Matka męża wymagała, abym codziennie przychodziła do niej i sprzątała, przy tym nic jej nie odpowiadało: „Gdybym wiedziała, że mam taką leniwą synową, odradziłabym synowi małżeństwo”

Matka mojego męża uważała, że skoro zostałam jej synową, automatycznie stałam się jej pomocą domową. Codziennie. Bez wyjątków.

I bez prawa do zmęczenia. A najgorsze było to, że cokolwiek robiłam, zawsze było źle.

— Przyjdziesz dziś po pracy? — pytała już rano, zanim zdążyłam napić się kawy.

— Postaram się — odpowiadałam ostrożnie, bo wiedziałam, że każda inna odpowiedź oznacza awanturę.

— Postaram się to za mało — ucinała. — Ja w twoim wieku wszystko ogarniałam i jeszcze miałam czas dla rodziny.

Screen IStockphoto

Mieszkała dwie ulice dalej. Sama. Zdrowa, sprawna, z energią, której mogłabym jej pozazdrościć. Ale odkąd jej syn się ze mną ożenił,
uznała, że moje obowiązki są oczywiste.

— Jesteś teraz rodziną — mówiła. — Rodzina sobie pomaga.

Pomoc szybko zamieniła się w codzienny obowiązek. Odkurzanie, mycie podłóg, okien, szafek. Pranie. Gotowanie. A ona chodziła za mną krok w krok i komentowała.

— Tutaj zostały smugi.

— Zupę za słono posoliłaś.

— Ja bym to zrobiła szybciej.

Pierwsze miesiące milczałam. Chciałam być dobrą synową. Taką, o której mówi się z dumą.

— Zobacz, jaka ona pracowita — miała mówić sąsiadkom.

Nie mówiła.

— Mój syn mógł trafić lepiej — usłyszałam kiedyś, kiedy myła kubek, który przed chwilą umyłam ja. — Dziewczyna powinna wiedzieć, jak
się prowadzi dom.

Zabolało. Ale jeszcze bardziej zabolało to, że mąż nigdy nie reagował.

— Mamo, daj spokój — rzucał czasem bez przekonania.

— Ja tylko mówię prawdę — odpowiadała. — A prawda boli.

Najgorzej było, gdy wracałam zmęczona po pracy. Marzyłam tylko o tym, żeby usiąść na chwilę w ciszy. Telefon dzwonił punktualnie.

— Gdzie jesteś?

— Dopiero wyszłam z biura.

— A obiad? Przecież mówiłam, że dziś trzeba zrobić porządek w spiżarni.

Któregoś dnia nie wytrzymałam.

— Nie przyjdę dziś — powiedziałam cicho. — Źle się czuję.

— Każdy się źle czuje — prychnęła. — Ale obowiązki są obowiązkami.

Wieczorem powiedziałam mężowi, że tak dłużej nie dam rady.

— Twoja mama traktuje mnie jak służącą — wyszeptałam.

— Przesadzasz — odpowiedział. — Ona po prostu ma swoje przyzwyczajenia.

Wtedy zrozumiałam, że jestem w tym sama.

Kilka dni później znów sprzątałam u niej kuchnię. Stara szafka skrzypiała, podłoga była czysta, aż pachniała. Spojrzała na wszystko z
dezaprobatą.

— Wiesz co — powiedziała nagle. — Gdybym wiedziała, że mam taką leniwą synową, odradziłabym synowi to małżeństwo.

Zamarłam. Ręce zaczęły mi drżeć.

— Słucham?

— Prawda jest taka, że ty się do tego nie nadajesz — ciągnęła spokojnie. — Mój syn zasługuje na lepszą kobietę.

Odłożyłam ścierkę. Powoli. Spojrzałam jej w oczy.

— To ja przestanę tu przychodzić — powiedziałam.

Roześmiała się krótko.

— Ciekawe, co na to mój syn.

— Dowie się — odpowiedziałam. — I tym razem nie będę milczeć.

W domu powiedziałam wszystko. Bez płaczu. Bez krzyku.

— Albo postawisz granice, albo ja to zrobię — powiedziałam mężowi. — Ale już nie kosztem siebie.

Był zaskoczony. Może pierwszy raz zobaczył, że nie żartuję.

Od tamtej pory nie sprzątam u teściowej. Nie chodzę tam codziennie. A ona? Nadal uważa, że wie najlepiej. Tyle że już nie ma nade mną władzy.

Dziś wiem jedno: bycie dobrą synową nie oznacza bycia posłuszną i cichą. A miłość do męża nie powinna wymagać codziennego poświęcania własnej godności.

Bo leniwa synowa to często po prostu kobieta, która w końcu nauczyła się mówić „dość”.

„Odchodzę od ciebie, jesteśmy zbyt różni”: powiedział mi mój mąż, zajadając się sałatkami i kotletami. Ale ja tylko się ucieszyłam, bo już miałam dość słuchania, że nie jestem godna takiego księcia

Długo odkładałam pewną sumę na naukę syna, a mąż bez mojej zgody kupił teściowej domek letniskowy: „Mama bardziej tego potrzebuje, a syn jeszcze rośnie, jest jeszcze czas”

Długo nie zastanawiałam się, komu z dzieci zostawić mieszkanie. Teraz czuję się winna, bo zostawiłam je córce, która go nie potrzebuje, a syn rozwiódł się z żoną, nie ma gdzie mieszkać i nie rozmawia ze mną