Zauważyłam to nie od razu. Na początku wydawało mi się, że to normalne, że dorosłe dziecko dzwoni do matki wtedy, kiedy jest mu ciężko.
Przecież od tego jesteśmy. Od wspierania, uspokajania, od bycia obok, gdy świat się chwieje. Ale z czasem zaczęłam widzieć w tym pewien schemat, który bolał coraz bardziej.
Telefon dzwonił zawsze wtedy, gdy w jej głosie słychać było napięcie. Gdy coś się wydarzyło.
Gdy pokłóciła się z mężem, gdy miała dość obowiązków, gdy czuła się niedoceniona albo skrzywdzona. Wtedy byłam potrzebna natychmiast.
— Mamo, muszę z kimś porozmawiać.

— Znowu się pokłóciliśmy.
— On mnie kompletnie nie rozumie.
Słuchałam. Zawsze słuchałam. Odkładałam swoje sprawy, wyciszałam telewizor, siadałam przy stole z herbatą, gotowa być jej podporą.
Doradzałam ostrożnie, żeby nie narzucać się zbyt mocno. Czasem tylko potakiwałam, bo wiedziałam, że nie zawsze chodzi o rozwiązanie, a raczej o ulgę.
— Dobrze, że do ciebie zadzwoniłam — mówiła na koniec.
— Przynajmniej ty jesteś po mojej stronie.
A potem… cisza.
Mijały dni, czasem tygodnie. Nie dzwoniła. Nie pisała. Gdy próbowałam się odezwać, rozmowa była krótka, zdawkowa.
— Wszystko okej? — pytałam.
— Tak, mamo, wszystko w porządku, nie martw się.
I już. Koniec rozmowy.
Na początku tłumaczyłam ją w myślach. Ma swoje życie, obowiązki, rodzinę. Nie może przecież ciągle dzwonić do matki.
Ale im dłużej to trwało, tym bardziej czułam, że coś jest nie tak. Jakby w jej świecie było miejsce dla mnie tylko wtedy, gdy coś się psuło.
Pamiętam dzień, w którym uderzyło mnie to najmocniej. Spotkałam znajomą, która zapytała mimochodem:
— A co u twojej córki? Jak sobie radzą?
Zawahałam się. Tak naprawdę nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że ostatnio się pokłócili… bo o tym mi opowiadała. Ale o tym, co jest
dobre, radosne, zwyczajne — nie wiedziałam nic.
Zrozumiałam, że znam jej problemy lepiej niż jej szczęście.
Kiedyś spróbowałam powiedzieć jej o tym delikatnie.
— Wiesz, czasem mam wrażenie, że dzwonisz do mnie tylko wtedy, gdy jest źle.
— Mamo, przecież to normalne. Gdyby było źle, to bym się odezwała.
Zabolało bardziej, niż chciałam przyznać. Bo właśnie o to chodziło. Gdy jest dobrze, mnie nie ma. Jakbym nie była częścią jej
codzienności, tylko numerem alarmowym.
Zaczęłam się zastanawiać, gdzie popełniłam błąd. Czy za bardzo byłam dostępna? Czy nauczyłam ją, że zawsze będę na zawołanie, bez względu na to, jak bardzo mnie to kosztuje?
Przypomniałam sobie wszystkie noce, kiedy martwiłam się o nią, chociaż ona już spała spokojnie. Wszystkie rozmowy, po których długo nie mogłam zasnąć, analizując każde jej słowo.
A ona następnego dnia potrafiła zapomnieć, że wczoraj płakała do słuchawki.
Najtrudniejsze były momenty, gdy sama potrzebowałam wsparcia. Gdy miałam gorszy dzień, gdy bolało mnie serce albo zwyczajnie chciałam usłyszeć jej głos.
— Mamo, teraz nie mogę rozmawiać. Oddzwonię.
Często nie oddzwaniała.
I wtedy po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, której wcześniej się wstydziłam: że jestem dla niej kołem ratunkowym, a nie po
prostu mamą.
Kimś, kto ma być zawsze gotowy, zawsze silny, zawsze dostępny. Ale już niekoniecznie kimś, o kogo trzeba zapytać: „A jak ty się czujesz?”
Nie chciałam robić scen. Nie chciałam wyrzutów. Wiedziałam, że jeśli powiem to zbyt ostro, uzna mnie za przewrażliwioną. A jednak w środku coś we mnie pękało.
Pewnego dnia, gdy znów zadzwoniła zapłakana, wysłuchałam jej jak zawsze. A kiedy skończyła mówić, zapadła cisza.
— Mamo? Jesteś?
— Jestem — odpowiedziałam. — Tylko wiesz… ja też czasem chciałabym usłyszeć od ciebie coś więcej niż tylko o problemach.
Nie odpowiedziała od razu.
— Nie wiedziałam, że cię to rani — powiedziała w końcu ciszej.
Nie wiem, czy coś się zmieni. Może zacznie dzwonić częściej. A może znów wszystko wróci do starego schematu. Ale ja już wiem jedno: bycie matką nie powinno oznaczać bycia tylko ratunkiem na czarną godzinę.
Chciałabym być dla niej kimś więcej. Kimś obecnym nie tylko w kryzysie, ale i w zwyczajnym, spokojnym życiu. Bo mama to nie tylko
koło ratunkowe. To ktoś, kto też potrzebuje ciepła, uwagi i pamięci — nawet wtedy, gdy wszystko jest w porządku.