mnie potrzebują.
Wiele razy próbowałam wyjaśnić: „Mamo, kocham cię, ale nie mogę żyć tylko twoim życiem. Ja też jestem człowiekiem, mam swoje dzieci, męża, pracę. Będę przy tobie, ale nie tak, jak tego wymagasz”.
Niestety, za każdym razem nasze rozmowy kończą się łzami i obrazami. Ona odpowiada: „Niewdzięczna. Tak wiele dla ciebie zrobiłam, a — co — nawet nie chcesz mi podziękować”.
Mam już ponad czterdzieści lat. Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem, że mama nigdy nie nauczyła się żyć dla siebie. Całe jej życie to ja.
Nie pozwoliła sobie na nowych przyjaciół, hobby, radości. A teraz próbuje uczynić mam swoim oparciem, nawet kosztem mojego szczęścia.
Boli mnie to, ale czuję, że muszę postawić granice. W przeciwnym razie sama się zgubię. Bo moja rodzina też ma prawo do mnie, tak samo jak mama.
A poza tym mam prawo być sobą, bez ciągłych wyrzutów i poczucia winy.
Wiem, że takich historii są tysiące. Ile dzieci, zwłaszcza córek, czuje się winnych wobec rodziców tylko dlatego, że odważyły się żyć własnym życiem. Ale miłość to nie kajdany. Miłość to wolność. A jeśli naprawdę kochamy, to pozwalamy odejść.
Zawsze chciałam, żeby mama wspierała mnie, a nie tylko moją siostrę, która żyje w dostatku
Kiedy wraz z mężem kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie na kredyt, mam wrażenie, że to najszczęśliwszy moment…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…
Brat zawsze słuchał mamy, zgadzał się z jej opinią i nigdy nie sprzeciwiał się. Ja…
Oboje zawsze marzyliśmy o spokojnej i ciepłej uroczystości dla najbliższych: rodziny, przyjaciół i być może…
I oto moje marzenie się spełniło: wraz z mężem znaleźliśmy mały, ale przytulny domek za…
Zdejmując buty tak cicho, jak to tylko możliwe, nasłuchiwałam. „Nie martw się, mamo, ona nic…