Lisa weszła do kuchni z tajemniczym uśmiechem i spojrzała wilgotnym wzrokiem na zmęczonego Michała, który opierał się o ścianę.
Michał był zdystansowany, wpatrywał się ponuro w to samo miejsce i zapomniał nawet o swojej herbacie, która już dawno wystygła. Telewizor przed nim huczał, ale było jasne, że Michał nie słuchał.
Lisa powiedziała, że dzwoniła jej matka. Michał nie spieszył się z odebraniem, chciał opóźnić moment, w którym Lisa znów zacznie opowiadać mu, czego potrzebuje od nich teściowa. Nie spodziewał się niczego dobrego po tej rozmowie.
Lisa wyjawiła zaintrygowana, że jej matka zaproponowała, że odbierze dzieci do jutra wieczorem.
Michał otworzył usta, aby narzekać, że został całkowicie wydymany, ale wtedy dotarło do niego znaczenie tego, co powiedziała Lisa. Moja teściowa chce zabrać dzieci na cały dzień!

Przytłoczony, Michał wstał od stołu i popędził do kuchni, pocałował Lisę, która akurat tam była, i roześmiał się. Jego nastrój natychmiast podskoczył ponad „wspaniały” znak, a nawet z przyjemnością pocałowałby swoją teściową, gdyby tu była.
Michał już robił konstruktywne zamieszanie, wyskakując z kuchni, mówiąc, dlaczego zwlekają, muszą przygotować dzieci, zanim zmieni zdanie. Uśmiechnięta Lisa podążyła za mężem.
Dzieci zostały zebrane w rekordowym czasie. Gdyby istniały jakieś standardy szybkości odbierania dzieci, Michał i Lisa dostaliby piątkę z plusem.
Pozostałe pół godziny upłynęło na długim oczekiwaniu. Dzieci próbowały biegać po mieszkaniu, ale Michał i Lisa natychmiast powstrzymywali ich próby ucieczki.
W końcu domofon ożył, a zainspirowani rodzice, zbierając swoje dzieci i torby, pospieszyli na dół. Po przekazaniu swojego ciężaru z rąk do rąk dziadkom, Lisa i Michał pognali do domu, obawiając się, że rodzice zmienią zdanie, przestraszą się szczęścia, które na nich spadło i przyprowadzą wnuki z powrotem.
Kiedy drzwi wejściowe do mieszkania zamknęły się za Michałem i Lisą, odetchnęli z ulgą. Kochały swoje dzieci, ale czasem chciały je kochać z odległości kilku kilometrów. I wreszcie mieli okazję.
Przez następne dziesięć minut Michał i Lisa po prostu siedzieli na kanapie i cieszyli się niezwykłą ciszą. Kiedy ma się dwójkę małych dzieci, o ciszy można tylko pomarzyć, a tu nagle cisza.
Uczucie wolności, które nagle ogarnęło Michała i Lisę, było niezwykłe i zapomnieli, kiedy ostatni raz byli sami w domu. I zapomnieli, co zrobić z tą wolnością. Lisa nieśmiało zasugerowała, żeby obejrzeli jakiś film.
Michał mrugnął do żony i zaproponował, żeby zrobili coś ciekawszego. Lisa zarumieniła się jak uczennica, zachichotała i skinęła głową.
Za zgodą wszystkich stron zdecydowano się na romantyczny wieczór, nie na chybcika, ale porządnie, z muzyką, świecami i innymi atrybutami.
Lisa zamówiła bułki, Michał poszukał odpowiedniej muzyki i wszyscy byli na pokładzie. Wieczór zapowiadał się pełen wrażeń.
Bułki były pyszne, muzyka zabawna, a świece migotały tajemniczo. Lisa pochyliła się do ucha Michała i szepnęła, że ma w szafie bardzo interesujący zestaw bielizny, który oszczędzała właśnie na taką okazję, a także chce szampana.
Michał był tak zainspirowany kontynuacją wieczoru, że nawet jego lenistwo zeszło na dalszy plan. Jego żona zniknęła w łazience z tajemniczym uśmiechem, a Michał, pełen najgorętszego oczekiwania, rzucił się na poszukiwanie szampana.
Ale wtedy jego szczęście się skończyło. Najbliższy sklep, który miał przyzwoitego szampana, miał przerwę w dostawie prądu, więc był tymczasowo zamknięty. Michał musiał jechać na wesołej kozie do innego sklepu, który był dość daleko.
Michał był oburzony, bo bardzo chciał być w domu, gdzie czeka na niego tajemnicza żona, powstają nowe budynki i nie ma infrastruktury! Musiał przejechać prawie całą dzielnicę, aby zdobyć najbardziej podstawowe artykuły pierwszej potrzeby.
W odległym sklepie Michałowi udało się znaleźć szampana, którego szukał. Myśląc o tym, Michał wziął kolejną puszkę bitej śmietany, kto wie, jak potoczy się wieczór.
Michał wrócił w świetnym nastroju, który poprawiał się w miarę zbliżania się do domu. Jego wyobraźnia rysowała bardzo przyjemne obrazy.
Michał wszedł do domu, muzyka wciąż grała, a w powietrzu unosił się zapach perfum, który sprawił, że szybciej zdjął buty.
Michał wszedł do sypialni, bawiąc się puszką bitej śmietany i od razu jego wzrok przyciągnęła postać żony, która leżała na łóżku w bardzo pięknym koronkowym komplecie.
Miała lekki makijaż na twarzy, jej włosy były rozczochrane w szczególny sposób, a czarna koronka wyglądała tak korzystnie na jej białej skórze.
Ale ten obraz był nieco zepsuty przez fakt, że Lisa spała. Przytulnie skulona i cicho chrapiąca, Lisa była w
królestwie Morfeusza. Michał rozejrzał się w zamyśleniu po pokoju, zdmuchnął świece i położył się obok żony.
Pomyślał, że poleży dziesięć minut, złapie oddech, a potem obudzi Lisę. Taki wieczór nie powinien być zmarnowany.
Dziesięć minut później jedynym dźwiękiem dochodzącym z sypialni Michała i Lisy było jej lekkie chrapanie i jego sporadyczne pochrapywanie. Nikt nie zakłócał ich snu aż do rana.