Kiedy zdecydowałam się rozstać z mężem, jego matka powiedziała, że zasługuje on na lepszą kobietę: „Gdyby nie ty, już dawno żyłby lepiej”

Największy cios zadała mi jego matka. Kobieta, której przez tyle lat przynosiłam lekarstwa, gotowałam zupy, słuchałam jej bólu i radości.

Kobieta, którą zawsze nazywałam drugą mamą, chociaż własnych rodziców nie mam już od dawna.

Pamiętam ten dzień jak dziś. Siedziałyśmy w jej kuchni, a ja, ledwo powstrzymując łzy, powiedziałam cicho:

— Igor i ja postanowiliśmy się rozstać.

Długo milczała, wpatrując się w filiżankę herbaty, jakby studiowała wzory na liściach herbaty.

Screen freepik

A potem podniosła wzrok na mnie i wypowiedziała zdanie, które do dziś odbija się echem w mojej głowie:

„Gdyby nie ty, już dawno żyłby lepiej. Zasługiwał na lepszą kobietę”.

Każde słowo sprawiało, że zamierałam. Powiedziała to osoba, która kiedyś mnie obejmowała i nazywała córką.

Wtedy po raz pierwszy poczułam, że można stać się obcą osobą w jednej chwili, nawet po wielu latach spędzonych razem.

Z Igorem przeżyliśmy prawie dwadzieścia lat. Mieliśmy wszystko — kłótnie, pojednania, wspólne marzenia, rozczarowania.

Razem budowaliśmy dom, razem przeżywaliśmy bezsenne noce, kiedy rodziła się nasza córka, razem zbieraliśmy grosza do grosza, aby wysłać syna na uniwersytet. Zawsze wierzyłam, że rodzina to jednocześnie walka i wsparcie.

Coraz rzadziej na mnie patrzył, coraz więcej czasu spędzał poza domem. I zrozumiałam: tak dalej nie może być.

Kiedy zdecydowałam się powiedzieć o rozwodzie, myślałam, że będzie to trudne dla niego, dla nas, dla dzieci. Ale nie wyobrażałam sobie, że teściowa tak zareaguje.

Jej słowa wbiły mi się w pamięć jak trucizna. „Zasługuje na coś lepszego…” — jakby wszystkie moje lata spędzone z nim były niczym, jakbym nie zasługiwała nawet na wdzięczność za oddanie, cierpliwość i miłość, którą żyła nasza rodzina.

Nie wytrzymałam wtedy i odpowiedziałam:

— Naprawdę tak pani myśli? Że wszystko, co zrobiłam dla niego i dla pani, jest nic nie warte?

Wzruszyła ramionami i powiedziała niemal szeptem, ale każde słowo było jak cios:

— Zawsze wiedziałam, że nie jesteś dla niego.

Wyszłam z jej domu jak obca. Chociaż to ja woziłam ją do lekarzy, kiedy źle się czuła. To ja trzymałam ją za rękę na pogrzebie jej męża.

To ja byłam przy niej, kiedy jej własne dzieci odwracały się od niej, bo miały swoje sprawy. A teraz okazało się, że to ja jestem „nie ta”.

Wiesz, co jest najdziwniejsze? Bardziej bolały mnie jej słowa niż słowa męża. On przynajmniej milczał, unikał mnie, ale nie mówił, że jestem zbędna w jego życiu. A ona… Ona zerwała nić, która mnie jeszcze trzymała.

Tej nocy długo płakałam. Myślałam, może naprawdę jestem winna, może naprawdę nie jestem taka. Ale potem spojrzałam na dzieci. Na córkę, która dzwoniła do mnie co wieczór i pytała: „Mamo, jak się masz?”

Na syna, który przyjeżdżał ze studenckiego akademika z torbą jabłek, aby mnie wesprzeć. I zrozumiałam: gdybym była „nie taka”, moje dzieci nie byłyby tak dobre i pogodne.

Czas mija. Jestem już oficjalnie rozwiedziona. Mieszkam sama, na nowo układam swoje życie. Nie jest mi łatwo, ale po raz pierwszy od wielu lat mam swobodny oddech.

Pozwalam sobie marzyć, kupować sobie kwiaty, czytać książki nocami, a nie czekać, aż mąż wróci do domu.

A słowa teściowej? Nadal bolą. Ale nauczyłam się patrzeć na nie inaczej. Powiedziała to, co myślała. A ja doszłam do wniosku: nie warto oczekiwać wdzięczności od tych, którzy nie są w stanie jej okazać.

I co najważniejsze — opinia innych nie określa mojej wartości.

Bo jestem kobietą, która przetrwała. Bo jestem mamą, która wychowała wspaniałe dzieci.

Bo jestem osobą, która miała odwagę odejść, gdy miłość zniknęła. I teraz wiem: lepsza kobieta dla niego – być może. Ale lepsza ode mnie dla samej siebie – na pewno nie ma.

Mój mąż często wyjeżdżał w podróże służbowe i nie widziałam go tygodniami. Kiedy rozpakowywałam jego rzeczy, znalazłam notatkę: „Dziękuję za wspaniały wypoczynek, kochanie”

Kiedy przyjechałam do córki z wizytą, nie sądziłam, że za moimi plecami będzie rozmawiać ze swoim mężem o tym, jak najszybciej wysłać mnie do domu spokojnej starości

Córka powiedziała mi, że w jej życiu nie ma miejsca dla mnie, teraz ma rodzinę. Rozumie teraz, że wychowałam ją nie tak jak trzeba