Długo nie mogłam się zdecydować, czy podzielić się tą historią, bo wiem, że wielu mnie potępi. Ale wszystko we mnie wrze i nie mam już siły milczeć.
Mam czterdzieści lat, jestem mężatką od piętnastu lat. Mam syna, pracę, dom – wydaje się, że mam wszystko. Ale szczerze mówiąc, w duszy czuję pustkę.
Mój mąż jest dobry, nigdy nie krzyczy, nie podnosi ręki, ale też nigdy nie mówi, że mnie kocha. Żyjemy jak sąsiedzi.
Wraca do domu, je kolację, włącza telewizor, a potem kładzie się spać. I tak dzień po dniu.
Zawsze próbowałam sobie wmówić: „Wszystko jest w porządku, wiele kobiet nie ma tak dobrze”.
Najważniejsze, żeby zawsze mieć co jeść, dach nad głową i zdrowe dzieci”. Ale czy to wystarczy kobiecie, która chce czuć się kochana?
Niedawno do pracy przyszedł nowy kolega. Wysoki, z uśmiechem, który rozgrzewa. Umiał słuchać, pytał, jak się mam, interesował się moim nastrojem.
Na początku nawet się pogubiłam — nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś naprawdę chce wiedzieć, jak się czuję.
A potem zaczęłam łapać się na tym, że czekam na jego wiadomość lub krótką rozmowę w pracy bardziej niż na wieczorne powitanie własnego męża.
„Ostatnio promieniejesz, twoje oczy błyszczą” – powiedziała koleżanka. Uśmiechnęłam się tylko, ale w głębi duszy rozumiałam: tak, zakochałam się.
I ta myśl przerażała mnie najbardziej. Ale kiedy powiedziałam mamie, co myślę o rozwodzie, była oburzona.
Próbowałam wyjaśnić, że chcę być szczęśliwa, chcę kochać i czuć, że jestem kochana, ale mama tylko machnęła ręką.
Czyżby moja własna matka była gotowa tak mnie ukarać tylko za to, że pragnę innego życia? Mówi, że myśli o mnie, że boi się, żebym nie została z niczym, ale to nie sprawia, że czuję się lepiej.
Brzmi to jak ultimatum: „Albo poświęcisz się dla wygody i przyzwyczajenia, albo zostaniesz bez dachu nad głową”.
W nocy długo leżałam bez snu. Myślałam: może mama ma rację? Może trzeba to znosić, bo tak żyją wszyscy?
Ale potem przypomniałam sobie mojego kolegę, jego szczere spojrzenie i słowa „Zasługujesz na więcej”. I czułam, jak serce wyskakuje mi z piersi.
Mój mąż nawet nie zauważa, że między nami jest pęknięcie. Żyje swoim życiem, wystarcza mu takie współistnienie.
Czasami myślę: może gdyby okazywał choć odrobinę ciepła, nie szukałabym go gdzie indziej. Ale teraz jest już za późno.
Boję się zostać sama — powiedziałam mamie.
Wiem, że wielu mnie teraz potępi. Powiedzą, że kochanek to grzech, że trzeba chronić rodzinę. Ale kto będzie chronił mnie? Kto pomyśli, że ja też chcę żyć, a nie tylko przetrwać?
Być może zaryzykuję. Być może odejdę od męża i zostawię wszystko, nawet mieszkanie. Bo w końcu co jest ważniejsze — ściany czy poczucie, że jesteś kochana?