Od samego początku moje relacje z synową się nie układały. Marta – tak miała na imię – patrzyła na mnie jak wilk, kiedy się poznałyśmy, mimo że nie zrobiłam nic, co mogłoby ją urazić!
Nie obrażałam jej, nie żartowałam i nie dawałam rad. Krótko mówiąc, nie zrobiła nic, za co synowe zwykle nienawidzą matek swoich wybranków.
No chyba, że poprosiła, żebym nie opierała się o ścianę, gdy Marta zdejmowała buty i zaproponowała, żebym usiadła na krześle.
Faktem jest, że mieliśmy wtedy na korytarzu piękną, ale markową tapetę i ślady spoconych dłoni byłyby bardzo widoczne.
Ale to normalne, że delikatnie mówi się gościowi o osobliwościach swojego domu i zasadach zachowania w nim. Ale moja synowa potraktowała tę niewinną lekcję z przymrużeniem oka.

I od tamtej pory nie zmieniła zdania. Nadal jestem jej największym wrogiem. Ale Pan jest z nią, moją synową. Mój syn jest z nią szczęśliwy i to dobrze. Chociaż zadziwia mnie, jak udaje mu się dogadać z tą wrażliwą kobietą.
Co więcej, mają też dorastające dziecko – moją ukochaną wnuczkę Wioletę, która niedawno skończyła jedenaście lat. Tylko ze względu na Wioletę zachowuję pozory komunikacji z jej matką, która zawsze jest na mnie zła. Zapraszam w odwiedziny całą rodzinę, nie tylko syna i wnuczkę.
Jeśli to zrobię, w końcu przebiegnie między nami czarny kot i nigdy więcej nie zobaczę wnuczki. Moja synowa może to łatwo zorganizować, jeśli zdecyduję się na otwartą konfrontację.
Poza tym i tak nie widuję wnuczki zbyt często. Tylko na wakacjach lub kiedy mój syn i synowa muszą gdzieś wyjść, a swatki nie mogą pomóc. Niestety z moją wnuczką też nie układa się najlepiej. Jestem pewien, że powinienem za to podziękować mojej synowej.
W przeciwnym razie nie potrafię wyjaśnić, dlaczego podczas jednego spotkania Wioleta jest prawdziwym aniołem, a innym razem jest leniwą kapryśną osobą, której nie można przekroczyć.
Czasami moja wnuczka doświadcza tych dwóch stanów w ciągu jednego dnia spędzonego ze mną. Ostatnia sobota była właśnie takim przypadkiem.
Mój syn i synowa musieli wyjechać gdzieś w interesach, a swatka była chora, więc nie mogła siedzieć z wnuczką.
Dziewczynka została więc przyprowadzona do mnie, co na początku bardzo mnie ucieszyło. Przez pierwsze kilka godzin była w dobrym nastroju. Pomogła mi nawet przy obiedzie! Kroiła warzywa i zioła na sałatkę. Patrzcie, czego się nauczyłam.
A po posiłku zaproponowała, że pozmywa naczynia. Nie przeszkadzałam Wiolecie w jej dążeniu do niezależności. Zwłaszcza, że kiedyś miała z tym problemy – nie chciała sobie butów wypastować, albo odmawiała spakowania swoich rzeczy.
A tu takie zainteresowanie gotowaniem i myciem talerzy! Ale problemy, jak się okazało, nie odeszły daleko od głowy wnuczki. Kiedy skończyła zmywać naczynia, postanowiłam sprawdzić, jak dobrze to zrobiła. Dzieci zawsze trzeba najpierw kontrolować.
Na talerzach, które umyła moja wnuczka, wciąż było trochę piany z detergentu i tłuszczu, tak jak się obawiałam. Zawołałam Wioletę z powrotem do kuchni i bardzo delikatnie poprosiłam, aby umyła te talerze.
Moja córka powiedziała, że nie widzi żadnych brudnych plam. Była pewna, że dobrze umyła talerze.
Delikatnie zasugerowałam też, aby popracowała nad swoimi błędami i powiedziałam jej, że nie wątpię, że próbowała, ale czegoś nie zauważyła.
A potem zaproponowałam, żebyśmy umyły talerze razem. Moja wnuczka nagle stała się bezczelna i powiedziała, że jeśli mi się to nie podoba, to mogę umyć talerze sama.
Następnie opuściła kuchnię i udała się do jednego z pokoi, gdzie pozostała do przybycia rodziców. Jak już mówiłam, od czasu do czasu miewa takie nastroje i to bardzo niespodziewanie.
Jeśli wcześniej tylko przypuszczałam, że winna jest moja synowa i jej złe wychowanie, to po tej historii wszelkie wątpliwości zniknęły.
Gdy tylko mój syn i jego żona przekroczyli próg mojego domu, Wioleta w końcu wyszła. Marta zdała sobie sprawę, że coś się między nami wydarzyło.
Synowa zapytała wnuczkę, patrząc na mnie ze złością, dlaczego jest taka smutna, skoro to babcia ją obraziła. Wioleta powiedziała, że zmusiłam ją do pozmywania naczyń.
Jej matka podbiegła do mnie i wysyczała cicho, że nie mam prawa zmuszać wnuczki do niczego, nie jest moją służącą.
Odparłam również półgłosem, że nie miałam zamiaru robić tego mojej wnuczce, zgłosiła się na ochotnika do zmywania naczyń, ale nie zrobiła tego zbyt dobrze, a ja wytknęłam jej błędy. I to było wszystko!
Moja synowa powiedziała, że mogę ją pochwalić za sam fakt, że pozmywała naczynia, a potem po cichu je powtórzyć. Ona tak właśnie robi. A ja nie dopuszczam żadnej krytyki!
Argumentowałam, że Wioleta nie jest już małym dzieckiem i nadszedł czas, aby nauczyła się robić wszystko dobrze i zaczęła właściwie przyjmować krytykę.
Po tym moja synowa zagroziła, że ograniczy naszą komunikację i wyprowadziła ją z domu. Mój syn rzucił mi pełne winy spojrzenie i pospieszył za nimi.
Później obiecał mi, że porozmawia zarówno z Wioletą, jak i z niezadowoloną żoną. Powiedzieli, że nikt nie pozbawi ich kontaktu z wnuczką, a ona nie będzie już niegrzeczna.
Naprawdę chcę w to wierzyć. Bez względu na to, jak nieznośna czasami potrafi być moja wnuczka, pozostaje moją ulubienicą. I boję się utraty kontaktu z nią bardziej niż czegokolwiek innego na świecie.
Kiedy dowiedziała się o przygodach męża, zaczęła żyć własnym życiem, ale on nadal był obrażony