Myślałam, że mogę liczyć na moje córki, które będą mnie wspierać na starość. Ale teraz muszę nosić na swoich barkach także ich mężów.
Mój mąż odszedł bardzo wcześnie. Ola miała 7 lat, a Sofia 5. Dobrze, że mieliśmy duży dom i krowę, dzięki której przeżyliśmy.
Często sprzedawałam mleko i ser sąsiadom lub zawoziłam je na targ do miasta.
Pensja pielęgniarki ledwo wystarczała na życie i czasami musieliśmy pożyczać pieniądze od krewnych, aby kupić ubrania dla naszych dzieci lub zapłacić za ich czesne.
Ola marzyła o studiach w stolicy. Zdajesz sobie sprawę, ile potrzeba pieniędzy: opłaty za studia, akademik, kieszonkowe. Dobrze, że raz w tygodniu mogłam zawieźć jej zakupy autobusem.
Ale po czwartym roku Ola wróciła do wioski. I to nie sama, ale z chłopakiem o imieniu Dawid.
Wiedziałam, że spotykają się od dłuższego czasu i planują ślub. Ale zamiast poprosić o błogosławieństwo, usłyszałam od córki, co następuje: „Mamo, zamieszkamy z tobą na rok. W tym czasie będziemy miały czas, by zaoszczędzić na dom”.
Więc się zgodziłam. Tym bardziej nie zaszkodzi pomoc mężczyzny w gospodarstwie domowym. Ale Dawid okazał się leniem: siedział cały dzień przy komputerze, bo pracował zdalnie.
Nie mógł nawet pościelić łóżka ani umyć filiżanki, a nawet pomoc w ogrodzie warzywnym nie wchodziła w rachubę. We wsi zaczęli się ze mnie śmiać, bo zięć był w domu i wszystkie prace domowe znowu spadły na mnie.
Sofia też nie dogadywała się z Dawidem: „Trzeba było wyrzucić śmieci, twoja kolej!”. A on oczywiście odparł, że nie ma prawa na niego krzyczeć.
Dziewczyny zaczęły się kłócić. Sofia włączyła głośną muzykę, a Ola zakręciła ciepłą wodę w łazience. Wszystkie media i zakupy spożywcze były na mnie. A spróbuj nakarmić takie głodne gęby!
Dawid i Ola zadomowili się całkiem dobrze. Minął rok, ale nikt nie mówił o pieniądzach czy kupnie domu: „Mamo, dlaczego mamy się przeprowadzać?
Tu jest nam dobrze. I nie chcę zostawiać cię samej” – usprawiedliwiała się Ola, gdy przypominałam jej o obietnicach.
Wtedy Sofia postanowiła pójść w ślady siostry. Wyszła ze swoim sąsiadem Peterem i nagle ogłosiła, że jest w ciąży. Co robić w takiej sytuacji?
Pobrali się i chcieli zamieszkać razem. I znów pojawiła się kwestia mieszkania: „Mamo, Piotr ma mało miejsca w domu. Czy możemy się do ciebie wprowadzić?”
Cóż, nie mam nic przeciwko, ale jedyny wolny pokój to moja sypialnia, będą musieli spać w kuchni.
Ale córce nie spodobała się ta propozycja: „Dlaczego my? Możesz przenieść swoje rzeczy do letniej kuchni. A nam będzie dobrze w twojej sypialni, jest tam wystarczająco dużo miejsca na łóżeczko”.
Wtedy moja cierpliwość się skończyła. Mam prawie 50 lat i nie sądziłam, że dzieci potrafią tak odwdzięczyć się za dobroć.
Powiedziałam Sofii, żeby robili, co chcą, ale ja nigdzie się nie ruszam. I wtedy zainterweniowała Ola: „Tak, tak, nie ma tu dla ciebie miejsca. Przenieś się do domu Piotra!”
Powiedziałam Oli, że jej to też dotyczy. Od dwóch lat słyszę puste obietnice mieszkania. Mają tydzień na znalezienie własnego lokum.
Chcę wreszcie odpocząć na starość, a nie cię karmić!
Dzieci bardzo się na mnie denerwują. Ola i Dawid jeszcze tego samego wieczoru spakowali swoje rzeczy i wyjechali, a Sofia mieszka teraz z teściami.
Ale nikt nie chce ze mną rozmawiać. Nawet kiedy widzę Sofię w wiosce, wyzywająco przechodzi na drugą stronę drogi i nie wita się. To tyle, jeśli chodzi o sąsiedzkie plotki. Moja córka też nastawiła teściową przeciwko mnie!
Czy to moja wina? Sąsiedzi i krewni potępiają mnie, mówiąc, że wypędziłam dzieci z domu. Ale kto mnie słuchał? Mam dość ściągania na siebie dwóch rodzin.
I szczerze mówiąc, nie żałuję swojej decyzji. Nadszedł czas, aby żyć dla siebie. Dziewczynki są dorosłe i powinny nauczyć się dbać o siebie!