Mama powiedziała, że słyszała, jak mój syn rozmawiał ze swoim przyjacielem i powiedział, że zostawię mieszkanie jemu, a nie córce, bo on mi na to zasługuje

Dowiedziałam się o tym zupełnie przypadkiem. Nie od syna, nie od córki, nawet nie od kogoś z rodziny. Powiedziała mi to moja mama, jakby chodziło o drobną plotkę, którą warto przekazać przy kawie.

— Wiesz… słyszałam coś niepokojącego — zaczęła ostrożnie.

— Podobno twój syn rozmawiał z kolegą i powiedział, że zostawisz mieszkanie jemu. Że córce się nie należy, bo on bardziej zasługuje.

Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Siedziałam z filiżanką w ręku i czułam, jak coś we mnie pęka. Nie dlatego, że chodziło o mieszkanie. Ale dlatego, że ktoś już podzielił moje życie, moje decyzje i mój majątek… beze mnie.

— Kto mu coś takiego powiedział? — zapytałam w końcu.

Screen IStockphoto

— Nie wiem — wzruszyła ramionami mama. — Ale mówił to z takim przekonaniem, jakby było już postanowione.

Tego dnia długo nie mogłam zasnąć. W głowie krążyły mi myśli, których nigdy wcześniej nie dopuszczałam. Przecież zawsze starałam się być sprawiedliwa. Zawsze powtarzałam, że dzieci są dla mnie równie ważne. Że nie dzielę ich na lepsze i gorsze.

A jednak najwyraźniej ktoś poczuł się uprzywilejowany.

Syn od lat był bliżej. Częściej dzwonił, częściej przychodził. Pomagał przy drobnych sprawach, przywoził zakupy, czasem coś naprawił.

Córka miała swoje życie, swoją rodzinę, swoje problemy. Wiedziałam, że nie zawsze może być obok, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by ją za to karać.

Następnego dnia zadzwoniłam do syna.

— Musimy porozmawiać — powiedziałam krótko.

— Oczywiście, mamo — odpowiedział spokojnie. — Co się stało?

Spotkaliśmy się u mnie. Usiadł przy stole tak, jak zawsze, pewny siebie, swobodny. Jak ktoś, kto czuje się u siebie.

— Powiedz mi jedno — zaczęłam bez ogródek. — Dlaczego mówisz ludziom, że zostawię ci mieszkanie?

Spojrzał na mnie zaskoczony, ale tylko przez chwilę.

— Bo tak logicznie by było — odpowiedział. — Przecież ja się tobą zajmuję. Pomagam. Jestem na miejscu.

— A twoja siostra?

— Ona ma swoje życie — machnął ręką. — Rzadko tu bywa. Poza tym… ona sobie poradzi. Ja bardziej na to zasługuję.

To słowo uderzyło mnie najmocniej. Zasługuję.

— Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? — zapytałam cicho.

— Mamo, nie przesadzaj — westchnął. — Każdy by tak zrobił na twoim miejscu.

Nie, nie każdy.

Po tej rozmowie poczułam ogromny smutek. Nie złość. Nie gniew. Smutek, że moje dziecko postawiło się w roli sędziego. Że uznało
miłość za walutę, a pomoc za kartę przetargową.

Kilka dni później zadzwoniła córka. Zwyczajnie, żeby zapytać, jak się czuję.

— Mamo, wszystko w porządku?

— Tak… — zawahałam się. — A powiedz mi, czy kiedykolwiek pomyślałaś, że ja mogłabym kogoś faworyzować?

Zamilkła.

— Nie — odpowiedziała po chwili. — Zawsze wierzyłam, że jesteś sprawiedliwa. Nawet jeśli nie zawsze mogę być obok.

I wtedy zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam, pozwalając, by cisza między nami urosła do takich rozmiarów.

Dziś wiem jedno: mieszkanie to tylko ściany. Prawdziwy problem jest gdzie indziej. W oczekiwaniach, które rodzą się po cichu. W przekonaniu, że miłość rodzica można przeliczyć na metry kwadratowe.

Jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji. I nikt poza mną jej nie podejmie. Ale wiem, że nie pozwolę, by jedno z moich dzieci poczuło się mniej ważne tylko dlatego, że ktoś głośniej upomniał się o swoje.

Bo dzieci nie „zasługują” na miłość rodzica. One ją po prostu mają. A przynajmniej powinny.

Przez pierwsze lata moja teściowa uważała mnie za leniwą wieśniaczkę, która po prostu znalazła sobie wygodną partię, a teraz, kiedy potrzebuje opieki, żadne z jej dzieci nie chce się tym zająć i tylko „leniwa wieśniaczka” jest przy niej każdego dnia

Teściowa zaprosiła nas na swoje urodziny, a także byłą żonę mojego męża. Podczas uczty powiedziała, że żałuje, iż jej syn rozwiódł się z Julią: „Na tej uroczystości jestem zbędna”

Całe życie spędziłam bez ojca, ponieważ miał on inną rodzinę, a teraz, kiedy dorosłam, przypomniał sobie o córce: „To mama mnie odrzuciła, nie znasz całej prawdy”