Jan Nowicki miał wiele romansów z kobietami i z żadną z nich nie planował się ożenić. Dopiero w wieku 70 lat aktor postanowił założyć rodzinę z Małgorzatą Potocką i uznał swoją córkę Sajanę

Są mężczyźni, o których mówi się: nie należą do nikogo. Pojawiają się w życiu innych ludzi, zostawiają po sobie ślad — i odchodzą dalej, jakby wciąż szukali czegoś więcej, niż może dać jedna historia.

Przez długie lata właśnie taki był Jan Nowicki — aktor o głębokim głosie, ironicznym spojrzeniu i sercu, które zdawało się nie uznawać granic.

Jego życie nie było ciche. Przypominało film — pełen nagłych zwrotów, namiętności, strat i nieustannej ucieczki od czegoś… albo ku czemuś.

Urodził się w 1939 roku w Kowalu, w Polsce — w czasie, gdy świat dopiero uczył się żyć po katastrofie.

Jego dzieciństwo nie należało do łatwych, ale to właśnie wtedy ukształtowała się w nim ta wewnętrzna siła, którą później było czuć w każdej jego roli.

Studiował w szkole teatralnej w Krakowie i bardzo szybko zrozumiał: scena to nie tylko zawód, to sposób rozmowy ze światem.

Jego aktorstwo było wyjątkowe — powściągliwe, a jednocześnie napięte, jakby w środku zawsze coś się gotowało. Nie grał — on przeżywał. Widzowie to czuli. I właśnie dlatego go kochali.

Ale poza sceną toczyło się inne życie — nie mniej intensywne.

Kobiety były ważną częścią jego historii. Nie ukrywał tego. Wręcz przeciwnie — mówił o tym otwarcie, czasem z lekkim uśmiechem, jakby przyjmował swoją naturę, ale nie próbował jej usprawiedliwiać.

„Nigdy nie byłem stworzony do jednego życia z jedną kobietą” — mówił. „Zawsze szedłem dalej, nawet jeśli wiedziałem, że tym kogoś ranię”.

Jego romanse były głośne, emocjonalne, czasem bolesne. Zakochiwał się — szczerze, mocno, ale na krótko. Każda kobieta, która pojawiała się w jego życiu, próbowała go zatrzymać. Ale Jan się nie zatrzymywał.

W jego życiu były ważne relacje z kobietami ze świata sztuki i nie tylko, lecz żaden z tych związków nie wytrzymywał długo jego charakteru — wolnego, nieprzewidywalnego, trochę buntowniczego.

Przez długi czas wydawało się, że tak już zostanie — samotny z wyboru, wierny swojej wolności bardziej niż komukolwiek innemu.
Ale życie potrafi zmienić się tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy.

Kiedy miał już ponad siedemdziesiąt lat, spotkał kobietę, która nie próbowała go zmieniać — Małgorzatę Potocką. Była równie silna, niezależna, z własnym doświadczeniem i własnym spojrzeniem na życie.

Być może właśnie dlatego między nimi nie było walki — była cisza, w której dwoje dorosłych ludzi pozwoliło sobie po prostu być razem, bez złudzeń.

„Ja już niczego nie muszę udowadniać” — przyznawał w późniejszych wywiadach. „Po prostu dobrze mi, kiedy ktoś jest obok”.

Ich relacja nie przypominała klasycznej bajki. Była prawdziwa — ze wszystkimi trudnościami, różnicami charakterów i ciężarem przeszłości. I właśnie w tym tkwiła jej siła.

Kolejnym ważnym momentem w jego życiu była córka Sajana.

Przez długi czas temat ojcostwa pozostawał dla niego trudny, jakby odsunięty na bok. Z biegiem lat jednak przyjął ją do swojego życia, uznał ją, dał jej swoje nazwisko.

Nie było w tym wielkich gestów — raczej ciche pojednanie z samym sobą. „Za późno? Być może” — mówił. „Ale lepiej późno niż wcale”.

Te słowa nie brzmiały jak usprawiedliwienie — raczej jak szczere wyznanie człowieka, który przeżył długie życie i nauczył się patrzeć na nie bez upiększeń.

Jego ostatnie lata były inne. Spokojniejsze, bardziej skupione. Nie gonił już za rolami, nie szukał nowych historii w kolejnych kobietach. Jakby po raz pierwszy pozwolił sobie się zatrzymać.

I być może właśnie wtedy stał się naprawdę spełniony. Bo jego historia nie jest opowieścią o idealnym mężczyźnie.

To historia człowieka, który popełniał błędy, kochał, uciekał, wracał i wciąż szukał siebie. Człowieka, który długo bał się bliskości — ale w końcu pozwolił jej wejść do swojego życia.

Dziś, kiedy wspomina się Jana Nowickiego, mówi się nie tylko o jego rolach. Mówi się o jego charakterze. O jego szczerości. O jego sprzecznościach.

I chyba właśnie to czyni go prawdziwym. Bo czasem najciekawsze historie to nie te idealne — lecz te najbardziej ludzkie.

Michał Juszczakiewicz jako prowadzący „Od przedszkola do Opola» był ulubieńcem najmłodszych telewidzów. Co wiadomo o jego życiu prywatnym

Ryszard Kotys miał dwie żony i uchodził za romantyka. Aktor miał dwóch synów z różnych związków

Małgorzata Szumowska i Mateusz Kościukiewicz, pomimo różnicy wieku, udowodnili, że miłość nie zna granic. Para wspólnie wychowuje córkę i syna reżyserki