Gdy mąż wrócił do domu, zauważyłam ślad szminki na jego koszuli. Tego wieczoru dowiedziałam się, do kogo należał

Mąż wrócił do domu późno. Siedziałam w kuchni, kręcąc w dłoniach filiżanką zimnej herbaty, jakby próbując odczytać w jej dnie odpowiedzi na wszystkie moje pytania.

Kiedy wszedł, od razu zauważyłam, że na jego białej koszuli miał wyraźny ślad szminki.

Nie był to blady, przypadkowy ślad, ale intensywnie czerwony odcisk, jakby ktoś zostawił go specjalnie, żebym go zobaczyła.

„Co to jest?” – zapytałam cicho, niemal szeptem, ale w moim głosie nie było ani odrobiny czułości.

— Gdzie? — spojrzał na siebie, udając zdziwienie, ale ja wiedziałam — zrozumiał wszystko od pierwszej sekundy.

— Tutaj — wskazałam palcem plamę.

Zaczął coś mamrotać, mówił o kolegach, o przypadku, o tym, że prawdopodobnie ktoś na imprezie firmowej podczas powitania przypadkowo…

Ale patrzyłam mu w oczy i widziałam w nich nerwowe drżenie. Znałam te oczy od ponad piętnastu lat, a teraz bezczelnie mnie okłamywały.

Przez cały wieczór chodził po domu, starając się zachować spokój, a ja czekałam. Czekałam, aż sam powie prawdę. Ale nie powiedział.

Wtedy postanowiłam dowiedzieć się wszystkiego sama.

Następnego dnia zadzwoniłam do jego najlepszego przyjaciela Alana. Udawałam, że chcę tylko dowiedzieć się, o której zakończyło się ich spotkanie. Zdezorientował się, zawahał się, a potem powiedział:

— Marto, on nie był z nami…

Wystarczyło mi to zdanie. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Wieczorem, kiedy mąż poszedł pod prysznic, zadzwonił jego telefon.

Imię na ekranie sprawiło, że zamarłam — to była Joanna, nasza sąsiadka z trzech domów dalej.

Ta sama, która zawsze lubiła chwalić mojego męża, a nawet kiedyś żartobliwie powiedziała: „Jeśli ty go nie chronisz — ja go zabiorę”.

Podniosłam słuchawkę i odpowiedziałam:

— Halo.

Na drugim końcu — cisza, a potem znajomy, nieco szyderczy głos:

— Jesteś już w domu? Wczoraj było… cudownie.

Nie musiałam słyszeć nic więcej. W piersi ścisnęło mnie tak, że ledwo mogłam oddychać. Cały świat wokół mnie rozpadł się na drobne kawałki, które raniły mnie z każdym oddechem.

Tego wieczoru nie robiłam scen. Po prostu patrzyłam na męża, kiedy wychodził z łazienki, i widziałam przed sobą obcą osobę. Chciał coś powiedzieć, ale podniosłam rękę:

— Nie trzeba. Wiem wszystko.

A on spuścił wzrok. To było jedyne uczciwe działanie tego dnia.

Nawet nie myślałam, że zakocham się w wieku 60 lat. Dzieci mnie nie rozumieją i mówią, żebym lepiej zajmowała się wnukami

Wraz z bratem zdecydowaliśmy, że ojcu będzie lepiej w domu spokojnej starości, ale moja ciotka uważa, że powinniśmy go zabrać do siebie: „Przecież nie macie nikogo oprócz niego”

Przypadkowo usłyszałam rozmowę bliskiej przyjaciółki z moim mężem i zrozumiałam, gdzie spędzał wieczory: „Przyjadę do ciebie wieczorem, po pracy”