Screen IStockphoto
Przez wiele lat byłam sama. Po rozwodzie skupiłam się wyłącznie na córce, na jej wychowaniu, na pomocy przy dziecku, na byciu zawsze pod ręką.
Rezygnowałam z wyjazdów, spotkań, planów. Powtarzałam sobie, że przyjdzie jeszcze czas na mnie, chociaż w głębi duszy nie bardzo w to wierzyłam.
Kiedy poznałam Marka, nie planowałam niczego poważnego. Był spokojny, uważny, nie próbował mnie zmieniać ani pouczać. Po prostu był.
Po raz pierwszy od dawna ktoś zapytał mnie, czego ja chcę, a nie czego ode mnie oczekują inni. Bałam się tej relacji, zwłaszcza reakcji córki, dlatego długo jej nie mówiłam.
— Mamo, przecież ty nikogo nie potrzebujesz — powtarzała przez lata. — Masz mnie i wnuczkę.
I to była prawda. Miałam je. Ale nie miałam siebie.
Kiedy w końcu powiedziałam jej, że spotykam się z kimś od kilku miesięcy, zamilkła.
— Czyli jednak znalazłaś sobie kogoś zamiast nas — powiedziała chłodno.
— Nie zamiast — odpowiedziałam. — Obok.
Na początku udawała, że wszystko jest w porządku. Uśmiechała się, pytała grzecznie, kim jest Marek, czym się zajmuje. Ale z czasem zaczęły się drobne uwagi, takie, które trudno uchwycić, a jeszcze trudniej odeprzeć.
— Znowu do niego jedziesz?
— A wnuczka pytała, kiedy babcia przyjdzie.
Pierwsze wspólne wakacje były krótkie, kilka dni nad jeziorem. Czułam się winna, chociaż nie wiedziałam dokładnie dlaczego. Kiedy
wróciłam, córka była chłodna.
— Fajnie, że masz czas na wyjazdy — rzuciła. — My jakoś sobie radzimy.
Drugie wakacje były już dłuższe. Marek zaproponował zagraniczny wyjazd, pierwszy taki w moim życiu. Wahałam się długo. Zadzwoniłam do
córki, zapytałam, czy wszystko w porządku, czy nie potrzebuje pomocy.
— Rób, jak chcesz — odpowiedziała. — Widzę, że i tak już podjęłaś decyzję.
Po powrocie zaprosiła mnie na rozmowę. Usiadłyśmy przy stole, tym samym, przy którym kiedyś pomagałam jej odrabiać lekcje.
— Wiesz, co mnie najbardziej boli? — zaczęła. — Że teraz jesteśmy dla ciebie na drugim miejscu.
Zamarłam.
— Jak możesz tak mówić? — zapytałam. — Zawsze byłam przy tobie.
— Byłaś — przerwała mi. — A teraz masz nową miłość. Z nim byłaś już dwa razy w tym roku na wakacjach. Z nami nigdy tak nie jeździłaś.
— Bo wtedy byłam sama i nie miałam odwagi — powiedziałam cicho. — A teraz po prostu żyję.
— Żyjesz dla siebie — odpowiedziała ostro. — A my zeszliśmy na dalszy plan.
Te słowa bolały bardziej, niż chciałam przyznać. Bo nagle całe moje poświęcenie, wszystkie lata, w których odkładałam siebie na później, przestały mieć znaczenie. Jakby liczyło się tylko to, że w końcu odważyłam się być szczęśliwa.
— Czy naprawdę uważasz, że nie mam prawa do własnego życia? — zapytałam.
— Masz — odpowiedziała po chwili. — Ale nie kosztem nas.
Wróciłam do domu z poczuciem winy, które ścisnęło mi gardło. Przez kilka dni nie dzwoniłam, nie pisałam. Zastanawiałam się, gdzie
popełniłam błąd.
Czy kochając nowego męża, rzeczywiście przestałam być dobrą matką i babcią? Czy kobieta w moim wieku powinna już tylko czekać na wizyty dzieci i nie oczekiwać niczego więcej?
Marek patrzył na mnie uważnie.
— Nie możesz całe życie przepraszać za to, że jesteś szczęśliwa — powiedział. — Miłość się nie dzieli, ona się mnoży.
Chciałabym, żeby moja córka to zrozumiała. Chciałabym, żeby zobaczyła we mnie nie tylko matkę i babcię, ale też kobietę, która po
wielu latach samotności w końcu odważyła się wybrać siebie. Nie zamiast rodziny. Obok niej.
Bo miłość do dziecka nie znika wtedy, gdy w sercu pojawia się jeszcze jedna.
Słowa, które usłyszałam od męża, brzmiały tak, jakby wręczył mi instrukcję do wykonania. Chodziło o…
Z mężem byliśmy małżeństwem przez ponad 30 lat. Zakochałam się w nim jeszcze wtedy, gdy…
Pewnego razu myślałam, że poznałam „tę właściwą” osobę w rodzinie męża — jego siostrę. Na…
Po raz pierwszy i ostatni zabrałam teściową ze sobą na działkę. Do tej pory unikałam…
Przez dziesięć lat opiekowałam się moim wujkiem. Nie dlatego, że musiałam — dlatego, że chciałam.…
Jeszcze zanim powiedzieliśmy sobie „tak”, wiedziałam, że jeśli w naszym małżeństwie pojawi się trzeci głos,…