Ciekawostki

Kiedy teściowa dowiedziała się, że urodził nam się syn, nawet nie chciała odwiedzić dziecka. A kiedy jej córka urodziła dziewczynkę, przybiegła do niej i przyniosła mnóstwo rzeczy: „Mamy tradycję rodzenia dziewczynek”

Kiedy urodził się nasz syn, byłam przeszczęśliwa. Nosiłam go pod sercem przez dziewięć miesięcy, wyobrażałam sobie jego małe paluszki, pierwsze uśmiechy, zapach włosków po kąpieli.

Czekałam na ten dzień z niecierpliwością i wierzyłam, że w chwili, gdy pojawi się na świecie, cała rodzina będzie świętować cud narodzin.

Myślałam, że teściowa i wszyscy bliscy na pewno przyjadą, uścisną nas, pogratulują i będą się cieszyć razem z nami. Ale stało się inaczej.

W szpitalu rodziłam otrzymałam telefony od przyjaciółek, dalekich krewnych, nawet sąsiadka z domu znalazła chwilę, aby napisać mi:

„Gratuluję narodzin syna, niech rośnie zdrowy i szczęśliwy!” Tylko jedna osoba nie odpowiedziała – teściowa. Nie zadzwoniła, nie napisała, nawet nie zapytała, jak czujemy się z dzieckiem.

Na początku uspokajałam się, że może się denerwuje, nie wie, jak się właściwie wyrazić. A może chce przyjechać osobiście i zrobić niespodziankę. Ale dni mijały, a ona się nie pojawiała.

Kiedy wróciliśmy do domu, mój mąż sam do niej zadzwonił i powiedział: — Mamo, urodził nam się syn. Dlaczego nawet nie pogratulowałaś?

W słuchawce rozległa się chłodna odpowiedź: — Cieszę się z waszego szczęścia, ale w naszej rodzinie mamy tradycję. Cenimy dziewczynki. Kiedy urodzisz córkę, wtedy porozmawiamy.

Stałam obok i z szoku prawie upuściłam dziecko. Jak można tak mówić? To przecież wnuk! Małe, bezbronne stworzenie, część jej własnego syna. Ale ona jakby go odrzuciła, jakby był czymś nieistotnym.

Było mi przykro. Widziałam, jak mój mąż opuścił ramiona i zamilkł. Kochał swoją mamę, ale te słowa go zraniły. Wtedy zrozumiałam, że między nami a nią powstała ściana.

Minął rok. Nasz chłopiec biegał już po domu, śmiał się, wypowiadał swoje pierwsze słowa. I wtedy dowiedzieliśmy się, że siostra męża jest w ciąży.

Teściowa promieniała radością. Wszystkim opowiadała, że czeka na wnuczkę, że w ich rodzinie znów będzie „prawidłowe” dziecko, które będzie miało prawidłowy wygląd. Słuchałam i nie rozumiałam, co jej chodziło po głowie. Czyż istnieje nieprawidłowe dziecko?

Kiedy urodziła się siostrzenica, teściowa przybiegła do córki niemal pierwszego dnia. Przyniosła ogromne torby z ubraniami, zabawkami, kocykami, butelkami.

Sąsiedzi mówili, że chodziła prawie z megafonem — tak bardzo była dumna z pojawienia się „swojej księżniczki”.

A nasz syn? Siedział na kanapie i patrzył, jak babcia ściska jego kuzynkę, jak sypie słowami w stylu: „To jest szczęście, to jest prawdziwa duma!”

Był jeszcze za mały, żeby to zrozumieć, ale czułam, jak ściska mi się serce. Bałam się, że kiedyś dorośnie i zauważy tę różnicę. Że zrozumie: dla babci jest zbędny.

Pewnego razu nie wytrzymałam i zapytałam ją wprost: — Dlaczego tak postępujesz? Dlaczego jedno dziecko jest dla ciebie ważniejsze od drugiego?

Spojrzała na mnie i bez zastanowienia odpowiedziała: — U nas jest taka tradycja. Cieszymy się z dziewczynek, bo one kontynuują linię żeńską. To nasz talizman.

Nie kłóciłam się. Wiedziałam, że nie da się jej przekonać. Ale po tej rozmowie ostatecznie porzuciłam wszelkie nadzieje.

Straciła szansę, by zostać babcią mojego syna, straciła możliwość zobaczenia jego pierwszych kroków, usłyszenia jego śmiechu, potrzymania go za rękę.

Ja natomiast doszłam do wniosku, że nigdy nie będę dzielić dzieci według płci, charakteru czy zdolności. Każde dziecko jest darem. To miłość, która przychodzi do domu i nie ma znaczenia, czy to chłopiec, czy dziewczynka.

Teraz, kiedy patrzę na swojego syna, widzę w nim największe szczęście mojego życia. I wiem, że kiedyś wyrośnie na silnego, dobrego męża. I wtedy być może to właśnie on nauczy babcię, że miłość nie ma warunków i „tradycji”.

Kiedy wyjechałam do pracy za granicę, zostawiłam swój telewizor sąsiadce, a po powrocie poprosiłam ją o zwrot. Właśnie wtedy dowiedziałam się całej prawdy o sobie: „Myślisz tylko o sobie, nie zdążyłaś wrócić i już wszystko zabierasz”

Przez ponad rok nie mogłam pozbyć się lokatorów, aby mój syn mógł się tam wprowadzić, ponieważ mieli oni 60 lat i umiejętnie to wykorzystywali: „Jak możecie tak postępować ze starszymi ludźmi”

Rodzice mojego męża długo ukrywali jego zdrady, a teraz proszą mnie, żebym go nie opuszczała: ”Komu będziesz potrzebna z dwójką dzieci, poza naszym synem”

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Jadwiga Chojnacka zachwycała na scenie i ekranie. W życiu nie miała tylu przyjaciół i wsparcia, co na sceni

Na scenie była pewna siebie, wyrazista i zapamiętywana od pierwszego wejścia, a jej obecność przyciągała…

7 godzin ago

Jakie relacje łączyły kultową piosenkarkę Violettę Villas z rodzicami, a przede wszystkim z mamą. Na scenie często wykonywała piosenkę poświęconą mamie „Do ciebie mamo”

Na scenie potrafiła wzruszyć tysiące ludzi jednym zdaniem skierowanym do matki, a publiczność widziała łzy,…

10 godzin ago

Iwona Katarzyna Pawlak i Adam Marjański tworzyli wspaniałą parę na ekranie. Czy ta para była w związku również poza ekranem

Na ekranie wszystko wyglądało naturalnie, jakby nie było w tym żadnej gry. Spojrzenia, tempo dialogów,…

10 godzin ago

Co córka słynnego aktora opowiedziała o ostatnich latach życia Andrzeja Kopiczyńskiego. Jak to się stało, że artysta stracił cały majątek

Nie odchodził nagle ze sceny i nie było jednego momentu, w którym wszystko się skończyło,…

11 godzin ago