Ciekawostki

Całe życie pracowałam za granicą, aby wyremontować dom i kupić mieszkanie dla dzieci, a kiedy wróciłam, zrozumiałam, że mój mąż nie docenia mojej pracy. Może warto się z nim rozstać

Wyjeżdżałam z jedną walizką i poczuciem winy. Zostawiałam dom, męża, dzieci, święta bez mnie i urodziny przez telefon. Mówiłam sobie, że to na chwilę.

Że to dla dobra wszystkich. „Wytrzymam kilka lat” — powtarzałam, stojąc na obcym dworcu, wśród ludzi mówiących językiem, który długo był dla mnie obcy. Nie wyjechałam po marzenia. Wyjechałam po beton, dach, kafelki, meble i przyszłość dla dzieci.

Pracowałam ciężko. Czasem po dwanaście godzin dziennie. Sprzątałam cudze domy, opiekowałam się starszymi ludźmi, których historie znałam lepiej niż własne.

Liczyłam każdy zarobiony grosz. Kiedy wracałam do pokoju, w którym wynajmowałam łóżko, bolały mnie ręce, plecy i myśli. Ale kiedy zamykałam oczy, widziałam nasz dom po remoncie i mieszkanie dla dzieci. To dawało mi siłę.

Mąż mówił przez telefon: „Dobrze, że jesteś, jakoś dajemy radę”. Dzieci mówiły: „Mamo, kiedy wrócisz?”. A ja odpowiadałam: „Już niedługo”. To „niedługo” trwało kilkanaście lat.

Pieniądze wysyłałam regularnie. Na remont, na materiały, na ekipę. Na mieszkanie, które miało być dla dzieci, żeby miały lepszy start, żeby nie musiały wyjeżdżać tak jak ja.

Każda złotówka była przemyślana, każda przepracowana godzina miała sens. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Kiedy w końcu wróciłam na stałe, byłam zmęczona, ale dumna. Dom był wyremontowany. Mieszkanie kupione. Dzieci dorosłe. Myślałam, że teraz wreszcie będzie czas na mnie. Na nas.

Pierwsze dni były dziwne. Mąż chodził po domu, jakby był gościem. Ja czułam się jak intruz we własnym życiu. „Tu się tak nie robi”,

„Po co to przestawiasz”, „Zawsze było inaczej” — słyszałam częściej, niż „dobrze, że jesteś”.

Któregoś dnia, przy kolacji, powiedziałam: „Wiesz, czasem myślę, że to wszystko było bardzo trudne”. Spojrzał na mnie bez większych emocji.

„No, ktoś musiał pracować” — odpowiedział. Jakby mówił o obowiązku, a nie o latach rozłąki. Jakby to była oczywistość, nie poświęcenie.

Zabolało bardziej, niż się spodziewałam.

Z czasem zaczęłam zauważać drobiazgi. Że kiedy mówię „ja zrobiłam”, on poprawia: „zrobiliśmy”. Że kiedy wspominam pracę za granicą, przewraca oczami. „Już wystarczy, przeszłość”. Tylko że dla mnie to nie była przeszłość. To było moje życie.

Pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy w kuchni, zapytałam wprost: „Czy ty w ogóle doceniasz to, co zrobiłam?”. Wzruszył ramionami.

„Przecież nikt ci nie kazał wyjeżdżać”. Te słowa spadły między nas jak zimna woda. Nikt nie kazał. Ale ktoś korzystał.

Zrozumiałam wtedy, że przez lata byłam potrzebna, ale niekoniecznie ważna. Że moja praca była wygodna, a moja nieobecność — akceptowalna. Teraz, kiedy wróciłam, zajmowałam miejsce, do którego wszyscy się przyzwyczaili, że jest puste.

Zaczęliśmy się oddalać. Rozmowy były krótkie. Pretensje ciche. Ja coraz częściej myślałam: „Czy to naprawdę jest to życie, na które pracowałam?” Dom był piękny. Mieszkanie dla dzieci dawało im bezpieczeństwo. Tylko ja czułam się w tym wszystkim jak dodatek.

Któregoś dnia powiedziałam: „Czuję się tu obco”. Odpowiedział: „Przesadzasz”. I wtedy dotarło do mnie, że on nawet nie próbuje mnie zrozumieć. Że dla niego wszystko jest na swoim miejscu. Tylko ja nie pasuję do tego obrazka.

Zaczęłam zadawać sobie pytania, których wcześniej się bałam. Czy warto dalej być z kimś, kto nie widzi mojego wysiłku? Czy dom bez wdzięczności to naprawdę dom? Czy miłość może istnieć bez szacunku?

Nie podjęłam jeszcze decyzji. Ale po raz pierwszy pomyślałam, że odejście nie zawsze jest porażką. Czasem jest jedynym sposobem, żeby uratować siebie. Pracowałam całe życie dla innych. Może teraz czas zapracować na spokój dla siebie.

Mój mąż odmawia pomocy w opłaceniu nauki syna z pierwszego małżeństwa i mówi: „To twoja sprawa i sprawa twojego byłego, ja mam swoje dzieci”

„Powinnaś siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, a nie jeździć co tydzień do mamy, albo idź do pracy, żeby nie zajmować się niczym”: powiedział mi mój mąż i pojechał z przyjaciółmi na ryby

Wybaczyłem mojemu ojcu, który opuścił nas z mamą 25 lat temu, ale mama nie. Teraz nie chce nawet ze mną rozmawiać

Roman Tkach

Życiorys: 2018 - 2021 - redaktor naczelny i dziennikarz portali Dzisiaj (do 2018) i Kraj (do 2021). 2022 i do chwili obecnej - redaktor portalu internetowego Koleżanka. Edukacja: Narodowy Uniwersytet Biozasobów i Zarządzania Przyrodą w Kijowie. Specjalność: Wydział Agrobiologii. Poziom wykształcenia: specjalista. Zainteresowania: wędkarstwo, sport, czytanie książek, podróże.

Recent Posts

Jarosław Kaczyński zniknął z przestrzeni medialnej. Rzecznik PiS odpowiedział na wszystkie pytania i rozwiał wątpliwości

Są momenty, które zatrzymują nawet tych, którzy przez całe życie byli w ruchu. Dla Jarosława…

5 dni ago

Jak dziś wygląda syn legendarnego Johna Lennona z The Beatles i Yoko Ono. Czym zajmuje się potomek słynnej pary

Urodził się w samym środku legendy. Gdy przyszedł na świat, jego ojciec był ikoną muzyki,…

6 dni ago

Mój mąż zawsze wybiera w naszych relacjach swoją mamę. Nie wiem, czy jestem gotowa żyć w takim formacie

Kiedy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że tworzę nową rodzinę. Że od tej chwili „my”…

6 dni ago

Michał Wiśniewski i jego piąta żona przechodzą obecnie trudny okres. Czy dojdzie do rozwodu

Życie Michała Wiśniewskiego od zawsze toczyło się na oczach całej Polski. Scena była jego domem,…

6 dni ago

Dlaczego Dolly Parton nigdy nie została matką. Czy piosenkarka żałuje swojego wyboru i co sądzi o macierzyństwie

Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka,…

7 dni ago