Brat zawsze słuchał mamy, zgadzał się z jej opinią i nigdy nie sprzeciwiał się.
Ja natomiast od dzieciństwa miałam własne spojrzenie na świat, potrafiłam się kłócić, nalegać na swoje zdanie i prawdopodobnie właśnie to spowodowało, że z czasem między mną a mamą pojawiła się dystans.
Kiedy poznałam swojego męża, zrozumiałam, że to właśnie ta osoba, z którą chcę spędzić życie. Miał być dobry, spokojny, pracowity.
Ale najważniejsze – przy nim czułam się bezpieczna. Zaczęliśmy rozmawiać o ślubie, ale nie chciałam robić z tego głośnego wydarzenia.
Dla mnie małżeństwo to nie uczta i dziesiątki gości, ale obietnica, którą dwoje ludzi składa sobie nawzajem.
Dlatego wraz z narzeczonym zdecydowaliśmy, że po prostu podpiszemy dokumenty i będziemy świętować w wąskim gronie.
Wiedziałam, że jeśli powiem o tym wcześniej mamie, to będzie skandal. Zawsze marzyła o „weselu dla całej rodziny”, białej sukni, bankiecie w restauracji i zdjęciach na pamiątkę.
Ja tego nie chciałam. Dlatego z mężem zrobiliśmy wszystko po cichu, bez zbędnych rozmów.
Podpisaliśmy dokumenty, zaprosiliśmy najbliższych przyjaciół, świętowaliśmy skromnie, ale szczerze.
Dla mnie miał to być jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.A potem nadeszła chwila, której najbardziej się obawiałam – powiedzenie mamie.
Kiedy usłyszała, że jestem już mężatką, jej twarz najpierw zamarła ze zdziwienia. Potem powiedziała tylko jedno: — co mogłaś?
Beze mnie? Bez ślubu? Bez naszej rodziny? Ale mama tylko machnęła ręką. W jej oczach był chłód, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Wypowiedziała zdanie, które przeszyło mam do szpiku kości:
Siedziałam jak sparaliżowana. Mieszkanie? Nawet nie myślałam o spadku, nigdy nie liczyłam metrów kwadratowych po mamie.
Ale usłyszeć, że mama „skreśliła” mnie w ten sposób, tylko z powodu mojej decyzji — to było bolesne do łez.
Próbowałam ją uspokoić, mówiłam, że nie chciałam jej urazić, że ją kocham. Ale ona jakby się przede mną zamknęła.
Wyszłam z jej mieszkania we łzach. Mąż próbował mnie przytulić, ale wydawało mi się, że cały świat się wali.
Przecież straciłam nie tylko matczyną miłość — straciłam poczucie, że moja mama zawsze będzie po mojej stronie.
Minęło kilka tygodni. Prawie nie rozmawialiśmy z mamą. Poświęcała więcej uwagi bratu, opowiadała wszystkim, że jest dla niej „jedyną podporą”. Czułam się obca we własnej rodzinie.
A jednak wiem, że decyzja, którą podjęliśmy z mężem, miała rację. Zrobiliśmy tak, jak chcieliśmy, a nie tak, jak oczekiwali inni. Bo życie nie polega na spełnianiu oczekiwań innych. Polega na byciu szczerym wobec siebie.
A co do mamy… Mam nadzieję, że z czasem zrozumie. Bo mieszkanie, spadek, a nawet urazy to jedno. A matka i córka to więź, która jest warta znacznie więcej.