Screen IStockphoto
Mieszkanie po mnie miało dostać to dziecko, które „najbardziej sobie radzi”. Tak sobie to tłumaczyłam. Dziś to właśnie to słowo wraca do mnie nocami i nie daje spać.
Mam dwoje dzieci. Córkę i syna. Oboje dorosłych, oboje z własnym życiem. Przez lata powtarzałam, że kocham ich tak samo. I wierzyłam w to. Do momentu, w którym trzeba było podjąć decyzję.
Córka zawsze była poukładana. Dobra praca, stabilny związek, ambitna.
— Mamo, poradzę sobie — mówiła często. — Nie martw się o mnie.
Syn był inny. Wrażliwszy, bardziej impulsywny. Czasem gubił się po drodze, czasem wybierał nie te zakręty. Ale miał żonę, rodzinę, plany. Wydawało mi się, że to wystarczy.
Kiedy notariusz zapytał:
— Komu chce pani zapisać mieszkanie?
Odpowiedziałam bez wahania:
— Córce.
Wyszłam z kancelarii z poczuciem ulgi. Jakby coś było już załatwione, uporządkowane. Nie powiedziałam wtedy nic dzieciom. Uznałam, że jeszcze przyjdzie czas.
Nie minęły dwa lata, a wszystko się rozsypało.
Syn zadzwonił wieczorem. Głos miał obcy, napięty.
— Mamo, rozwodzimy się — powiedział krótko.
— Jak to? — zapytałam, choć wiedziałam, że czasem takie rzeczy się dzieją.
— Nie wyszło. Muszę się wyprowadzić.
Poczułam ukłucie niepokoju.
— A gdzie będziesz mieszkał?
— Na razie u kolegi. Potem coś znajdę.
„Potem” ciągnęło się tygodniami. A ja coraz częściej myślałam o tym, co zrobiłam.
Córka w tym czasie kupiła dom. Duży, nowoczesny, z ogrodem.
— Mamo, zobacz, mamy już wszystko — powiedziała z dumą, oprowadzając mnie po pokojach. — Twoje mieszkanie? Nawet nie wiem, co byśmy z
nim zrobili. Może wynajmiemy.
Zrobiło mi się zimno.
Kilka dni później zaprosiłam syna na obiad.
— Jak sobie radzisz? — zapytałam, nalewając zupę.
— Jakoś — wzruszył ramionami. — Najgorzej, że nie mam swojego miejsca.
Zawahałam się.
— Wiesz… — zaczęłam ostrożnie. — Myślałeś kiedyś o tym, żeby…
Nie dokończyłam. Spojrzał na mnie uważnie.
— O mieszkaniu? — zapytał spokojnie. — Tak. Myślałem. Ale już wiem, że nie mam o czym.
— Co masz na myśli?
— Siostra powiedziała mi, że zapisałaś jej wszystko.
Serce mi zamarło.
— To nie tak, jak myślisz — zaczęłam się tłumaczyć, choć sama nie wiedziałam jak.
— A jak? — zapytał. — Bo ja myślę, że uznałaś, że ja sobie nie zasługuję.
— To nieprawda! — podniosłam głos. — Po prostu… wtedy wydawało mi się, że tak będzie najlepiej.
Uśmiechnął się smutno.
— Zawsze wydawało ci się, że ona sobie poradzi. A ja jakoś dam radę. Tylko wiesz… czasem nie daję.
Po tym spotkaniu przestał dzwonić. Nie odbierał telefonów. Na wiadomości odpowiadał zdawkowo albo wcale.
— Może potrzebuje czasu — mówiła córka. — Nie rób z tego tragedii.
Ale ja już ją czułam.
Pewnego dnia pojechałam do niego bez zapowiedzi. Drzwi otworzył po długiej chwili.
— Mamo?
— Chciałam cię zobaczyć — powiedziałam cicho.
Wpuścił mnie do środka. Małe mieszkanie, wynajmowany pokój, obce ściany.
— Nie przyszłam się tłumaczyć — zaczęłam. — Przyszłam powiedzieć, że żałuję.
Spojrzał na mnie, ale nic nie odpowiedział.
— Myślałam, że robię dobrze — mówiłam dalej. — Że wybieram sprawiedliwie. A tak naprawdę wybrałam łatwiej.
— Wiesz, co jest najgorsze? — zapytał w końcu. — Nie to mieszkanie. Tylko to, że poczułem się gorszy. Jakbym był planem awaryjnym.
Nie umiałam odpowiedzieć.
— Chciałabym to cofnąć — powiedziałam w końcu.
— Nie wszystko da się cofnąć — odparł spokojnie.
Dziś żyję z poczuciem winy, które noszę jak ciężki płaszcz. Córka ma dom, bezpieczeństwo, przyszłość. Syn zaczyna od zera. A ja
zostałam pomiędzy, z decyzją, którą podjęłam zbyt szybko.
Czasem myślę, że największym błędem nie było to, komu zostawiłam mieszkanie. Tylko to, że nie zapytałam siebie, czy równość to zawsze
sprawiedliwość.
Nie wiem, czy syn mi wybaczy. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś usiądziemy przy jednym stole bez tego cienia między nami.
Ale wiem jedno: decyzje podjęte „bez zastanowienia” potrafią kosztować więcej, niż nam się wydaje. Zwłaszcza gdy dotyczą dzieci.
Nigdy nie lubiłam rodzinnych spotkań u teściowej. Zawsze było to połączenie obowiązku, niezręczności i cichej…
Poprosiłem żonę tylko o jedno. Jedno, wydawałoby się, zupełnie zwyczajne zadanie. — Odbierz moją mamę…
O mieszkaniu po babci dowiedziałam się nagle. Bez zapowiedzi, bez wielkich słów. Zadzwonił notariusz, potem…
Odliczałam dni do porodu. Pierwsze dziecko. Pierwsza taka radość, ale też strach, którego nie da…
Moja mama zawsze wiedziała lepiej. Lepiej, co powinnam założyć. Lepiej, z kim się spotykać. Lepiej,…
Matka mojego męża uważała, że skoro zostałam jej synową, automatycznie stałam się jej pomocą domową.…