Mama sama zaprosiła nas do siebie na weekend. Zaproponowała też, żebyśmy zostawili u niej wnuki, a sami pojechali załatwić swoje sprawy albo po prostu pobyli razem.
Jej głos brzmiał jak miód i bardzo chciałam wierzyć, że jej słowa są pełne szczerości. Mężowi ten pomysł bardzo się spodobał, bo od dawna marzył o weekendzie tylko we dwoje.
– „Może chociaż przez dwa dni poczujemy się wolni od trosk o dzieci, a twoi rodzice pobędą dziadkiem i babcią” – powiedział.
Spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy i rzeczy dzieci, które mogły się przydać w podróży.
Po drodze do mamy wstąpiliśmy jeszcze do sklepu, kupiliśmy wszystkie potrzebne produkty, żeby nie musiała wydawać pieniędzy – krótko mówiąc, zadbaliśmy o każdy szczegół.
Kiedy przyjechaliśmy, jej radość nie miała granic. Nam też wydawało się, że wszystko jest idealnie.
Postanowiliśmy zostać u rodziców do wieczora, tym bardziej że mama powiedziała, że przygotuje moje ulubione danie – naleśniki z serem. Mąż również nie miał nic przeciwko, więc zostaliśmy dłużej.
Dzieci biegały i bawiły się. Joanna tańczyła obok mamy, kiedy ta gotowała w kuchni, a Bogusław cały czas był przy tacie. Podobało mu się, że dziadek ma w gospodarstwie tyle ciekawych rzeczy. Co chwilę podbiegał do mnie i mówił:
– „Mamo, mamo, zobacz, jaką ładną półkę z narzędziami ma dziadek!”
Zdążyliśmy zjeść kolację i już собиралиśmy się wychodzić, kiedy przyszła sąsiadka, której dawno nie widziałam, i zaproponowała
herbatę. Nie mogłam odmówić, więc poprosiłam mamę, żeby ją zaparzyła.
Dzieci biegały po schodach w górę i w dół, krzyczały, aż nagle usłyszałam, jak mama na nie krzyczy:
– „Ile można biegać w tę i z powrotem po schodach? Zajmijcie się czymś, bo bez sensu tak latacie!”
Na początku pomyślałam, że mi się przesłyszało, że to tylko coś zadźwięczało mi w głowie. Ale nie – to był głos mamy. To były moje
dzieci, które rzeczywiście biegały po schodach.
Poprosiłam znajomą, żeby chwilę poczekała, i podeszłam do mamy:
– „Mamo, co się stało? Co takiego zrobiły dzieci?”
W odpowiedzi usłyszałam:
– „Jestem już starszą osobą i potrzebuję odpoczynku. Jestem zmęczona po całym dniu, a wieczorem mam swój czas. Poza tym codziennie
oglądam tureckie seriale i nie zamierzam opuszczać odcinka tylko dlatego, że przyjechały wnuki.”
Dobrze, że mój mąż tego nie słyszał. I tak nie był zachwycony tym wyjazdem – dobrze znał charakter mojej mamy, a ja znałam jego i wiedziałam, że tego nie zniesie.
W tym momencie do domu wszedł tata i zapytał, co się dzieje. Pomyślałam, że mnie wesprze, że wytłumaczy mamie, iż wnuki nie
przyjeżdżają często i że nie powinno się na nie krzyczeć ani stawiać swoich programów telewizyjnych ponad nimi.
Ale on mnie nie poparł. Jakby ogłuchł. Powiedział tylko, że jego żona naprawdę bardzo się męczy i że w jej wieku trzeba o siebie dbać.
Wtedy przypomniałam sobie swoje dzieciństwo. Jak nie wolno nam było się bawić, bo rodzice zawsze byli zmęczeni, zawsze zajęci, zawsze coś im przeszkadzało – nasze bieganie, nasze rozmowy, nasz śmiech.
Rozumiem, że nie są już w tym wieku, żeby skakać i szaleć z wnukami. Ale przecież wiedzieli, kogo zapraszają. Warto byłoby choć trochę ustąpić ze swoich zasad, żeby wnukom było dobrze.
Zrobiło mi się strasznie przykro, łzy napłynęły mi do oczu. Spojrzałam na mamę – odwróciła się obojętnie i poszła do telewizora. Nie pozostało mi nic innego, jak zebrać dzieci i wrócić do domu.
Tata prosił, żebyśmy zostali, ale mama była obrażona. Jak hrabina usiadła w fotelu, włączyła telewizor i powiedziała do wnuków:
– „Cicho, zaraz będzie serial babci, nie ma co zakłócać ciszy.”
Cicho spakowałam rzeczy wnuków, którzy okazali się niemile widzianymi gośćmi na święcie mamy. Widziałam oczy taty – prawie płakał, bo
bardzo ich kochał, ale nie potrafił sprzeciwić się swojej żonie, która zawsze decydowała za niego.
Pożegnałam się z mamą, pożegnałam się z tatą, powiedziałam mężowi, że jedziemy. Wydaje mi się, że wszystko zrozumiał – i dzięki Bogu nie powiedział ani słowa.
Kiedy wróciliśmy do domu, mąż przygotował kolację. Zjedliśmy, dzieci poszły spać, a my usiedliśmy w kuchni i rozmawialiśmy.
Wysłuchałam całego wykładu o tym, jak bardzo obojętni są moi rodzice, jak mama może tak traktować własne wnuki. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam:
– „A ile razy twoja mama i twój tata byli ze swoimi wnukami? Jak często je do siebie zabierali, choć mieszkają blisko? Jak często nas
odwiedzali?”
Miałam wiele do powiedzenia. Nie miałam już siły milczeć. Oboje wiedzieliśmy, że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi, więc postanowiliśmy jej nie ciągnąć. Zamiast tego włączyłam swój ulubiony film i po raz pierwszy tego dnia naprawdę poczułam, że jestem w domu.
