Kiedy dowiedziałem się, że moja żona ma romans ze swoim szefem, początkowo nie uwierzyłem. Prawda okazała się taka, że wszyscy od dawna o tym wiedzieli

Kiedy dowiedziałem się, że moja żona ma romans ze swoim szefem, początkowo nie uwierzyłem. Wydawało mi się to czymś z tanich seriali, a nie moim życiem.

Żyliśmy razem ponad dziesięć lat, wychowaliśmy dziecko, przeszliśmy przez trudności finansowe i zbudowaliśmy dom, w którym, jak mi się wydawało, miał być przytulnie.

Zawsze uważałem, że jesteśmy zespołem. Dlatego kiedy sąsiad zasugerował mi „Coś dziwnego nie zauważyłeś u Anny?”, tylko się uśmiechnąłem.

W mojej głowie nie było nawet cienia wątpliwości, że coś takiego ma miejsce. Kiedy żartobliwie powiedziałem „Czyżbyś zakochała się w swoim telefonie właśnie?”, tylko wzruszyła ramionami i odwróciła się.

W tym momencie po raz pierwszy w mojej duszy zrodził się niepokój.

Screen freepik

Ale pewnego wieczoru, kiedy stała na balkonie i szeptała, usłyszałem jego imię. Szef.

Człowiek, o którym wielokrotnie opowiadała jako o surowym, ale sprawiedliwym przełożonym. Zamarłem. Coś we mnie pękło.

„Anna, co się dzieje? Dlaczego rozmawiasz z nim tak, jakby to nie były sprawy służbowe?” – zapytałem później, kiedy zostaliśmy sami.

Ona zirytowana machnęła ręką: „Nie wymyślaj bzdur. To ci się wydawało”.

I znów uwierzyłem. Bo chciałem wierzyć. Ale prawda, jak zawsze, ma to do siebie, że wychodzi na jaw.

Kilka tygodni później znajomy, który pracował w tej samej firmie, spojrzał na mnie ze współczuciem:

„Wiesz o tym, prawda? To trwa już od dawna. Całe biuro już o tym wie”.

To było jak cios. Okazało się, że wszyscy wiedzieli, oprócz mnie. Sąsiedzi zauważali, koledzy żony szepczeli, nawet jej przyjaciółka kiedyś coś zasugerowała, ale ja uparcie nie chciałem tego dostrzec.

W jednej chwili zrozumiałem, że żyłem w iluzji, którą sam sobie stworzyłem.

Tej nocy długo siedziałem w kuchni. W głowie rozbrzmiewały jej słowa: „Nie wymyślaj bzdur…”. Ale czy to były bzdury? Czy moje serce mogło wymyślić ten ból, którego doświadczyłem?

Rano spokojnie powiedziałem: „Wiem wszystko. Nie ma sensu dalej kłamać”. Milczała. Potem zaczęła płakać. Przyznała, że wszystko zaczęło się „nieoczekiwanie”, że „zagubiła się”. Słuchałem i czułem, jak rozpada się to, co budowaliśmy przez lata.

Nie robiłem scen. Nie krzyczałem. Tylko zapytałem: „Po co to wszystko? Czy nie mogliśmy tego rozwiązać między sobą? — co wiedziałaś przecież, że prawda zawsze wychodzi na jaw”.

Najbardziej boli nie sama zdrada, ale to, że wszyscy wokół o niej wiedzieli, a ja pozostawałem w ciemności. Bo wierzyłem. Bo ufałem. Bo nie mogłem sobie wyobrazić, że najbliższa osoba może tak mnie oszukać.

Długo spotykałam się z Alanem, mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu. A kiedy dowiedział się, że wkrótce będę miała własne mieszkanie, zaproponował mi małżeństwo

Ojciec opuścił rodzinę, kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Teraz, kiedy jest stary, chce, żebym zaopiekował się nim: „Jestem twoim ojcem, więc musisz mi pomóc”

Wraz z mężem przyjechaliśmy do mieszkania, a tam mieszkali lokatorzy, których wprowadzili poprzedni właściciele: „Przecież i tak jeszcze się nie wyprowadzacie”