Wydawało mi się, że jesteśmy prawdziwym zespołem. Mówił, że mam być jego wsparciem, jego oparciem, jego przyszłością. A ja wierzyłam.
Wiedziałam, że Alan nie pochodzi z bogatej rodziny, ale nigdy mnie to nie przeszkadzało.
Zawsze uważałam, że najważniejsza jest miłość, zrozumienie i to, że jesteśmy razem. Ale wszystko się zmieniło, kiedy dowiedziałam się, że wkrótce będę miała własne mieszkanie.
„Wyobrażasz sobie — powiedziałam mu pewnego wieczoru — ciocia postanowiła podarować mam swoje mieszkanie. Jest stare, ale moje. Nie będę już biegać od właściciela do właściciela, nie będę się martwić, że jutro podniosą czynsz”. A potem, niespodziewanie, powiedział:
„Jeśli będziemy mieli własne mieszkanie, może nadszedł czas, żeby się pobrać?” Zamarłam.
Jesteśmy razem od tylu lat, a on ani razu nie wspomniał o ślubie. A teraz, kiedy wspomniałam o mieszkaniu, nagle zaczął mówić o małżeństwie. Poczułam, jak serce mi się ścisnęło.
„Dlaczego teraz?” – zapytałam nieśmiało.
„Bo nadszedł czas. Jesteśmy razem już tak długo. To logiczny krok” – odpowiedział, unikając mojego spojrzenia.
Już wtedy zrozumiałam: on nie myśli o mnie, nie myśli o naszej przyszłości. On myśli o ścianach, o metrach kwadratowych, o dachu nad głową.
I ta myśl przyprawiła mnie o dreszcze, bo mam wrażenie, że on myśli przede wszystkim o ścianach, o metrach kwadratowych i o dachu nad głową.
Zaczęliśmy przygotowywać się do ślubu. Przynajmniej tak się wydawało. Ale im dalej, tym bardziej widziałam, że Alan nie patrzy na mnie, mam, jak na kobietę, którą kocha, ale jak na klucz do „lepszego życia”.
Jego przyjaciele żartowali: „No cóż, Alan, teraz będziesz żył jak król”. A on tylko się śmiał i nie zaprzeczał.
Czasami łapałam się na myśli, że w jego słowach coraz rzadziej pojawiało się „my”, a częściej „ja”.
„W końcu będę miał stabilność”, „nie będę płacił obcym”, „zrobię remont”. A gdzie ja? Gdzie moje marzenia, moje pragnienia?
Pewnego wieczoru odważyłam się zapytać wprost:— Alan, powiedz szczerze, chcesz poślubić mnie — co mieszkanie?
— Nie rozumiesz? To szansa dla nas obojga. Bez mieszkania nie da się założyć rodziny. Teraz będziemy mieli fundament.
Ojciec opuścił rodzinę, kiedy byłem jeszcze bardzo mały. Teraz, kiedy jest stary, chce, żeby zaopiekował…
Długo odkładaliśmy pieniądze, odmawialiśmy sobie wypoczynku, pracowaliśmy na dwa etaty, ale nie przestawaliśmy marzyć o…
Kiedy wraz z mężem kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie na kredyt, mam wrażenie, że to najszczęśliwszy moment…
Wszystko, co mamy, to nasz przytulny kącik, gdzie każda rzecz jest na swoim miejscu, a…
Brat zawsze słuchał mamy, zgadzał się z jej opinią i nigdy nie sprzeciwiał się. Ja…
Oboje zawsze marzyliśmy o spokojnej i ciepłej uroczystości dla najbliższych: rodziny, przyjaciół i być może…