Trudno uwierzyć, że od chwili, gdy Mateusz Winek pojawił się jako mały Kazik w „Listach do M.”, minęło już tyle lat.
Widzowie pamiętają chłopca o jasnych włosach, charakterystycznych powiedzonkach i dziecięcej energii, który skradł sceny u boku Tomasza Karolaka.
Dziś ma 17 lat, nosi okulary, ma ciemniejsze włosy i coraz bardziej przypomina młodego dorosłego niż bohatera świątecznej komedii.
Po dłuższej przerwie znów pojawił się w telewizji, tym razem w „Dzień Dobry TVN”, gdzie usiadł obok swojego ekranowego taty.
Spotkanie szybko zamieniło się we wspomnienia z planu, ale na tym nie koniec. Na antenie padła również wiadomość, na którą miłośnicy tej filmowej serii czekali z niecierpliwością: trwają już zdjęcia do kolejnej części „Listów do M.”.
Mateusz nie pojawił się przed kamerami z dnia na dzień. Jego przygoda z ekranem rozpoczęła się, gdy był jeszcze dzieckiem.
Zanim widzowie poznali go jako Kazika, miał już na koncie udział w reklamach i niewielkich produkcjach telewizyjnych.
Z czasem zaczął otrzymywać kolejne propozycje, a jego twarz coraz częściej pojawiała się na ekranach. Największą rozpoznawalność przyniosła mu jednak druga część „Listów do M.”, która trafiła do kin w 2015 roku.
Winek wcielił się w Kazika, syna Melchiora, granego przez Tomasza Karolaka. Chłopiec szybko zaskarbił sobie sympatię publiczności, a jego ekranowa relacja z ojcem była jednym z tych elementów, które nadawały filmowi lekkość i humor.
„Listy do M.” od początku miały szczególną atmosferę. Zimowa Warszawa, świąteczne spotkania, niespodziewane uczucia i bohaterowie, których życie nie zawsze układa się zgodnie z planem, sprawiły, że seria na stałe weszła do repertuaru wielu polskich domów w grudniu.
W tym świecie pojawił się Kazik — dzieciak z własnym charakterem, który potrafił rozbroić widzów jednym zdaniem. Mateusz świetnie odnalazł się w tej roli, choć pracował z aktorami znacznie bardziej doświadczonymi od siebie.
Później wielokrotnie wracał do tej filmowej rodziny. Zagrał Kazika także w kolejnych odsłonach, między innymi w „Listach do M. 3”, „Listach do M. 4” oraz w filmie „Listy do M. Pożegnania i powroty” z 2024 roku.
Właśnie dlatego jego niedawna wizyta w telewizji miała w sobie coś więcej niż zwykły powrót dawnego dziecięcego aktora.
Obok niego siedział Tomasz Karolak, który przez lata odgrywał jego filmowego ojca.
Obaj mogli spojrzeć na historię serii z dwóch perspektyw: doświadczonego aktora, który nie spodziewał się aż tak długiego sukcesu produkcji, i młodego człowieka, który dorastał na planie.
Mateusz wspominał początki jako wyjątkowe przeżycie i podkreślał emocje związane z grą u boku znanych artystów.
Dla niego plan filmowy był miejscem, w którym zdobywał doświadczenie, a zarazem przestrzenią, gdzie spotykał ludzi podziwianych przez publiczność.
Tomasz Karolak nie krył zaskoczenia tym, jak długo „Listy do M.” utrzymują popularność. Jak opowiadał, widzowie wciąż pytają go, czy powstanie następna część, bo tęsknią za bohaterami.
Tym razem odpowiedź jest już znana: produkcja kolejnego filmu ruszyła. Szczegóły fabuły i pełna obsada nie zostały jeszcze szeroko ujawnione, ale sama informacja wystarczyła, by ponownie rozbudzić zainteresowanie świątecznym cyklem.
Można się spodziewać, że dla fanów będzie to okazja do kolejnego spotkania z postaciami, które przez lata stały się częścią ich grudniowych zwyczajów.
Tymczasem sam Mateusz zmienił się nie tylko z wyglądu. Z chłopca, którego rozpoznawano przede wszystkim dzięki jednej roli, wyrósł nastolatek, który próbuje samodzielnie decydować o swojej przyszłości.
Uczęszcza do liceum i — jak wynika z ostatnich publikacji — nauka zajmuje obecnie ważne miejsce w jego codzienności.
Nie pojawia się regularnie na branżowych imprezach, nie buduje rozpoznawalności przez nieustanne publikowanie zdjęć i nie opowiada szeroko o prywatnych sprawach.
W dobie mediów społecznościowych, w których młodzi ludzie często pokazują niemal każdy szczegół swojego życia, taka powściągliwość wyróżnia się szczególnie mocno.
Nie oznacza to jednak, że Winek całkowicie porzucił aktorstwo. Jego filmografia pokazuje, że po sukcesie „Listów do M.” pojawiał się również w innych produkcjach.
Zagrał między innymi w familijnym filmie „Czarny młyn”, a w kolejnych latach występował w różnych projektach filmowych. W 2025 roku znalazł się w obsadzie „Ministrantów”, a w 2026 roku pojawił się w filmie „Psoty”.
Nie można więc powiedzieć, że zupełnie zniknął z zawodu. Raczej nie próbuje za wszelką cenę wykorzystać dawnej popularności i konsekwentnie pojawia się tam, gdzie otrzymuje interesujące propozycje.
Takie podejście może okazać się dla niego korzystne. Dziecięca popularność bywa kapryśna: widzowie szybko przywiązują się do młodego aktora, ale później oczekują, że pozostanie w ich pamięci dokładnie takim, jakim był w pierwszej roli.
Tymczasem dorastanie przynosi zmiany, nowe zainteresowania i pytania o przyszłość. Nie każdy, kto jako dziecko odniósł sukces przed kamerą, musi później budować całe życie wokół show-biznesu.
Mateusz ma prawo sprawdzić, czy aktorstwo nadal jest tym, czym chce zajmować się w dorosłości, czy może wybierze inną drogę. Na razie nie ogłosił żadnych definitywnych decyzji dotyczących swojej zawodowej przyszłości.
O jego życiu prywatnym wiadomo niewiele. Mateusz nie opowiada publicznie o rodzinie czy relacjach osobistych, a zainteresowanie mediów koncentruje się przede wszystkim na jego wyglądzie i filmowych rolach.
Nie ma podstaw, by doszukiwać się w tej dyskrecji jakiejś tajemnicy. Może po prostu chce przeżyć okres nastoletni bez ciągłego zainteresowania obcych ludzi.
W końcu pierwsze propozycje aktorskie otrzymywał jako dziecko, kiedy o wielu sprawach decydowali dorośli. Teraz ma już 17 lat i coraz więcej zależy od niego samego.
W tym kontekście spotkanie z Tomaszem Karolakiem w „Dzień Dobry TVN” było sympatycznym powrotem do wcześniejszych lat.
Na ekranie znów znaleźli się ojciec i syn — choć tym razem nie jako Melchior i Kazik, lecz dwaj aktorzy, którzy po latach mogli porozmawiać o wspólnej pracy.
Różnica między dawnymi kadrami a obecnym wyglądem Mateusza jest uderzająca, ale równie ciekawa jest zmiana jego pozycji. Kiedyś był dzieckiem na planie, dziś może już sam opowiadać o tym doświadczeniu i oceniać je z perspektywy nastolatka.
Miałem 12 lat i było to dla mnie wielkie przeżycie, emocje grania ze wspaniałymi aktorami – mówił.
Dla widzów, którzy co roku wracają do „Listów do M.”, wiadomość o kolejnej części jest szczególnie miła.
Seria przez lata zmieniała obsadę, wprowadzała nowych bohaterów i pozwalała dorastać niektórym postaciom razem z publicznością.
Kazik pozostaje jedną z tych twarzy, które łatwo skojarzyć z jej najbardziej rozpoznawalnymi momentami.
Jego historia pokazuje również, jak szybko zmienia się życie młodego aktora: od dziecięcej roli do licealnych obowiązków i kolejnych decyzji dotyczących przyszłości.
Mateusz Winek nie musi dziś udowadniać, że nadal jest tym samym chłopcem, którego pokochali widzowie. Nie jest już małym Kazikiem z dawnych plakatów, choć ta rola na zawsze pozostanie ważnym fragmentem jego biografii.
Wyrósł, zmienił się i pozwala sobie na większą prywatność. Jednocześnie wraca do świata, który dał mu pierwszą rozpoznawalność, a przed nim pojawia się kolejna okazja do spotkania z publicznością.
Czy nowa część „Listów do M.” przyniesie mu większą rolę i jeszcze mocniej przypomni o jego aktorskim talencie? Tego na razie nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że dawny Kazik ma już własne plany, a jego historia dopiero nabiera dorosłego kształtu.
Czy Szymon Hołownia opuszcza Polskę. Wieści o jego planach szybko obiegły kraj




