Screen IStockphoto
W pewnym momencie przerwała mi spokojnym tonem:
— Musisz wiedzieć, że nie planuję przepisywać mieszkania na ciebie.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
— Dlaczego w ogóle o tym mówisz? — zapytałam.
Westchnęła i odpowiedziała tak, jakby mówiła o czymś zupełnie oczywistym:
— Bo poznałam kogoś. Będziemy tu razem mieszkać.
Przez chwilę myślałam, że żartuje. Mama miała 67 lat, od lat była sama po śmierci taty, a ja byłam przyzwyczajona do myśli, że to my
dwie jesteśmy dla siebie rodziną.
— Kogo poznałaś? — zapytałam w końcu.
Podała imię, zupełnie mi obce, i dodała szybko:
— Jest ode mnie młodszy, ale to nie ma znaczenia.
Już wtedy poczułam niepokój, którego nie potrafiłam nazwać. Kilka dni później przyszłam do mamy bez zapowiedzi. Drzwi otworzył mi obcy mężczyzna. Uśmiechnął się zbyt swobodnie i powiedział:
— Mama zaraz wyjdzie z kuchni.
Słowo „mama” zabrzmiało tak, jakby należało do niego od lat. Weszłam do środka i od razu zobaczyłam jego kurtkę na wieszaku, jego
buty pod szafką, jego kubek na stole. Mieszkanie, które znałam całe życie, nagle wyglądało inaczej.
Mama była wyraźnie szczęśliwa.
— Widzisz, mówiłam, że wpadniesz — powiedziała z uśmiechem.
On zaproponował herbatę. Odmówiłam, bo miałam ściśnięte gardło. Kiedy zostaliśmy same, zapytałam wprost:
— Mamo, kim on właściwie jest?
— Jest dobrym człowiekiem — odpowiedziała bez wahania. — Dba o mnie, jest czuły.
— A czym się zajmuje? — dopytałam.
Na chwilę spuściła wzrok.
— Na razie nie pracuje. Ale to przejściowe.
Z czasem zaczęłam przychodzić częściej i widziałam coraz więcej. Mama płaciła za wszystko. Robiła zakupy, opłacała rachunki,
tłumaczyła go przed sąsiadkami.
— On teraz szuka siebie — mówiła.
Kiedy zapytałam, czy się nie boi, odpowiedziała z irytacją:
— Boję się tylko samotności.
Pewnego dnia powiedziała mi wprost:
— Nie licz na to mieszkanie. Zostanie dla nas.
Zabolało mnie to bardziej, niż chciałam przyznać. Nie chodziło o pieniądze. Chodziło o poczucie bezpieczeństwa, o świadomość, że
zawsze mam dokąd wrócić.
Spróbowałam porozmawiać spokojnie.
— Martwię się, bo on jest młodszy o piętnaście lat — powiedziałam.
— Miłość nie zna wieku — ucięła.
— A jeśli on jest z tobą tylko dla wygody? — zapytałam cicho.
Wtedy podniosła głos:
— Czy ty naprawdę uważasz, że nikt nie mógłby mnie pokochać tak po prostu?
To nie było to, co chciałam powiedzieć. Chciałam ją chronić, nie ranić. Z czasem zauważyłam, że on coraz bardziej się rozgaszcza.
Przestawia meble, decyduje, co mama ma ugotować, komentuje jej wydatki.
— On chce dobrze — powtarzała.
Ostatnio powiedziała mi coś, co długo nie dawało mi spokoju:
— Jeśli mi nie ufasz, to znaczy, że nigdy mnie nie znałaś.
Wróciłam wtedy do domu i płakałam. Bo nagle poczułam się obca we własnej rodzinie. Widzę kobietę, która po latach samotności chce być
kochana. Widzę też ryzyko, którego ona nie chce dostrzec.
I wciąż zadaję sobie jedno pytanie: gdzie kończy się troska, a zaczyna egoizm? Czy mam prawo ratować ją przed możliwym błędem, czy
powinnam pozwolić jej żyć tak, jak chce — nawet jeśli zapłaci za to bardzo wysoką cenę?
Znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji. Z moją przyjaciółką znamy się od wielu lat i…
Słowa, które usłyszałam od męża, brzmiały tak, jakby wręczył mi instrukcję do wykonania. Chodziło o…
Z mężem byliśmy małżeństwem przez ponad 30 lat. Zakochałam się w nim jeszcze wtedy, gdy…
Pewnego razu myślałam, że poznałam „tę właściwą” osobę w rodzinie męża — jego siostrę. Na…
Po raz pierwszy i ostatni zabrałam teściową ze sobą na działkę. Do tej pory unikałam…
Przez dziesięć lat opiekowałam się moim wujkiem. Nie dlatego, że musiałam — dlatego, że chciałam.…