Kiedy zrozumiałam, że mój 45-letni mąż nie przestał być maminsynkiem, a wręcz przeciwnie, zaczął jej we wszystkim słuchać. A mnie chce od niego odsunąć, że się rozstaliśmy

Przez długi czas wmawiałam sobie, że przesadzam. Że to tylko etap. Że każda rodzina ma swoje dziwactwa, a relacja mojego męża z jego mamą po prostu jest „bliska”.

Przecież nie miałam dwudziestu lat, tylko czterdzieści dwa, kiedy wychodziłam za mąż. On miał czterdzieści pięć.

Myślałam, że w tym wieku mężczyzna wie już, kim jest i gdzie jest jego miejsce. Jak bardzo się myliłam.

Na początku było wręcz uroczo.

— Mama zawsze robiła najlepszy rosół — mówił z uśmiechem.

Screen IStockphoto

— Mama zna się na ludziach.

— Mama by tak nie zrobiła.

Słuchałam tego z lekkim rozbawieniem. Każdy ma wspomnienia z dzieciństwa, każdy idealizuje rodziców. Nie widziałam w tym zagrożenia.

Dopiero później zrozumiałam, że w naszym małżeństwie nigdy nie byłam na pierwszym miejscu. Nawet na drugim. Czasem miałam wrażenie, że jestem dodatkiem do ich duetu.

Zaczęło się niepostrzeżenie. Jego mama dzwoniła coraz częściej. Nie w sprawach ważnych, nie pilnych.

— A co dziś jedliście?

— A dlaczego ona tak się ubiera?

— A ty jesteś pewien, że ona cię rozumie?

Początkowo mówił mi o tym mimochodem.

— Mama się martwi.

— Mama chce dobrze.

— Mama mówi, że powinnaś więcej odpoczywać… w domu.

Zaczęłam czuć, że coś jest nie tak, kiedy nasze rozmowy coraz częściej kończyły się jednym zdaniem:

— Mama uważa inaczej.

Jakby jej zdanie miało większą wagę niż moje. Jakby to ona była jego partnerką, a ja tylko kimś, kto chwilowo zajmuje miejsce obok.

Pamiętam dokładnie dzień, w którym coś we mnie pękło. Siedzieliśmy w kuchni, między zlewem a lodówką, dokładnie tam, gdzie rozgrywają
się najważniejsze rozmowy.

Powiedziałam spokojnie, że chciałabym pojechać na weekend tylko we dwoje. Bez planów, bez telefonów, bez
wizyt. Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem.

— Mama mówi, że to egoizm.

— Słucham?

— No bo ona jest sama. A ty chcesz mnie zabrać.

„Zabrać”. Jakbym była złodziejką. Jakbym kradła jej coś, co należało do niej.

Z czasem zauważyłam, że decyzje, które kiedyś podejmowaliśmy razem, zaczęły zapadać… gdzie indziej.

— Mama radzi, żebyśmy tak nie robili.

— Mama uważa, że to nie jest dobry moment.

— Mama powiedziała, że lepiej, żebym sam pojechał.

A ja? Ja miałam się dostosować. Być cicha, wyrozumiała, dorosła.

— Przecież wiesz, jaka ona jest — mówił, gdy próbowałam rozmawiać.

— Przesadzasz.

— Robisz problem z niczego.

Najbardziej bolało mnie to, że zaczął mnie od niej oddzielać. Coraz częściej słyszałam:

— Mama nie musi o tym wiedzieć.

— Lepiej, żebyś tam nie przychodziła.

— Ona cię źle odbiera.
Jakby to była moja wina. Jakby to ja nie pasowałam do ich świata.

Pewnego dnia usłyszałam rozmowę, której nie powinnam była słyszeć. Stałam w przedpokoju, on był w pokoju obok, rozmawiał przez telefon.

— Tak, mamo… ona znowu coś wymyśla… nie, nie martw się, nie pozwolę jej mnie odsunąć… wiem, że tylko ty mnie naprawdę rozumiesz.

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Nie krzyczałam. Nie weszłam do pokoju. Po prostu usiadłam na brzegu łóżka i zrozumiałam,
że w tym małżeństwie jestem sama.

Kiedy spróbowałam ostatni raz postawić granice, spojrzał na mnie chłodno.

— Mama mówi, że zmieniasz mnie na gorsze.

— A ty co myślisz? — zapytałam.

Milczał.

To milczenie powiedziało mi wszystko.

Nie było wielkiej awantury. Nie było dramatycznych scen. Było jedno zdanie, wypowiedziane cicho, ale pewnie:

— Nie chcę być trzecią osobą w twoim życiu.

Spojrzał na mnie, jakby nie rozumiał.

— Przesadzasz.

— Nie. Ja wreszcie widzę jasno.

Rozstaliśmy się spokojnie, niemal chłodno. On wrócił do mamy. Dosłownie.

— Tam jest mój dom — powiedział.

Zostałam sama, ale po raz pierwszy od dawna poczułam ulgę. Ciszę. Przestrzeń. Brak telefonów z pytaniami, brak cudzych opinii o moim
życiu.

Dziś wiem jedno: maminsynek nie przestaje nim być z wiekiem. Czasem wręcz przeciwnie — im starszy, tym mocniej trzyma się spódnicy,
która daje mu poczucie bezpieczeństwa.

A ja?

Ja nie chciałam konkurować z jego matką.

Chciałam być żoną. Partnerką. Kobietą.

I dopiero kiedy odeszłam, zrozumiałam, że to była jedyna słuszna decyzja.

Przypadkowo zauważyłam, że moi starsi sąsiedzi są zawsze sami i zaproponowałam im pomoc. Teraz nie wiem, jak przestać to robić, bo mam swoje życie

Wszyscy traktują mnie jak coś oczywistego: syn i mąż uważają mnie za służącą, synowa za darmową nianię. Kiedy poznałam Marcina, zrozumiałam, że jestem przede wszystkim kobietą

Na Nowy Rok przyjaciele zaprosili nas na wspólną imprezę, a kiedy już zbieraliśmy się do wyjścia, do drzwi zapukała teściowa. Okazało się, że mąż zdecydował, że ona też pójdzie z nami: „Ona jest sama, co ma robić, a my z przyjaciółmi”