Dlaczego Dolly Parton nigdy nie została matką. Czy piosenkarka żałuje swojego wyboru i co sądzi o macierzyństwie

Dolly Parton od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet świata muzyki. Jej głos, peruka, błyskotliwe poczucie humoru i ogromne serce uczyniły z niej ikonę nie tylko country, ale i kultury popularnej w ogóle.

A jednak wśród setek historii o jej karierze wciąż powraca jedno pytanie, zadawane niemal szeptem, czasem z ciekawością, czasem z niezrozumieniem: dlaczego Dolly Parton nigdy nie została matką. Odpowiedź kryje się nie w jednym zdaniu, ale w całym jej życiu.

Dolly przyszła na świat w 1946 roku w biednej rodzinie w Tennessee jako jedno z dwanaściorga dzieci.

Dorastała w domu, w którym miłość była ważniejsza niż pieniądze, ale odpowiedzialność spadała na wszystkich bardzo wcześnie.

Już jako dziewczynka śpiewała, pisała pierwsze piosenki i wiedziała, że jej życie nie zmieści się w granicach rodzinnej wioski.

„Ja od dziecka czułam, że jestem tu tylko przejazdem” – mówiła po latach. „Kochałam swoją rodzinę, ale wiedziałam, że muszę iść dalej”.

Kiedy zaczęła odnosić pierwsze sukcesy, jej droga nabrała tempa, którego nie dało się zatrzymać. Trasy koncertowe, studia nagraniowe, występy telewizyjne – Dolly żyła w ruchu.

W tym samym czasie w jej życiu pojawił się Carl Dean, mężczyzna, który pozostał jej mężem przez ponad sześćdziesiąt lat, choć niemal nigdy nie pokazywał się publicznie.

Ich relacja była oparta na zaufaniu i wolności. „On nigdy nie chciał mnie zatrzymać. Wiedział, że jestem ptakiem, który musi latać” – przyznawała artystka.

Decyzja o bezdzietności nie była jednak prostą deklaracją ani buntem przeciwko tradycyjnemu modelowi rodziny.

Przez lata Dolly zmagała się z problemami zdrowotnymi, w tym z endometriozą, która miała ogromny wpływ na jej ciało i psychikę.

„Były momenty, kiedy los decydował za mnie” – mówiła otwarcie. – „A ja musiałam się nauczyć z tym żyć”.

W jednym z wywiadów przyznała, że kiedyś bardzo przeżyła myśl o tym, że nie będzie miała dzieci. „Płakałam. Czułam pustkę. Myślałam, że coś mnie ominie”.

Z czasem jednak przyszło inne zrozumienie. Dolly zaczęła patrzeć na macierzyństwo szerzej niż tylko przez pryzmat biologii. „Nie urodziłam dzieci, ale wychowałam miliony” – powiedziała kiedyś, pół żartem, pół serio.

Jej fundacja Imagination Library, dzięki której dzieci na całym świecie otrzymują darmowe książki, stała się dla niej symboliczną formą macierzyństwa.

„Jeśli mogę pomóc dziecku pokochać czytanie, to czuję, że robię coś naprawdę ważnego” – tłumaczyła.

Dolly nigdy nie mówiła o swojej decyzji z goryczą. Wręcz przeciwnie – podkreślała, że każdy wybór niesie ze sobą stratę, ale i przestrzeń.

„Gdybym miała dzieci, nie byłabym tam, gdzie jestem. A gdybym zrezygnowała z kariery, być może żałowałabym tego do końca życia” – wyznała szczerze. Jej macierzyństwem stała się muzyka, ludzie, którym pomagała, i historie, które opowiadała piosenkami.

Dziś, zapytana o to, czy żałuje, odpowiada spokojnie: „Nie. Myślę, że zrobiłam to, co było mi pisane”. Jednocześnie nigdy nie deprecjonuje kobiet, które wybrały inną drogę.

„Macierzyństwo to cud. Ale nie jedyna droga do spełnienia” – powtarza. Jej słowa niosą ulgę wielu kobietom, które czują presję społeczną i potrzebują usłyszeć, że ich wartość nie zależy od tego, czy zostały matkami.

Historia Dolly Parton to opowieść o kobiecie, która nauczyła się akceptować swoje życie takim, jakie jest – bez dopisywania brakujących rozdziałów na siłę.

To także historia o tym, że miłość można rozdawać na wiele sposobów. „Każdy z nas zostawia po sobie coś innego” – mówi Dolly.

– „Ja zostawiłam piosenki, książki i trochę nadziei. I to mi wystarcza”.

Przewracając kolejne kartki jej życia, widać wyraźnie, że brak biologicznego macierzyństwa nie był pustką, lecz przestrzenią, którą wypełniła po brzegi. Talentem, empatią i odwagą, by żyć po swojemu – nawet jeśli świat wciąż pyta: dlaczego.

Mama najpierw zaprosiła wnuki do siebie na weekend, a potem okazało się, że wcale nie ma dla nich czasu. Dobrze, że w tamtym momencie przyszła do mnie przyjaciółka

Janusz Korczak był nie tylko pedagogiem o wielkim sercu, ale także bohaterem całej epoki. Jego osobisty przykład zapisał się w pamięci kolejnych pokoleń

Gdyby nie doszło do kwestii mieszkaniowej, moje dzieci nadal nazywałyby mnie czule „mamo”. Teraz dzwonią nawet, gdy czegoś potrzebują