Screen freepik
Dawno jej nie widziałam, a dzieci zawsze cieszyły się na jej wizyty. Właśnie piekłam ciasto, kiedy usłyszałam, jak przekręca się zamek.
Weszła szybko, trochę zdyszana, z tym swoim twardszym spojrzeniem, które pamiętałam z dzieciństwa — takim, które mówiło, że jeśli coś postanowiła, to tak ma być.
Wytarłam ręce w ściereczkę i już chciałam ją przytulić, ale mama tylko skinęła głową i nawet nie spojrzała na dzieci, które wybiegły do przedpokoju.
— To co — powiedziała od progu, nawet nie zdejmując butów — prawda, że twój tata przepisał na ciebie mieszkanie?
Zamrugałam. Nie sądziłam, że tata jej cokolwiek mówił. Od dawna są rozwiedzeni, żyją własnym życiem, widują się tylko na rodzinnych uroczystościach i to bez zbędnych rozmów.
Ale tak, przepisał. Wreszcie zrobił krok w moją stronę po tych wszystkich latach, kiedy był raz obecny, raz gdzieś znikał. Przytaknęłam.
— Tak, przepisał. Dla dzieci, żeby miały coś swojego. A co?
Mama zdjęła płaszcz i położyła go na krześle w taki sposób, jakby przyszła na ważne negocjacje.
— „A co?” — powtórzyła z wyrzutem. — A to, że twój brat nie ma gdzie mieszkać. I choć nie jest ci rodzeństwem z krwi, powinnaś pomyśleć także o nim.
Zamarłam z półmiskiem ciasta w dłoniach. Z boku mogło wyglądać, że po prostu nie wiem, gdzie go postawić. W rzeczywistości nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Mój brat… Naprawdę nie jest mi biologicznie bliski. To syn mamy z drugiego małżeństwa. Prawie się nie kontaktujemy.
Przez całe życie nie zadzwonił do mnie ani razu ot tak, bez powodu. Byłam dla niego jak mebel — jest i tyle. A teraz, gdy potrzebuje dachu nad głową, mama przychodzi do mnie z żądaniem.
— Mamo — powiedziałam powoli — dlaczego uważasz, że mam oddawać część mieszkania? Ono jest dla moich dzieci. Dla naszej rodziny.
Skrzyżowała ręce na piersiach i westchnęła teatralnie, tak jak zawsze, gdy chciała kogoś przekonać do swoich racji.
— Bo jesteś starsza! Bo zawsze miałaś więcej! Bo tobie ojciec dał mieszkanie, a jemu nic! I w ogóle — machnęła ręką — nie przyszłam tu się kłócić. Przyjechałam z nadzieją, że jako dobra córka zrozumiesz.
Poczułam, jak coś gorzkiego i ciężkiego rozlewa się po mnie od środka. Jakby powietrze w mieszkaniu zmieniło się w gęstszą, duszną masę. Dzieci siedziały cicho przy drzwiach, bo nawet one zrozumiały, że mama przyszła nie z wizytą, tylko z oczekiwaniem.
— Mamo — powtórzyłam — nie przyjechałaś do wnuków. Przyjechałaś po mieszkanie.
Machnęła ręką.
— Daj spokój! Czy tak trudno pomyśleć też o bracie? Przecież to twoja rodzina.
Westchnęłam głęboko. „Rodzina”, pomyślałam. Ile razy marzyłam o tej rodzinie jako dziecko, kiedy mama zajmowała się swoimi nowymi
związkami, a ja sama odrabiałam lekcje?
Ile razy błagałam ją o rozmowę, a czułam się tylko dodatkiem? Teraz, gdy sama zbudowałam spokojny dom, mama nagle przypomniała sobie to słowo.
— Jest dorosły — powiedziałam. — I ma ciebie. A to mieszkanie jest dla moich dzieci. Nie będziemy go dzielić.
Mama gwałtownie wstała.
— Tak? — jej głos stał się twardszy. — Czyli nie zamierzasz pomóc?
— W takiej sprawie — nie.
Szarpała płaszcz tak mocno, że z kieszeni wypadła chusteczka. Nie podniosła jej. Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym urazy, rozczarowania i czegoś jeszcze — jakiegoś oczekiwania na miłość, której nigdy mi nie dawała.
— Pamiętaj — powiedziała chłodno — że życie jest długie. A dzieci patrzą, jak zachowują się ich rodzice. Nie zapominaj o tym.
I wyszła. Tak samo szybko, jak weszła.
Gdy drzwi się zamknęły, ogarnęła mnie cisza. Taka, że aż dzwoniło w uszach. Usiadłam na krześle i w końcu odetchnęłam.
Mąż podszedł, położył mi rękę na ramieniu i poczułam, że w tym domu jest moja prawdziwa rodzina. Ta, która nie żąda, nie manipuluje, nie oczekuje poświęceń. Ta, którą buduje się miłością.
Dzieci podeszły bliżej.
— Mamo — zapytała starsza — babcia jest zła?
Pogłaskałam ją po głowie.
— Babcia… jest zagubiona. Ale to nie twoja wina. I nie oddamy nikomu naszego domu. Dobrze?
Skinęła głową.
A ja w tej chwili zrozumiałam: czasem obrona swojego domu nie dotyczy ścian. Chodzi o granice, które stawiasz, by twoje dzieci rosły
w miłości, a nie w długach i oczekiwaniach, które ktoś próbuje na ciebie nałożyć.
Nigdy nie lubiłam rodzinnych spotkań u teściowej. Zawsze było to połączenie obowiązku, niezręczności i cichej…
Poprosiłem żonę tylko o jedno. Jedno, wydawałoby się, zupełnie zwyczajne zadanie. — Odbierz moją mamę…
O mieszkaniu po babci dowiedziałam się nagle. Bez zapowiedzi, bez wielkich słów. Zadzwonił notariusz, potem…
Odliczałam dni do porodu. Pierwsze dziecko. Pierwsza taka radość, ale też strach, którego nie da…
Moja mama zawsze wiedziała lepiej. Lepiej, co powinnam założyć. Lepiej, z kim się spotykać. Lepiej,…
Matka mojego męża uważała, że skoro zostałam jej synową, automatycznie stałam się jej pomocą domową.…