Gdyby była mojego męża zdecydowała się przywieźć do nas dzieci tylko na dzień lub dwa, może nie powiedziałabym nic złego. Ale ona przyjechała i przywiozła je na trzy miesiące!
Kazała mężowi przygotować dzieci do szkoły, kupić wszystko, nawet skarpetki – zostawiła całą listę. I wyszła. Powiedziała, że musi pracować i stworzyła sobie spokojne środowisko.
Nie obchodziły jej nasze wakacje i nasz spokój. Od tamtej pory nasze życie stało się piekłem.
Nie wiem, co robić. Jest dwoje dzieci, dwanaście i piętnaście lat, dorosłe. Starszy chłopiec, młodsza dziewczynka.
Mąż przez trzy miesiące płacił alimenty. Jego była nie zamierza zwrócić pieniędzy. Stwierdziła, że pozostaną jej jako rekompensata za wyjazd nad morze, który dla dzieci w maju opłaciła.
Zawsze byłam spokojna o to, że mój mąż ma dzieci. Starał się im pomagać, odwiedzał je, przywoził im prezenty. Dzieci często były u dziadków.
Ale nigdy nie miałam z tymi dziećmi większego kontaktu, nie mieliśmy dobrych relacji. Marta, moja była żona, najczęściej opowiadała swoim dzieciom różne przykre rzeczy na mój temat.
Uważa, że to ja jestem winny jej rozwodu z Marcinem. I to pomimo tego, że nasz związek zaczął się dwa lata po ich rozstaniu.
W tym czasie Marcin wrócił już do domu i dostał pracę w mojej firmie.
Ale Marta nie przejmuje się faktami. Ona po prostu zwala wszystko na mnie, wygodnie jest jej robić ze mnie najgorszą osobę na świecie.
A to ona jest ofiarą w tej sytuacji. Przez trzy lata Marta obrażała mnie za moimi plecami. Miała nadzieję, że prędzej czy później Marcin do niej wróci. Opamiętał się.
Rozwiedli się zresztą z bardzo ciekawego powodu. Marta zaczęła zdradzać Marcina. To było siedem lat temu. Zdradzała często, z różnymi mężczyznami.
W tym czasie ich mieszkanie było remontowane. Marcin doznał wtedy kontuzji – dość poważnej, musiał iść do szpitala, a potem znów miał problemy z chodzeniem.
Rodzice i brat pomogli mu stanąć na nogi. Jego żona nie interesowała się specjalnie stanem męża, była zajęta dziećmi i mieszkała bardzo daleko.
Marcin wyzdrowiał i wrócił do domu. Wtedy Marta stwierdziła, że nie widzi sensu życia z inwalidą. Powiedziała, że chce się rozstać.
Marcin wrócił do rodziców. Jego rehabilitacja dobiegła końca. Tymczasem Irina mieszkała z trzecim kochankiem. Wszyscy sąsiedzi o tym wiedzieli i rozmawiali między sobą.
Wtedy Marcin zdecydował się na rozwód. Niczego Marcie nie zabrał, zostawił jej nawet mieszkanie.
Kiedy się spotkaliśmy, od razu dowiedziałam się, że Marcin ma już dzieci. I że płaci na nie alimenty. Marcin niczego nie ukrywał.
Jego była żona nie ukrywała swojego stosunku do mnie, od razu wszystko mi powiedziała. Nie przejmowałam się tym, to nie miało znaczenia.
Przez około rok Marcin i ja po prostu mieszkaliśmy razem, po czym wzięliśmy ślub.
Nasze wspólne dziecko ma teraz dwa lata, a ja jestem na urlopie macierzyńskim. Mam dwupokojowe mieszkanie, w którym teraz mieszkamy i stopniowo budujemy duży dom, do którego planujemy wprowadzić się później.
I właśnie do tego mieszkania Marta sprowadziła swoje potomstwo. Te same dzieci, które jeszcze rok temu wypierały się swojego nowego brata i otwarcie deklarowały, że nigdy nie przyznają się do tego, że jest ich. Nawet życzyły mojemu synowi śmierci!
Po tym wydarzeniu byłam zmuszona przyjąć te dzieci do swojego domu. Mieszkają z nami już od ponad miesiąca. To absolutnie nie do zniesienia!
Nienawidzą mnie i wyrażają to w taki czy inny sposób przez cały czas. Wszystko, co mówię, pozostaje bez echa, zachowują się tak, jak chcą.
To tak, jakbym nie istniała. Lara cały czas hałasuje, nawet kiedy mój syn śpi. Krzysztof przeklina, nie wstydząc się mojej obecności. Potem mówi mojemu ojcu, że to wszystko zmyśliłam.
Mogłabym oddać dzieci rodzicom Marcina, ale oni nie mogą ich przyjąć. Mają swoje sprawy do załatwienia. Ojciec i matka byłej żony też odmawiają.
Jej ojciec nie tak dawno miał wylew, nie może się martwić. A opieka nad nastolatkami nie może być stresująca.
Mama Marty powiedziała mi, że to moja wina. Co ja sobie myślałam, wychodząc za mężczyznę z dziećmi? Że Ira mogła je na dobre oddać ojcu, jej życie i tak było wystarczająco ciężkie.
Myślę, że to dla mnie łatwe. Nie mam nic do powiedzenia, w ogóle nie radzę sobie z tą sytuacją. Mam za dużo nowych zmartwień na głowie. I niewiele pomaga Marcin: pracuje całymi dniami.
Córka Marty kradnie mi rzeczy: biżuterię, perfumy. Nie chce się przyznać. Więc kłamię.
Mój syn podkrada pieniądze. Niedużo, ale regularnie. Też się nie przyzna.
Czasami mam ochotę wyrzucić Marcina i jego dzieci z domu. Niech oni wszyscy idą! Ale kocham mojego męża, nie zrobił mi nic złego. To nie jego wina, że jego była żona tak źle się zachowała.
Czy muszę znosić cudze dzieci w moim mieszkaniu? Czy to normalne?