Mieszkaliśmy przez prawie trzy lata i nie wahałam się przed złożeniem pozwu o rozwód. Jednak nikt wokół mnie nie rozumie tej decyzji.
Moi rodzice, przyjaciele i wszyscy krewni dzwonią do mnie prawie codziennie i próbują przekonać mnie do zmiany zdania, mówiąc, że nie warto niszczyć rodziny, powinniśmy dać mężowi drugą szansę.
Kiedy miałam 20 lat, wyszłam za Michała. Wydawało się, że jest moim przeznaczeniem. Po ślubie natychmiast zajęłam się pracami domowymi, kupując wszystko, czego potrzebowałam, aby było przytulnie.
W rzeczywistości zamieniłam się w prawdziwego Kopciuszka, ponieważ chciałam mu pokazać, jaką jestem dobrą gospodynią. Ale jego to nie obchodziło. Nawet nie podziękował mi za pyszną kolację, a w weekendy imprezował z przyjaciółmi.
Nie wiedziałam, co robić. Miałam tylko trzech przyjaciół, ale spotykaliśmy się bardzo rzadko. Myślałam, że mama mnie wesprze.
Ale z jakiegoś powodu stanęła po stronie Michała: „Mężczyzna ma prawo do odpoczynku, zostaw go w spokoju!” moja mama robiła mi wyrzuty przez telefon.
Jedyną osobą, która mnie uspokoiła, była moja sąsiadka, z którą zaprzyjaźniłam się po ślubie: „Może się zmieni? Zrozumie, że się mylił i cię przeprosi. Po prostu daj mu czas”.
Wygląda na to, że Michał już mnie nie kocha i po prostu nie jest mną zainteresowany. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz wybraliśmy się na spacer do parku lub obejrzeliśmy razem film.
Po pracy wolał gry komputerowe lub konsole. Któregoś dnia postanowiłam z nim spokojnie porozmawiać, ale zarzucił mi: „Już mieszkamy razem, czego chcesz więcej? To, że jesteśmy parą, nie oznacza, że muszę spędzać z tobą cały wolny czas!”.
Myślałam, że narodziny mojego syna odmienią Michała i przynajmniej zacznie pomagać przy dziecku.
Ale on nawet nie przyszedł do szpitala na wypis. Byli tylko moi rodzice, teściowie i przyjaciele.
„Teraz świętuje, bo urodził się spadkobierca rodziny. Wkrótce przyjdzie, nie martw się” – powiedziała wesoło moja teściowa.
Ale ani wieczorem, ani następnego dnia, ani tydzień później Michał się nie pojawił. Zaczęłam się martwić i obdzwaniać wszystkie szpitale, myśląc, że stało mu się coś poważnego.
Wieczorem napisała do mnie nieznajoma dziewczyna. Powiedziała, że jej siostra potajemnie spotyka się z moim mężem.
Chciałam ją zablokować, myśląc, że to bezczelne kłamstwo, ale wysłała mi kilka zdjęć. Widać było na nich mojego Orestesa przytulającego i całującego piękną, smukłą blondynkę.
Natychmiast wezwałam złotą rączkę, żeby wymieniła zamki w drzwiach. Moi rodzice kupili to mieszkanie, więc jestem właścicielką. Spakowałam wszystkie rzeczy Michała do walizki.
Rano obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. To był Michał, ledwo trzymający się na nogach. Nie otworzyłam drzwi. Udawałam, że nikogo nie ma w domu. Długo krzyczał i walił, ale w końcu wyszedł. Dobrze, że mój syn się nie obudził.
Godzinę później przyjechała moja teściowa: „Co tu się dzieje? Dlaczego nie wpuścisz męża do domu?”.
Po cichu pokazałam jej wszystkie zdjęcia i filmy. Widziałam jej zakłopotanie: „To tylko photoshop. Mój Michał taki nie jest. Naprawdę wierzysz dziewczynie, której nie znasz?” – próbowała usprawiedliwić teściową.
Powiedziałam, że wierzę i oto dowód, więc jutro składam pozew o rozwód. W odpowiedzi teściowa powiedziała: „Słuchaj, nie rób czegoś tak głupiego. Zrujnujesz rodzinę. A kto by cię chciał z dzieckiem na ręku? Michał się zmieni, będzie tylko z tobą, daj mu drugą szansę. Wszyscy popełniamy błędy.”
Teściowa długo próbowała mnie przekonać, ale byłam niezrażona. Wyszła z głośnym trzaśnięciem drzwiami. Potem zaczęłam odbierać telefony od mamy, koleżanek, znajomych Michała, wszyscy prosili, żebym zapomniała o tym, co zrobił.
Zablokowałam ich numery. Złożyłam już pozew o rozwód. Wszyscy mówią, że to ja zrujnowałam rodzinę. Ale czy to była moja wina?
Walduś ze „Świata według Kiepskich” po 26 latach od zakończenia serialu nie wygląda już tak samo
Trzy znaki zodiaku, które wzbogacą się w kwietniu. Niektóre z nich zostaną milionerami